57.Dance of the Sugar Plum Fairy

-Ja bym zagrał to odrobinę niżej bracie.

-Tak sądzisz?Cholera z muzyką mam problem do tego tekstu! – Paddy podrapał się po głowie.

-Tekst jest świetny, jak wszystkie twoje. – Jim spojrzał na zdziwionego Pawła siedzącego obok. – Patrick zawsze był naszym rodzinnym poetą. O, zobacz to!- podał kartki z zapisem piosenki.

2017-02-19 11.49.10

-Ja uważam, że i tekst i muzyka są świetne ale co ja tam wiem…- uśmiechnął się szyderczo. – Jestem tylko modelem na którego leci prawie każda laska!

- Przypominam ci, że powinna lecieć na ciebie tylko jedna blond żyrafa! -Paddy spojrzał na przyjaciela znad zapisków.

-Nie musisz przypominać! -puścił oczko przyjacielowi.

-Żyrafa! Bawi mnie to za każdym razem! – Jim prychnął

- „Here to stay” chciałbym zagrać jak najwcześniej.

-Ja bym to dał właśnie na koniec! Padd to jest o tym, że nie zmienisz się i nigdzie się nie wybierasz.

-Trochę jak obietnica! – Paweł wtrącił

-Więc ja bym to dał na koniec, jako właśnie obietnice dla fanów, że nigdzie się nie wybierasz i dalej będziesz robić to, co robisz.

-Może racja. – upił łyk soku z plastikowego kubka. – Will dzwonił. Jest w Krakowie. Nie wiem czy nie będziemy musieli jechać dzień wcześniej.

-To pojedziesz! Pola bez ciebie wytrzyma jeden dzień, zanim dojedzie. -Jim machnął ręką.

-Ona…. nie jedzie na ten koncert akurat.- Paddy spuścił wzrok- Ma ważne spotkania przez weekend. Coś do artykułu.

-Z Pierrem?- zapytał Paweł spokojnie. Paddy jedynie potwierdził kiwnięciem głowy

-A może cię zdradza bracie?

-Jimbo, jakbyś był tak wysoki jak głupi to byś tego szluga od słońca odpalał!

-Nie zdradza mnie! Ty masz jakieś jazdy z tymi zdradami! Masz kryzys zaufania czy jak, do cholery?

-Może trochę… Idę zapalić! – Jim wyszedł przed studio.

-Denerwuje się. – Paddy usiadł obok Pawła i oboje patrzyli za Jimem, jak ten wychodzi ze studia. -Nie dziwię mu się!

- My mamy pewne związki i jasne sytuacje. On… nie. -Iglesias zmarszczył brwi i chwilę zamyślił się. – Chodź, artysta! Jedziemy! – poklepał Patricka po udzie i zaczął kierować się w stronę wyjścia. – A i Padd….

- Słucham cię przyjacielu.

-Ona cię nie zdradza i nigdy tego nie zrobi… wiesz o tym.

-Wiem. Dzięki. – poklepał go po plecach i oboje wyszli po Jima. A ponieważ zbliżał się wieczór, postanowili pojechać na piwo.

07468efc0b42f4a07e6f7f68228e8b37

-Gdzie jedziemy?

-Do klubu.

-Do jakiego klubu?- Jim zdziwił się

-A do jakiekolwiek. – Paweł uśmiechnął się szyderczo. Chwilę później taksówka parkowała niedaleko klubu.  Paweł wesołym krokiem ruszył w kierunku ochroniarza. Paddy z Jimem w obawie, że zostaną rozpoznani lekko zwiesili głowy i szybko weszli za Pawłem.

-Poprosimy piwo, whiskey z cytryną i lodem i krwawą Merry.- Paweł rzucił okiem na swoich towarzyszy. – Potas uzupełniam! Kardiolog kazał.

-Nie no oczywiście! – Paddy z Jimem szyderczo pokiwali głowami.

-Jak Dominika? – Jim zagadał, kiedy już dostali drinki

-Jak milion dolców mój drogi! Wiesz jakie to świetne uczucie kochać swojego najlepszego przyjaciela? Nie muszę przed nią udawać, kreowac się na kogoś kim nie jestem i na pewnionie chcę być! Mogę przy niej rozwalić się na kanapie z piwem w ręku i oglądać mecz i ona ma to gdzieś bo wie, że taki jestem.

-Też tak mogę z Polką! Też mogę mecz obejrzeć!

-Ale ty meczy nie oglądasz a od piwa wolisz wino! – Jim wychylił się zza Iglesiasa, który siedział między nimi.

-Patrz… i ta sama matka a tak się różnimy! – Mężczyźni zaśmiali się wesoło.

- To nie jest tak, że wy z Polką jesteście jacyś śmieszni czy coś… Jesteście akurat ale ja nie o tym! – Iglesias gestykulował. – Jesteście jak takie zgodne małżeństwo. Wszystko u was gra.

-Właśnie! – Jim wszedł w słowo- Jak cholerna Szwajcaria. – wskazał palcem w brata i z uśmiechem dodał – Nienawidzę cię!

- Przepraszam. Pan wybaczy!- Młoda kobieta stanęła między Jimem a Iglesiasem, robiąc maślane oczy do tego drugiego. – Witaj.- uśmiechnęła się spod wachlarza wytuszowanych rzęs.

-Witaj. – Iglesias posłał jej ciepły uśmiech. Paddy za plecami przyjaciela przewracał oczami.

-Tak przystojny mężczyzna najwyraźniej potrzebuje kobiecego towarzystwa…. – zaczesała gęste włosy na bok – Może postawisz mi drinka i opowiesz odrobinę o sobie.

-Wolałbym nie. – uniósł brwi.

-Lubisz być namawiany, prawda? – Dziewczyna weszła na piskliwe tony. Jim prawie zakrztusił się piwem.

-Widzisz kochanie… ja mam żonę i dwójkę cholernie nieznośnych dzieci a patrząc na ciebie wolę nie przygarniać kolejnego. Poszukaj kogoś w swoim wieku.

- Jak chcesz. Żałuj! – odwróciła się i odeszła.

-Tak, pewnie będę żałował! – odprowadził dziewczynę wzrokiem i zwrócił się do przyjaciół. – I widzicie, tak mam bez przerwy!

-Faktycznie, straszne! – Paddy opierał głowę o blat baru. – Młode, zgrabne, piękne kobiety pchają ci się do łóżka!

-Nic tylko ci współczuć! – Jim prychnął i kiwnął na barmankę prosząc następną kolejkę.

- Pójdę się odlać. – Paddy obrócił się na krześle barowym ale sekundę później z ogromnymi oczami odwrócił się z powrotem do baru

-Co? Odechciało ci się czy fałszywy alarm? W tym wieku to już się czasem zdarza.- Paweł kpił.

-Pola!

-O nie przesadzaj! Zobaczysz ją rano! Nie bądź taki pantofel! – Jim uderzył dłonią w czoło.

-Jim kurwa! Pola na scenie za nami! – Paddy przywarł do barowego blatu.

-No proszę a obok moja Dominika! – Paweł zerknął przez ramię.

-Tylko gdzie jest Fiona? -Jim dyskretnie rozglądał się po sali.

- Tam jest! – Paweł wskazał brodą środek parkietu.

-Tańczy z kimś. Co to za facet?- Paddy zmrużył oczy, próbując wyostrzyć wzrok.

- Wychodzę! – Jim gwałtownie odsunął krzesło.

-Czekaj! – Paweł chwycił go za nadgarstek- nic nie wiesz a już chcesz wychodzić?

-Kto to jest?! – warknął

- A jakie to ma znaczenie? Bawi się.Nie jesteś z nią, Jim! – potrząsnął przyjacielem- Jim,spójrz na mnie! Patrz kurwa! – Jim spojrzał Iglesiasowi w oczy zaciskając szczęki. – To nic nie znaczy. Flirtuje. Nic z tym kolesiem nie zrobi. Gwarantuje ci! To jest najzwyklejszy…

-Klin. Jednorazowa rozrywka. – Paddy skończył za Pawła.

- A ja to co?

-A ty masz być na stałe! Rozumiesz?! – Potrząsnął Jimem.

- Jim musisz się uspokoić! Nie zrób teraz niczego głupiego! Ona z nim tylko tańczy! Tyle.

- Muszę wyjść na chwilę! Przewietrzę umysł! – Jim szybko wyszedł z klubu.

- Pójdę za nim. Pogadam chwilę z bratem.

-A ja pooglądam sobie moją dziewczynę jak tańczy na scenie. – powiedział z sarkazmem sięgając po drinka.

 

 

-Kurwa mać! – Jimmy sięgnął po papierosa i kopnął mały kamyk.

-Uspokój się, natychmiast! – Paddy szarpnął Jima za ramię i odciągnął w boczną uliczkę. – Nie zwracaj na siebie uwagi!

-W dupie mam uwagę! Co to za facet!

-Ona tylko z nim tańczy! Wiem, że jesteś wkurzony ale musisz to wytrzymać! Jeśli ci na niej zależy wytrzymasz!

-A jakby to Pola tańczyła i byś ją zobaczył? Łatwo ci mówić!

-Ale ja z Polą jestem! W stałym związku. Jest moją dziewczyną! A Fiona kim jest dla ciebie, że miałbyś prawo mówić jej co ma robić!  Może tego potrzebuje, chwilowej adoracji…- Zapadła cisza. Oboje opierali się o ścianę. Jim zwiesił głowę i butem zgasił papierosa.

-Ode mnie może ją dostać… – zaczął spokojnie, cicho- Tą adoracje, której potrzebuje… rozumiesz, Paddy? Ja mogę dać jej to wszystko…- odchylił głowę do tyłu.

-Dlatego wytrzymasz! Przeczekasz przy niej tą burzę, która teraz nią targa. Jim, ona działa spontanicznie, napędzana emocjami przyszłego rozwodu, zdrady, pustego domu. To wszystko dzieje się w niej!- szarpnął Jimem. – Nie możesz teraz od niej wymagać więcej! Przyjdzie do ciebie jeśli to uczucie jest prawdziwe!- nagle zamilkli. Przed klubem usłyszeli znajome kobiece głosy.

-Fiona? – Jim szepnął do brata.

-Cii…. – przyłożył palec do ust. – Nie wiem czy Fiona ale na pewno Pola.

 

-Boże jak dobrze tak sobie potańczyć i przez chwilę nie myśleć i nie zadręczać się! – Pola odezwała się pierwsza.

-Zadręczać? Czym? – Paddy wyszeptał sam do siebie.

- Rozwiodę się z tym dupkiem! We wtorek zadzwonię do adwokata!

46b128df305ea62e88f8951b65465b16

-A myślałam, że ten łebek co cie obtańczył to adwokat! Coś wspominał.

-Co ty taki młody?!Mam go gdzieś! – na te słowa Paddy szturchnął w bok Jima.

- Co jest Polka? Co tak zamilkłaś?-Paddy wytężył słuch- Dziecko? – Fiona powiedziała czule.

- Ale nie dramatyzuj! Staracie się od niedawna! Pobzykacie się jeszcze z pół roku i jak wtedy nie zajdziesz to będziesz się martwić! -Dominika starała się pocieszyć.- Wiem czego się obawiasz…

-Boże…- Paddy wypuścił głośno powietrze i uderzył tyłem głowy w ścianę o, którą się opierał.

- Kurwa, ja mam przeczucie, że przez Marka… przez tamto będzie problem… rozumiecie.

-Ej dobra! – Fiona krzyknęła- Problemy jutro! Skoro ja mogę rozstać się z mężem to możemy wszystko! Polka, pójdziesz do lekarza to cie zbadają od góry do dołu i będziesz wiedzieć! Póki co nie ma co płakać! Dominika będzie dalej bzykać się z Iglesiasem, aż rozwalą całe mieszkanie.

-Tak jest! -Dominika krzyknęła radośnie

-A wtedy będą musieli kupić wspólny dom i razem zamieszkać… – Fiona parskała śmiechem- I w końcu nie tylko u mnie będziecie płaszczyć tyłki na imprezach plenerowych! Pasożyty wstrętne! Co się śmiejesz, wariatko?

-Domi, uważaj!

-Patrz jaka sierota! Z krawężnika spadła! Chodźcie do środka… A jutro zadzwonię do Jima!

Głosy kobiet mieszane ze śmiechem oddalały się stopniowo, aż zniknęły w gwarze dochodzącym z klubu. Paddy zrobił dwa szybkie kroki ale Jim w ostatniej chwili chwycił kurtkę brata lekko go przy tym przyduszając.

-Co robisz kretynie! – odchrząknął lekko masując gardło- Udusisz mnie! – szarpnął kurtkę wyrywając się bratu.- Muszę do niej iść! Tak być nie może!

-I co jej powiesz? Że podsłuchiwałeś jak szczyl? Ogarnij się! Poza tym teraz ona jest z dziewczynami i pewnie lekko pijana! Nawet ja nie byłbym taki głupi, żeby gadać z kobietą o takich poważnych sprawach w…- zrobił zamach dłonią- … takich okolicznościach!

-Masz rację! Już… -Paddy poprawił ubranie- spokój!- wypuścił powietrze. – Musimy im dać dzisiaj spokój. Niech się bawią. A my poduczymy się polskiego bo zrozumiałem co drugie słowo!

- Dzisiaj im odpuścimy! – Jim objął brata i skierowali się do klubu- Ale jutro wyrzygamy na nie tą całą naszą miłość! Bo już mnie zaczyna denerwować ta baba! No i może nauczymy sie tego pieprzonego polskiego!

- Fuj! Jim! Obrzydliwy jesteś z tym rzyganiem!- wykrzywił usta w podkówkę- Ale skoro Fiona zaczyna cię denerwować to znak, że uczucie jest! – uśmiechnięci weszli do klubu i podeszli do szatni oddać kurtki.

-Boże! Nie wierzę!- Dwie kobiety stojące trzy metry od nich zaczęły piszczeć- Paddy! -mężczyźni odwrócili się przerażeni – I Jimmy! Jimmy też tu jest!!- w kilka sekund dalej piszcząc podbiegły do braci. Na zmianę zadając szereg pytań, prosząc o autograf i o zdjęcie.

-Ok! Dziewczyny damy wam autografy, zdjęcia co chcecie! – Paddy uniósł dłonie do góry

- Nie zagalopuj się z tym „co chcecie”!- Jim warknął do Patricka i rozbawiony zobaczył za dziewczynami stojącego Pawła, który trzymał splecione dłonie za głową.

- Ale naprawdę przestańcie krzyczeć. Nie  chcemy robić przedstawienia. Proszę. Cicho! – kobiety uspokoiły się. Zrobiły sobie z muzykami zdjęcia, dostały autografy i po wielu prośbach zostawiły ich samych.

- Teraz to zapewne będziecie w gazetach a już gwarantuje wam,że w internecie znajdzie się to foto najpóźniej dzisiaj rano!- Paweł objął braci i zaczęli wychodzić.- Nic tu po nas.Jedźmy do domu. Dziewczyny siedzą i dyskutują. A poza tym…  gwiazdy… dzięki waszym fankom one dowiedzą się, że tu bylismy! – wyszli przed lokal.

 

Ulice Warszawy pokryła poranna mgła, starając się jak najdłużej utrzymać jej mieszkańców w uśpieniu. Jego oddech był wyrównany, miarowy. Biegł między krzewami pobliskiego parku. Jego myśli ulatywały gdzieś daleko.Ukrył się pod szarym kapturem. Biegł coraz szybciej. W słuchawkach słyszał dudniące basy wyrównujące się z biciem jego serca. Lubił je czuć, upewniał się, że jest jeszcze na miejscu. Kolejny krzak, kolejne drzewo. Było chłodno, czasem obłoczek pary wydobywał się z jego ust. Przed nim długa prosta i ostry zakręt. Przymknął oczy i w myślach błagał, sam nie wiedział kogo, o życie! Dla siebie nie zawsze ale dla niej… On zasłużył, zrobił dużo złego… Ona chciała tylko kochać i być kochaną. Wiedział, że za miłość nie wolno karać. Mimo,że tak mu wmawiano długie lata. Zawsze był niepokorny. Tak było i tym razem.

acab3ef04b730c71da0d334ca936f8f5

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Pierre! – Łukasz machnął zza gazety. Mężczyzna dysząc opadł na ławkę obok przyjaciela. Wyciągnął słuchawki i ze zdziwionym grymasem.

-Spać nie możesz? Śledzisz mnie?Przyjacielu…

-A dałbyś się podejść? – Łukasz zapytał retorycznie. – Czemu biegasz? Zmiana życia na lepsze?

-Kondycja mi siada. Nie nadążam za nimi! Biegają z jakimiś bejsbolami, palą książki a na koniec upijają się w klubie! Zgłupieć idzie!  - zagroził pacem- I to wszystko jednego dnia! Weź to sam ogarnij. Więc widzisz,że muszę popracować!

-Miałeś ostatnio roboty, faktycznie! – Łukasz czule uśmiechnął się do przyjaciela.

-Gdzie byłeś?

-W Krakowie. – podał przyjacielowi styropianowy kubek z parującą kawą. – Marek może wyjść w marcu…. jest takie ryzyko…- powiedział tak cicho, że ledwo Pierre usłyszał. – Robię co w mojej mocy. – spojrzał w przestrzeń zamyślony.

6fcb00e2e29ab64df35852da398fa49a

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Sądzisz, że ma wtyki?

- Na pewno. Nie wiem tylko kto to. Kamil też nie wie. Tego próbuje się dowiedzieć właśnie.Albo uciekła nam gdzieś spod nosa duża suma kasy a my nawet nie zuważyliśmy

-Rozmawiałem wczoraj ze starym.- Pierre rozejrzał się.

-Jak co dziennie rano. Domyślam się, że już wie…

-Tak… przylatuje w połowie tygodnia.

-Kurwa! – Łukasz warknął. -Jak on to robi, że wszystko wie od razu jak się wydarzy?

-Chce się z nią spotkać…- Pierre zmrużył oczy a Łukasz pobladł. – i dopilnować tego wału na paliwo co chłopaki robią. Ja się już nie wyrabiam!

-Trzeba Alexa ruszyć!- Łukasz rozłożył przed sobą gazetę całkowicie się zasłaniając – Dosyć już pobawił się jako tatusiek!

-Zazdrościsz mu i tyle! Nie sądziłem, że jesteś zdolny do takich pierwotnych zachowań… – Pierre wyciągnął nogi rozciągając mięśnie.

-Mówi to facet co całe życie łamał wszelkie kończyny i – Łukasz wywrócił oczami- nieskończoną ilość szczęk. Ile to już?

-Nie liczę! Wiesz jakim sadystą musiałbym być, gdybym miał liczyć takie osiągi?

-Tak… – Łukasz zacisnął usta powstrzymując śmiech- Jakim musiałbyś być sadystą….

-Jedną szczękę chętnie bym połamał. – zacisnął dłonie na styropianowym kubku.

-Poczekaj jak wyjdzie. Cierpliwości się ucz, przyjacielu.

- Przy Poli i Paddym to już powinienem doktorat pisać z cierpliwości.

-Jak oni?

-A w sumie dobrze. Mają akcje dzieciak i koncerty. – Pierre machnął ręką – Nie ma czym się martwić! Lecę przyjacielu. Może się okazać, że dzisiaj dziewczyny postanowią biegać z nożami na przykład po Warszawie i nie będę wiedział, którą łapać.

- To faktycznie, trenuj! Ja się napije kawy i podelektuje się ciszą. -Pierre odbiegł kawałek by po chwili odwrócić się do siedzącego na ławce Łukasza.

-Z Manuelem źle…choroba postępuje! – Pierre zwiesił głowę

-Wiem.- jedynie tyle mógł powiedzieć. Pierre kiwnął głową na pożegnanie i naciągając mocniej szary kaptur, pobiegł przed siebie.

 

 

Szpitalny korytarz nie zmienił się za specjalnie od kiedy tu był ostatnio. Siedział od dłuższej chwili na drewnianej ławce. W gabinecie Mikołaja przebywała pacjentka i nie zanosiło się, żeby szybko wyszła. Zwiedził korytarz, przeczytał wszystkie plakaty o chorobach serca i krążenia. Uśmiechnął się do kilku pielęgniarek, nerwowo spoglądał na zegarek. Planował dzisiaj jeszcze załatwić kilka spraw w wydziale architektury a jak tak dalej pójdzie to nic nie załatwi. W końcu drzwi uchyliły się i Adam zobaczył jak Mikołaj ściska dłoń staruszki i ciepło się do niej uśmiecha. Po krótkiej chwili zauważył stojącego na korytarzu uśmiechniętego młodego mężczyznę o brązowych oczach i lekkimi zmarszczkami wokół ust.

6e6d4f02e1bb4f341bfa6c5c72911fd7

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Adam! Ja miło cię widzieć! – Mikołaj szybkim krokiem podszedł do mężczyzny i uścisnął mu dłoń po czym delikatnie pociągnął do siebie i pocałował w policzek, czym odrobinę zdziwił i nawet zawstydził Adama.- Właśnie o tobie myślałem…coraz częściej mi się to zdarza ale to już inny temat! – podrapał się nerwowo po głowie -A ja tak gadam jak nakręcony! W jakiejś sprawie przyszedłeś? – poluzował kołnierzyk koszuli.- Nie sądzisz, że jest tu odrobinę za gorąco?

-Mikołaj wiem, że umówiliśmy się na kolacje w sobotę ale…- Adam wziął głeboki oddech aby dodać sobie odwagi.

-A pewnie zajęty jesteś… jasne, rozumiem.- Powiedzaił smutno i zwiesił głowę chowając dłonie do lekarskiego kitla.

-Nie, nie czekaj! Co ty taki w gorącej wodzie kąpany! Mam inną propozycję. – Spojrzał Mikołajowi w oczy. – W sobotę jedziemy wszyscy do Krakowa na koncert Paddiego. – zobaczył zdziwiony wyraz twarzy mężczyzny- No tego co był z nami, jak leżał tu Paweł. Po angielsku głównie mówił.

-No kojarzę go oczywiście, że tak. – zmrużył oczy. – To na jego koncert jedziecie?

-Po pierwsze nie jedziecie a jedziemy. Zabieram cię! A po drugie… nie bądź jak Pola, która też go nie poznała! – wyciągnął telefon

- Ta Pola?

-Yhy… jego dziewczyna! – spojrzał na Mikołaja- Tak wiem, nie poznała go nawet jakby wpadł tym gwiazdorstwem jej między oczy! O zobacz! – pokazał mu telefon z Paddym w długich włosach.

-A ten! No faktycznie on! Nie gadaj, że on grzał ławkę u mnie w szpitalu?! – Mikołaj zrobił ogromne oczy.

-A nie przesadzaj!Zwykły spoko gość! -Adam w pamięci odtworzył moment, kiedy pierwszy raz zobaczył Paddiego w kuchni Fiony i jaka była jego reakcja. -To jedziesz z nami w sobotę?Jedz! Nie daj się prosić! – Adam tupał w miejscu stopami.

-Jadę! Pewnie, że jadę! -Mikołaj zaczesał dłonią włosy.

-Super! Jeszcze w życiu nie byłeś na randce z taką ilością kobiet! – Adam zaśmiał się – Muszę iść bo urzędy wzywają. Do zobaczenia!

-Zadzwonię!- Mikołaj krzyknął za wychodzącym Adamem.

-Liczę na to! – Adam pomachał na pożegnanie i robiąc obrót na pięcie zniknął za drzwiami. Mikołaj stał na korytarzu i uśmiechając się odprowadzał go wzrokiem. Chwilę jeszcze analizował i odtwarzał w głowie ich rozmowę.

-O a pan doktor to chyba dobry dzień dzisiaj ma! – zauważyła jedna z pielęgniarek, które minęły Mikołaja.

-A może pan doktor się zakochał!- zachichotały.

-A może się zakochałem! – zrobił piruet i zniknął za drzwiami gabinetu.

 

 

 

Skończył rozmawiać z Willem przez telefon. Wszystko wyglądało na dopięte przed sobotnim koncertem. Zagra jeszcze dwa, może trzy i chce zacząć nagrywać płytę. Wiedział ile takie nagrywanie płyty zajmuje czasu. Spojrzał na Polę, która okryta ciepłym kocem siedziała na kanapie i oglądała film. Lubił takie wieczory. Było normalnie. Mógł przy niej usiąść objąć ją ramieniem, przytulić i w ciszy cieszyć się z jej obecności. Bez hałasu, osób trzecich. Byli tylko oni. Celebrował takie chwile. Co będzie kiedy wejdzie do studia? Nie będzie go po całych dniach? A może to jeszcze nie czas na dziecko? Może po wydaniu albumu postara się bardziej… nie chce upraszczać tego do sytuacji w której wieczorami jedynie o czym będą myśleli ciąża. Patrickowi dalej dźwięczały w głowie słowa Poli sprzed klubu. Nie wspomniał o nich jednym słowem. Nie zdawał sobie sprawy, że ona boi się jak bardzo przeszłość ją dosięgnie. Pragnął mieć rodzinę. Mieć rodzinę z z nią. Nigdy wcześniej nie patrzył na żadną kobietę i nie widział w niej matki swoich dzieci i przyszłej żony. Patrząc na Polę nie potrafił inaczej. To jest ta kobieta. Jego kobieta i nic ani nikt tego nie zmieni. Podszedł do niej i z tą myślą pocałował czubek jej głowy wyrywając ją z zamyślenia.

-O! A to za co? – spojrzała ciepło na Patricka

-A za nic! Jesteś, wystarczy! – przeskoczył kanapę i usiadł obok niej.

-Wszystko gra? Wydajesz się taki zatroskany. – wyłączyła film i przybliżyła się do Paddiego.

-Tak. Oczywiście!- westchnął i ucałował jej dłoń. – Chciałem tylko powiedzieć ci, że cokolwiek się nie stanie zawsze będę cię kochać. – przytulił ją. – Boisz się, prawda? O tą ciążę?- wyszeptał.

-Odrobinę. -skłamała.

-Wiesz, że jest jeszcze wcześnie. Krótko się staramy..- zaczął najłagodniej jak tylko potrafił.- Chyba jeszcze nie powinniśmy się martwić. – gładził jej nogę na wysokości kolana.

-Paddy… – odsunęła się i spojrzała mu w oczy bardzo głęboko – … ja nie tego się obawiam. Gdybym była zdrowa, gdybym nie przeszła tego koszmaru jaki mnie spotkał to nie martwiłabym się o nic ale…. ja miałam rozcięte pół brzucha…. w tym poszarpaną macicę…. nie wiem czy w ogóle po tym wszystkim jestem zdolna jeszcze zajść. Tego się obawiam!- zabłyszczały jej oczy.

-Nie płacz! Hej! Wszystko będzie dobrze! – pogłaskał ją po policzku. – Zbadamy się i upewnimy czy wszystko jest ok. Upewnimy się i wtedy będziesz spokojniejsza. – delikatnie pocałował jej usta – znajdziemy dobrą klinikę która się nami zaopiekuje i będziemy mieć wymarzoną córkę.- delikatnie uniósł kąciki ust.

-Córkę?-Jej twarz rozpromieniła się w kilka sekund.- Sądzisz, że to będzie dziewczynka?- ciepło biło z oczu kobiety.

-Kiedy o tym myślę, to tak właśnie ją widzę. Ciemnowłosą dziewczynkę o twoich pięknych oczach. – spojrzał czule na swoja ukochaną – Wszystko się ułoży, zobaczysz! – pocałował czubek jej nosa. – Idę pod prysznic i położę się wcześniej. W piątek wyjazd. – Wyszedł do sypialni po świeże ubranie i spokojnym krokiem wszedł do łazienki.

Stał dłuższą chwilę pod strumieniem gorącej wody. Całe pomieszczenie wypełniło się parą. Z sekundę na sekundę odpływał myślami do wydarzeń sprzed kilku dni. Nie potrafił zrozumieć czemu Pola nie otwiera się przed nim całkowicie? Czemu coś ukrywa? Zna ją już na tyle dobrze,że wie iż nie mówi mu całej prawdy. Do koncertu zostały trzy dni. Jak zawsze odczuwał coraz silniejszą tremę. Oparł dłonie o kafelki i skupił wzrok na spływających po ścianie kroplach wody. Usłyszał powolne otwieranie kabiny. Nie ruszył się. Jedynie zwiesił głowę i teraz strumień ciepłej wody masował jego kark.

Delikatna dłoń spoczęła na jego nagich plecach. Drażniąc paznokciem zataczała coraz większe koła. Na plecach poczuł przyjemny nacisk miękkich, gorących piersi. Usta drażniły jego kark. Spod przymkniętych powiek zobaczył dłonie masujące jego tors. Krążyły po nim jakby po omacku powoli szukały wyjścia. Wsunęła dłonie pod jego pachy i przywarła do jego pleców całym ciałem. Poczuł na sobie jej usta. Dłonie schodziły coraz niżej. Na wysokości pępka jego oddech przyspieszył do nienaturalnej prędkości. Otworzył oczy i zobaczył dwie dłonie spoczywające na jego męskości. Piękne, przyozdobione deikatnym pierścionkiem i czerwonymi paznokciami dłonie masowały coraz mocniej, intensywniej. Pola wtulała się w jego plecy, słyszał jedynie jej dyszący oddech na karku. Jego dłonie powoli zsuwały się ze śliskich kafelków. Czuł jak krew odpływa z jego ciała a jej miejsce wypełnia gorący płyn który rozpala każdą komórkę jego ciała. Zwiesił głowę jeszcze niżej. Poddał się jej ruchom, coraz szybciej, mocniej. Jego oddech przeszedł w warkot. Czuł nieprawdopodobną żądzę. Nie wytrzymał. Gwałtownie odwrócił się. Jedną dłonią mocno ujął jej kark i wbił w nią swoje usta. Drugą sięgnął pod kolano i zarzucił sobie na biodra. Bez słowa pchnął ją na śliską ścianę i wchodząc w nią gwałtownym ruchem przywarł do niej całym ciałem. Nie zmniejszył uścisku i trzymając za kark całował coraz agresywniej. Kochał ją mocno, głęboko, intensywnie. Kiedy czuł nadchodzącą chwilę spełnienia otworzył oczy i spojrzał wprost w zieleń jej oczu.

 

Opublikowano paddy kelly | Skomentuj

56. I dont care!!!

Stali na środku sypialni. Bał się cokolwiek powiedzieć. Ona również bała się cokolwiek usłyszeć.

-Nic o tobie nie wiem, jakby tak się zastanowić. – Jim nieśmiało uniósł kąciki ust, jednocześnie obserwując reakcję Fiony.

-Tak powinno być. Tak jest dobrze. – kurczowo ściskała ręcznik na piersiach.

-Fiona… – wyciągnął do niej dłoń, zmartwił się, kiedy zobaczył jak ona odruchowo cofa twarz. Szybko rozmyślił się. – Zrobiłem kawę. – odchrząknął hardo. – Mogę zostawić ją w kuchni… zadzwonię po taksówkę. – zrobił krok w stronę drzwi. W ostatniej chwili Fiona chwyciła jego dłoń.

-Jim… nie odchodź…zostań ze mną, proszę.- ścisnęła jego dłoń. – Potrzebuje przyjaciela…

- Czekam na dole. Nie spiesz się. – uśmiechnął się ciepło odwzajemniając uścisk i zabierając kawę, wyszedł z sypialni.

Niektóre wydarzenia muszą potoczyć się swoim torem. Coś musi się stać mimo tego, że bardzo staramy się aby do tego nie doszło. Tak było i tym razem. Wie, że powinna wyprosić Jima z domu. Wie co do niego czuje i boi się tego. A już najpewniej boi się reakcji Filipa i tego, że zobaczy to uczucie. Z drugiej strony Fiona była teraz słaba…Wiedziała doskonale, że sama nie poradzi sobie z natarczywością męża…Czy chciałaby żeby został w domu? Gdzieś wewnątrz siebie, chciała. Był tu od zawsze. Był częścią jej życia i nagle zniknął. Bez ostrzeżenia. Na domiar złego, w salonie siedzi facet, który bombarduje ją tak wielkim uczuciem, że ledwo potrafi je unieść.  Ale nie potrafiła być teraz sama. Z egoizmu poprosiła Jima o pozostanie. Podejrzewając jakie to może mieć konsekwencje. Nie potrafiła jednak inaczej… jeszcze nie teraz.

Założyła luźne dresowe spodnie i szeroki czarny sweter opadający na jedno ramię. Włosy spięła w kok i nakremowała twarz. Nieśmiało, skubiąc brzeg swetra, zeszła do kuchni. Siedział przy stole, podpierając brodę i spoglądał przez okno na kończący się dzień.

- Wystygła… Zrobiłem nową- podsunął jej parujący kubek.

-Dzięki. To miłe. – uśmiechnęła się do własnych myśli. Tak dawno nikt nie zrobił jej drugiej kawy kiedy ta pierwsza wystygła. -Jimmy, nie mogę przestać o tobie myśleć….- nie podnosiła wzroku znad kubka. – Chcę być wobec ciebie szczera… Jestem teraz w bardzo trudnej sytuacji…

-Kochasz go? – przerwał jej w połowie zdania. Spojrzała mu w oczy. Słychać było jedynie głęboki oddech Jima i tykający zegar odmierzający nieubłaganie sekundy.

-To nie jest takie proste….

-Cholera, kochasz?! To jest proste pytanie! Albo się kogoś kocha albo nie!- uderzył dłonią w stół, aż Fiona podskoczyła na krześle.

-Oczywiście,że kocham! Nie da się przekreślić tylu lat wspólnie spędzonych! – Wstała i zaczęła krążyć po kuchni. -Nawet jeśli ktoś cię zdradził to miłość nie wygasa z tą chwilą!Tak się nie da!

-Jak możesz być taka głupia? Przecież on sypia z inną, Fiona on cię zdradził w najgorszy sposób bo z dziewczyną twojego przyjaciela! Co z tobą?!

-To świadczy, że mnie już nie kocha, prawda? To chciałeś usłyszeć?! I tak, Jimmy, jestem głupia! Powinnam przecież ciebie kochać, prawda?

-Chcę tylko, żebyś się szanowała. Gdzie twoja duma?

-Dlatego tłumacze ci, że to wszystko jest dla mnie trudne. Ty…- podeszła kilka kroków w jego kierunku- To co jest między nami…

-A co jest Fiona?! – warknął – No powiedz, co jest takiego między nami?! Bo z tego co widzę , jedyne co nas  łączy to łóżko! – wykrzyczał jej prosto w twarz. Nagle zobaczył jak we Fionie wzbiera złość. Coś w niej pęka. Zobaczył to na własne oczy.

-I taki duży masz z tym problem?! Źle ci było?! Do cholery Jim! To tylko seks! – kopnęła w krzesło, które z impetem upadło na podłogę. – A ty oczekujesz, że ja w przeciągu tygodnia zostawię męża, rozwiodę się i zacznę nowe życie. Samotnie albo u twojego boku!

-Nie spałabyś ze mną gdybyś go kochała! Mnie możesz okłamywać ale nie rób tego samej sobie!- szybkim krokiem podszedł do niej i mocno ścisnął za ramiona- Nie bądź hipokrytką! Nie kochasz go! Wiem to!

-Jim, za mocno ściskasz! – jęknęła

- Bądź ze mną szczera, choć raz jeden nie mów tego co wypada ale co jest prawdą!

-Jim to boli , do cholery!- oprzytomniał i natychmiast puścił Fionę. – Chcesz szczerości? Proszę bardzo! Odkąd cię zobaczyłam u Polki w mieszkaniu, zalazłeś mi za skórę! Nie potrafię o tobie zapomnieć, choć Bóg mi świadkiem, próbowałam wiele razy! Taka byłam szlachetna, chcąc małżeństwo ratować! Kurwa mać!  - krzyczała prosto na niego- Zasypiając myślę o tobie i wiele razy chciałam cię zobaczyć, dotknąć, być blisko! Ale ja mam męża i tak nie mogłam się zachować, rozumiesz?! Nie mogłam! – uderzyła pięściami w jego piersi. Natychmiast zamknął ją w mocnym uścisku. Jego silne ramiona otoczyły jej drobne ciało, całkowicie chowając ją przed światem.

-Potrzebujesz czasu, prawda? – pokiwała głową dalej wtulając się w Jima. – Chcesz, żebym zaczekał?- serce przyspieszyło mu do nienaturalnego tempa. Odchyliła głowę i spojrzała na niego.

- Bardzo bym chciała, chociaż do momentu jak Filip przywiezie chłopców.

-Nie o to pytałem. Czy mam zaczekać na… ciebie?

-Co do mnie czujesz Jim? Co to jest? – nie spuszczała z niego spojrzenia.

- Przecież wiesz…- delikatnie pogładził dłonią jej policzek. – Doskonale wiesz, Fiona. – odrobinę pochylił się do przodu. Ich usta dzielił niecały centymetr. Mocno zacisnęła ręce na jego koszuli i odrobinę wspięła się na palcach przymykając powieki. Nagle usłyszeli chrobot kluczy w zamku i śmiech dzieci wbiegających do domu. Fiona w momencie odskoczyła od Jima i wyszła do holu.

-Mamo, mamo! Mamy nową grę! Możemy sobie teraz puścić? Tata nam kupił. Możemy?

-Dobrze ale nie dłużej niż godzinę a potem do wanny. – klepnęła Borysa w pupę kiedy chichocząc uciekali na piętro. Ich spojrzenia się spotkały.

- Miło cię zobaczyć… – Filip delikatnie uśmiechnął się stojąc na wycieraczce. – Nie zmieniłaś zamków. – trzymał w dłoni klucze.

-Nie miałam czasu!Ale nie omieszkam tego zrobić.

-Rozumiem twoją wściekłość ale czy możemy napić się kawy i chwilę porozmawiać? Daj mi wytłumaczyć.- zrobił krok do przodu.

-Nie. Nie możemy! Filip proszę cię, wyjdź.

-Dzieci pytały, dlaczego nie ma mnie w domu…- spuścił wzrok.

-Wiem. Mnie też pytały. – spusciła z tonu.

-Kiedy moglibyśmy się zobaczyć? Tęsknię za wami. – wyszeptał i nagle usłyszał szurnięcie krzesła dobiegające z kuchni.- Jesteś z kimś?

I got: Pretty close! How much of a Tom Hiddleston are you?

-Jesteś chyba ostatnią osobą, która powinna o to pytać!- warknęła. -Wyjdź!

-Dobrze. Tu masz wizytówkę hotelu, w którym się zatrzymałem. Bardzo chciałbym z tobą porozmawiać. Daj mi szansę wytłumaczenia się. Fiona, byliśmy razem dwanaście lat. Proszę, daj mi wyjaśnić mój największy błąd w życiu!

-Filip zamknij się! – krzyknęła. – Nic już nie mów! Co ty w ogóle chcesz mi wyjaśniać, co? Zdradziłeś mnie Filip! Koniec kropka! Jedna rzecz, której ci nie wybaczę! Nie będziemy dzisiaj o tym rozmawiać! Jedź do hotelu! – wypuściła głośno powietrze. Wiedziała, że to ją nie ominie -Spotkajmy się w sobotę na placu zabaw.

-Dzięki. – przetarł twarz dłonią. – Dobranoc skarbie.- zwiesił głowę i zostawiając klucze na szafce smutno, powoli wyszedł z domu.

-Uznałem, że nie będziesz potrzebować pomocy. I nie myliłem się.- z kuchni wyszedł Jim.- Wprawdzie mało zrozumiałem ale chyba poradziłaś sobie z tego co widzę.

-Dzięki tobie. – ścisnęła jego dłoń i lekko uniosła kąciki ust. – dałeś mi siłę. Dziękuję, że dzisiaj tutaj byłeś. To wiele dla mnie znaczy, potrzebuje teraz przyjaciela, rozumiesz?

-Chyba właśnie zrozumiałem.- puścił delikatnie jej dłoń.

-Pójdę wykąpać chłopców. – zaczęła wchodzić po schodach.

-Fiona, wiesz,że trafiłaś na bardzo uparty przypadek?- oparł się o poręcz schodów.

-Wiem. I bardzo mnie to cieszy… – posłała mu ciepłe spojrzenie i zniknęła na piętrze.

-Jimmy, kretynie! Czego ty od niej oczekujesz! – warknął do siebie. Chwilę rozejrzał się po pomieszczeniu, wyciągnął z tylnej kieszeni spodni paczkę papierosów i wyszedł przed dom. Wieczór był już chłodny. Wokół panowała wiejska cisza. Oparł się o balustradę małego, frontowego tarasu. Wzrok skupiał na elementach ogrodu. Jego myśli krążyły chaotycznie po głowie. Wraz z głośnym wypuszczeniem powietrza przetarł twarz dłonią.

-Nie mogłeś się powstrzymać, co?- na krześle za Jimem siedział Filip.- Moja żona jest piękną kobietą. – wstał i powoli podszedł do Jima. – Rozumiem, ciężko się opanować.

- Ty nie potrafiłeś trzymać rąk przy sobie, Weronika jest tego warta?- Jim uśmiechał się ironicznie.

-Co ty tu robisz Kelly? Chcesz mnie zastąpić? Będziesz bawić się w tatusia dla moich synów?

-Nie mam takiego zamiaru. Jestem tu dla niej. Tak postępują przyjaciele! Zresztą, nie muszę ci się tłumaczyć.

-To jest moja rodzina, gnoju! Moje dzieci! Moja żona! Myślisz,że nie widzę jaką masz na nią ochotę? Ale powiem ci coś, miejsce w łóżku jeszcze dobrze nie wystygło… po mnie…

-Nie zasługujesz na taką kobietę! – chwycił Filipa za kurtkę i cisnął na ścianę.

(24) Tumblr  "you're so sneaky." in perfect American dialect.

-Za to ty owszem?- zaśmiał się Jimowi prosto w twarz.- Ona nigdy nie będzie twoja. Za bardzo mnie kocha… Nie wygrasz z tyloma latami i z tym co nas łączy, Kelly. – Filip osunął się po ścianie od nagłego ciosu w twarz.

-Zasłużyłeś! A i powiem ci… przeceniasz się!

-Kurwa, nos mi rozwaliłeś!

-Co tu się  dzieje?- Drzwi otworzyły się i Fiona pojawiła się na tarasie. – Co wy wyprawiacie?! Dlaczego krwawisz? Jim, co jest?

-Mała wymiana zdań. Nic więcej. – odwrócił wzrok.

- Przyjebałeś mi w nos a nie żadna tam wymiana zdań!

- Odrobinę męskości chłopie! Nie uderzyłem cię jakoś specjalnie mocno! – zerknął na Fionę u której zobaczył nieśmiały uśmiech wyłaniający się na twarzy.

-To był długi dzień. Na ciebie już pora, Filip. A tobie Jim zamówię taksówkę.I na Boga, uspokójcie się!

-Jeszcze się policzymy! – Filip powoli szedł w kierunku samochodu.

-Tak, tak wiem! Zniszczysz mnie, dasz mi popalić i inne bzdury. Zacznij już trenować! – krzyknął za odjeżdżającym mężczyzną.- dziesięć minut później podjechała taksówka. Fiona z Jimem podeszła do auta.

-Jeszcze raz bardzo ci dziękuję za pomoc, za to że byłeś i w ogóle za wszystko. – opatuliła się długim swetrem- Ale nie musiałeś go bić.

-Wiesz co, akurat musiałem…- mocno ją do siebie przytulił. – To była bardzo intensywna i emocjonująca druga randka.

- Na koniec drugiej randki ludzie powinni się pocałować, prawda?- próbowała zażartować.

- E nie… my na pierwszej spaliśmy ze sobą. Nas nie dotyczy ta zasada! – uśmiechnął się i odgarnął włosy z policzka – Zadzwoń do mnie dobrze?- delikatnie musnął wargami jej usta i wsiadł do taksówki.

- Zadzwonię…- nie spuszczała z niego wzroku.

- A i Fiona…- opuścił szybę w samochodzie. – Ja też o tobie myślę przed zaśnięciem. – odjechał.

 

 

 

 

-Paddy, otworzysz?! Ktoś puka! – Pola krzyknęła z kuchni.

-Kochanie pracuje.- nie podnosił głowy znad sterty kartek, zapisów nutowych

-Korony by ci z głowy nie spadła jakbyś ruszył dupkę i otworzył. – Minęła go i wycierając dłonie w ściereczkę otworzyła.

-Rano najlepiej mi się myśli. Nie gniewaj się dobrze?

-Bo popołudniu to zwoje ci się przepalają i z myśleniem to ma niewiele wspólnego?- Paweł wkroczył do salonu trzymając za rękę Dominikę.

-O misiaki przyszły!- Paddy odłożył długopis i zaczął składać kartki na zgrabną kupkę.

-Cześć cytrynka! – Dominika pocałowała Paddiego w policzek. – Przyjechaliśmy na kawę i pogadać o Fionie.

-No i mamy eklerki!- Paweł podał Poli duże pudełko z którym zniknęła w kuchni wstawiając wodę.

-Mam rozumieć, że Pola opowiadała wam co mi mówił Jim? – Paddy zebrał kilka ubrań z sofy i wyszedł do kuchni. Po chwili wrócił z talerzem pełnym słodyczy.

-Powiem ci, że zazdroszczę Jimowi i żałuje, że mnie tam nie było bo z chęcią dałbym mu w pysk! – Iglesias opadł na sofę.

-Ale to w żaden sposób nie pomaga Fionie. – Dominika przyniosła dwa kubki z kawą a zaraz za nią do pokoju weszła Pola.

- A skoro o tym mowa! – Paweł z Dominiką spojrzeli na siebie z tajemniczym uśmiechem.

-Macie jakiś plan surykatki? Czy tak z podniecenia rączki zacieracie?- Pola przyglądała im się podejrzliwie.

-Ale musisz mieć czas. Masz Pola?

-Tylko Pola?-Paddy zrobił duże oczy.

-Babska misja.- Paweł puścił oczko Paddiemu. – No mała, ubierz się i wychodzimy!

Pół godziny później cała czwórka stała przed bagażnikiem w samochodzie Iglesiasa. Dominika tupała w miejscu z podniecenia.

-Tak się proszę państwa załatwia problemy sercowe i załamanie emocjonalne!Taaadaaa!! – Nacisnął guzik. Klapa bagażnika podniosła się i wszystkich zamurowało.

-Mamy zabić Filipa? Taki jest twój plan?-Pola pierwsza pochyliła się nad zawartością – Kije bejsbolowe i nożyce ogrodnicze?

-E dokładnie to krawieckie… nożyce. – Dominika uniosła palec.

- Domi weź moje auto i jedźcie zrobić to co należy.

- Ło łoo! Chwila! – Paddy uniósł dłonie do góry. – Dajesz Dominice prowadzić swoje auto? Jakim cudem?

-Przekonała mnie… wielokrotnie! – Puścił oczko i objął ramieniem Paddiego. – No, jedźcie już do tego małego nieszczęścia! Kobiety spojrzały po sobie, Dominika zamknęła bagażnik i wielkimi uśmiechami wsiadły do auta. Wcisnęła gaz do dechy i przez otwarte okno zdążyły jeszcze pomachać. – Do jutra! – Iglesias krzyknął.

-Do jutra? Dlaczego do jutra? Dobę ich nie będzie? Iglesias coś ty wymyślił?

- Pójdą na imprezę jak już skończą. Znam je Paddy jak własne siostry. Wiem doskonale co zrobią. Mamy dobę spokoju. Chodź, dokończymy kawę. – przyjrzał się muzykowi- Ale ty się nie martw mały! Nic sobie nie zrobią! – wracali do mieszkania- bałbym się raczej o tego kto stanie na ich drodze.

- A potem co?

-Jak dopijemy kawę i opowiesz mi co nieco o nowym albumie i koncercie w Krakowie to pojedziemy do twojego brata.

-Też mam wrażenie, że sobie bez nas nie dadzą rady. – rozsiedli się na powrót na szarej obszernej sofie w salonie.

-Czas posprzątać i poukładać pewne sprawy! Jedziesz jutro do studia?

-Jest niedziela. Nie powinienem ale za tydzień gram znowu w Krakowie. Jak bedzie trzeba to pojadę. A co z zasadą nie wtrącamy się do spraw innych ludzi? – Paddy sięgnął po kubek kawy.

-A zasada o kant dupy rozbić! Nie sprawdza się.- wybuchli śmiechem.

 

 

 

 

Beznamiętnie przeglądała kanały w telewizji. Nie potrafiła zrozumieć co się przed chwilą stało. Dziesięć minut temu przyjechała jej mama i bez zapowiedzi zabrała chłopców do siebie na weekend. Zasłaniała się, że troszczy się o Fionę i pragnie aby ta wypoczęła i zregenerowała siły. Kiedy zapytała mamę skąd taka nagła decyzja i bez uprzedzenia, tłumaczyła to spontanicznością. Zdziwiła się ale trzeba przyznać, że była wdzięczna takiemu obrotowi zdarzeń. Nie potrafiła wykrzesać tyle radości ile oczekiwali od niej synowie. Teraz została sama w pustym, cichym domu, którego jak na ironie również nie lubiła w takim wydaniu. Teraz siedziała na kanapie i gapiąc się z telewizor, zastanawiała się nad swoim dalszym życiem. Aż podskoczyła, kiedy usłyszała mocne, zdecydowane pukanie do drzwi. W pierwszym momencie pomyślała, że może to on…potem, że mama zapomniała czegoś. Wiedziała, że wszyscy są ostatnio bardzo zajęci a dziewczyny…Otworzyła.

-Cześć niewiasto z krzyża ściągnięta! – Dominika robiła balona z różowej gumy do żucia i kręciła kółka kijem bejsbolowym

- Zamawiałaś strzyżenie? – Pola śmiała się demonicznie trzaskając nożycami.

-A wy co?!- Fiona wybuchnęła gromkim śmiechem.

-Zadymę robimy! Filip jest dupkiem na którego nie zasługujesz! Wpuścisz nas czy mamy tak stać z tymi nożycami na zewnątrz?!-Dominika wepchnęła się do domu

- Czas zebrać śpiki spod nosa i ogarnąć dupę! -Pola poklepała Fionę po ramieniu.

-Kto wpadł na taki pomysł i ej! Po co wam kije bejsbolowe i nożyce?

- Iglesias! W bagażniku mamy jeszcze benzynę!- Dominika pewnie kroczyła w stronę sypialni.

-Radzę ci, zrób dzban kawy! Będzie ekstra!  Czekaj żyrafo na mnie! -Pola wskoczyła na pierwsze kilka schodów. – Wstaw wodę i chodź!

-Gdzie?

-Czas pozbyć się męża z domu! Raz a porządnie! – Pola zniknęła na piętrze. Kilka minut później z dzbanem kawy i kubkami Fiona pojawiła się w sypialni gdzie czekały na nią dziewczyny.

-Moja matka ma coś z tym wspólnego? Dzisiaj porwała mi dzieciaki tak nagle…

-A to tez Iglesias…- Dominika opadła na łóżko- Zadzwonił dzisiaj rano do niej.

-Ładne ma Filip te garnitury…- Pola wywalała z szafy całą garderobę mężczyzny.- O, a ten jaki śliczny! Drogi był pewnie, co?

- Bardzo. Od Ossolińskiego. Zakłada go tylko na wyjątkowe okazje. – Fiona rzucała niezrozumiałe spojrzenia.-Co? Co chcecie zrobić?

cats

-Czyń honory pierwszego cięcia moja droga!- Pola wcisnęła przyjaciółce nożyce

-No zgłupiałyście?! Nie zrobię tego. Przecież on mnie zabije!

-Tnij, nie pierdol!- Dominika krzyknęła siedząc na łóżku.

-Pomyśl o tym jak cie zdradzał! Jak ty mu koszule prasowałaś i sprzątałaś a on posuwał tę szmatę!-Pola usiadła obok Dominiki.

-O, albo jak ty mu obiadki pichciłaś a on na jachty z kolegami jeździł a ciebie miał w dupie!

- I dołóż jeszcze, że jak już odwoziłaś dzieci do przedszkola a potem zajmowałaś się pracą to on w tym czasie nie robił nic… nic…- Dominika wysyczała.-Nic, kurwa!- Fiona robiła się czerwona ze złości.

-Mam lepsze!!! -Pola podskoczyła. – A pamiętasz jak z tobą sypiać nie chciał i nawet dotknąć cię nie miał ochoty a tamtą bzykał aż wióry leciały?

- No kurwa! – Fiona zamachnęła się i ucięła pół garnituru. Skrawki materiału opadły na podłogę.- O Boże, jak dobrze!- wykrzyczała i zaczęła ciąć spodnie od kompletu.

-Tak jest!- Dziewczyny wstały i każda z nich trzymała na zmianę jakieś ubranie Filipa. Fiona w szale walki cięła wszystko jak leci. Śmiejąc się przy tym szyderczo.

-Masz, ty gnoju! – spocona opadła na łóżko wypijając pół kubka kawy.

-Dobra co dalej? Wiemy już, że nie ma się w co ubrać!

-Niech popyla nago po ulicy, co cię to obchodzi?!

-Ta pieprzona waza! Dawajcie bejsbola!- Fionie wzrok utkwił na zabytkowej wazie w kącie sypialni. – Od jego matki. Nie trawie jej!

-Wazy czy matki? Może sprzedamy ją?

-Wal Fionka! Palant będzie chciał ją odzyskać pewnie!- w tym samym momencie w sypialni rozległ się potężny huk i w całym pokoju znalazły się kawałki porcelany. Uzbrojona w kij bejsbolowy Fiona rozwalała w domu wszystko co tyczyło się Filipa. Pod akt zniszczenia poszły jego płyty, sprzęt, ubrania, rzeczy osobiste, ich wspólne zdjęcia w szklanych ramkach rozleciały się w drobny mak. Była jak tornado. Robiły to pół dnia i rozwaliły prawie połowę zawartości domu.

-O, ryciny!- Fiona zdmuchała kosmyk włosów ze spoconego czoła.- Idziemy! -weszły do gabinetu, gdzie na ścianie za szkłem wisiały zabytkowe ryciny.

-Ty, ale tu się może zastanów! To zabytek jest.

-Nie będę się zastanawiać! Wydał na nie ostatnie nasze pieniądze jak się budowaliśmy! – machnęła kijem. – Na jedzenie nie starczało a on kupił te cholerne ryciny! A niech cię szlak!- uderzyła i wszystko rozpadło się w drobny mak.

Opadły na fotel i kanapę w salonie. Dominika w zamyśleniu cięła na drobne kawałki wszystkie krawaty jakie znalazła w domu.

-Kiedy masz się z nim spotkać?- Pola przeglądała książki na półce i co chwile wrzucała jakieś do ogromnego pudła.

- Dzisiaj. Odwołać?

-No co ty! Dawaj go tu! Zadzwoń i milutkim głosem zaproś go do domu. Przyjdzie a nas….

-Nie będzie! – Dominika dokończyła zdanie- Idziemy na imprezę!

-Jaką imprezę? Dzisiaj?

-A na jakąkolwiek!Tak dzisiaj! Za kilka godzin! Ale najpierw zamówmy jakieś jedzenie i zróbmy ognisko!

-Opał już naszykowany! – Pola wyrzucała za siebie kolejne książki.

-No to palimy! – rozsiadły się przed wielkim ogniskiem utworzonym z książek.

-Jesteśmy jak pieprzona inkwizycja! Palimy książki!

-Moja polonistka w grobie się przewraca!

-To koniec mojego małżeństwa dziewczyny… – zamyśliła się. – Zostałam sama…

jessica alba

- Sama to ty nigdy nie będziesz, nawet jakbyś tego bardzo pragnęła! -Dominika grzała dłonie od ognia.

- Koniec małżeństwa to nie koniec świata! Rozwiedziesz się i staniesz na nogi! Czeka cię teraz trochę inne życie niż do tej pory.

-A nie zmieni się aż tak dużo Fiona. Z twojego życia wyleciał tylko mąż, wszystko inne zostało!

-Nawet gratis dostałaś! – Dominika zobaczyła zdziwione spojrzenia na sobie. – No Jim! Czemu wy nigdy mnie nie rozumiecie?!

-A co z nim? Właśnie…

-Jest cudowny. Ciepły, twardy mężczyzna.-Fiona zmyśliła się

-Twardy? Serio?

-Zamknij się Domi! Zboczeńcu!

- Nie chcę traktować go jak klina. Jestem teraz tak niestabilna emocjonalnie, że sama siebie nie poznaję więc nie chcę teraz robić czegokolwiek z Jimem…. nie teraz.

-Nie teraz? Czyli kiedyś?

-Może… – pokazała rząd białych zębów.- Za bardzo go lubię, żeby był plastrem po Filipie.

-Dobra dość smutków! Zjemy pizze i idziemy w miasto! – Dominika przyniosła pudełka z parującym jedzeniem.

-Zostawiamy to tak?

-Jaaahaaa! – Pola mówiła z pełnymi ustami. – Zostawisz gnojkowi klucze pod kamieniem i niech sobie zbiera swoje resztki!

-Może sobie krawaty poskleja jak taki projektant! Z koziej dupy!

 

 

 

 

 

FRANCJA.

Siedział na wiklinowym fotelu na tyłach domu. Wokół otaczał go gęsto zakrzewiony ogród. Obok niego, na szklanym stoliku stała filiżanka gorącej kawy, talerz z pachnącymi croissantami o smaku maślanym i mały kieliszek z kilkoma tabletkami. Czytał gazetę. Zawsze chciał być na bieżąco. Lekturę przerwała mu starsza, elegancka kobieta wychodząca z domu. W dłoniach trzymała szklankę wody.

-Jest już chłodno. Może zjesz śniadanie w domu? – położyła szklankę i czule pogłaskała jego ramię.

-Dobrze. Zaraz przyjdę. – pocałował jej zmarszczoną dłoń.

-Znowu o nim myślisz? -zapytała z troską.

- Nie wiem już czy są momenty, kiedy o nim nie myślę. – westchnął. – Martwię się.

- Weź leki. Nie jesteś już niezniszczalny, pamiętaj o tym.

-Szefie! Przepraszam, że przeszkadzam! – na tarasie pojawił się młody francuz w ciemnym, doskonale skrojonym garniturze.

-Coś się stało? – z wrażenia wstał z krzesła.

-To do szefa! Było na wycieraczce. – podał mu mlecznobiałą kopertę, przewiązaną czerwoną wstążką. Na jej wierzchu czarnym piórem wykaligrafowane widniało słowo „Artur”.

-Dziękuję. – odebrał kopertę. – Możesz odejść.

- Zostawię cię samego. – kobieta pocałowała policzek mężczyzny i również zniknęła w domu. Trzymał kopertę w dłoniach przez kilka chwil. Powoli rozwiązał wstążkę i z należytym pietyzmem odkleił kopertę. Jak zawsze, w środku znajdował się jedynie mały bilecik.

Potrzebuję cię, przyjacielu. Ciemne chmury zawisły nad moim życiem.” 

Wypuścił głośno powietrze, przymykając powieki. Schował liścik do koperty a nią samą do wewnętrznej kieszeni sportowej marynarki. Wypił leki, dopił filiżankę kawy i wolnym krokiem wszedł do cichego domu.

-Claude! Szykuj samochód. Muszę jechać. Natychmiast!

 

 

 

Bardzo starał się być punktualnie. Podjechał pod swój dom. Zobaczył w pokoju światło. Poczuł okropne ukłucie w sercu. ” Jak mogłem zrobić coś takiego?” powtarzał w myślach. Wiedział, że nigdy sobie tego nie wybaczy. Obawiał się,że ona też mu nie wybaczy. Gdzieś z tyłu swojej wątłej duszy wiedział, przeczuwał, że właśnie kończy się jego małżeństwo. Gdyby tylko mógł ją odseparować od przyjaciół to może udało by się ją przekonać. Może by mu  wybaczyła. Sięgnął pod kamień i wyciągnął klucz od domu. Podchodząc do drzwi poczuł swąd palonego papieru i plastiku. Nie umiał zlokalizować źródła tego zapachu. Otworzył drzwi i poczuł przyjemny zapach jego domu. Zapach jej perfum unoszący się w przedpokoju. Jego dom pachniał jak żaden inny. To było jego miejsce! Jego świat… jego…

-Co do kurwy?!- Stanął na środku salonu i ręce dosłownie mu opadły. Na ławie znajdował się kopiec usypany z kawałków rycin i drobinek szkła. Na fotelu zauważył ogromny stos pociętych ubrań. Szybko podszedł do stolika orientując się w sytuacji.

-Boże, tylko nie one! – Filip rozgrzebał kluczem stosik. – Co się tu kurwa dzieje?! – obrócił się. – Moje ubrania! Moje krawaty! Rany Boskie! Co to ma być?! – Podniósł do góry garnitur przypominający ser szwajcarski. Na szczycie schodów przyklejona była kartka „Mężu, to koniec naszego małżeństwa!” -Fiona!! -krzyknął na cały dom. Odpowiedziała mu cisza. -Fiona, cholera! Gdzie żeś jest?! – szybko wskoczył na górę, do sypialni. Z ogromnymi oczami omiótł spojrzeniem obraz zniszczenia. Na łóżku leżały ich wspólne zdjęcia i komplet czarnej koronkowej bielizny, do której przypięta była karteczka. ” Nie zdążyłeś!”. Odwrócił się i na toaletce kolejna kartka „chcę rozwodu!”.  Schodząc na parter zobaczył dym unoszący się z ogrodu. -Fiona jesteś tu? – wybiegł na zewnątrz. Nikogo nie było. ” Zadzwonię kiedy możesz zabrać dzieci a póki co… wypierdalaj z MOJEGO domu!”. – Chryste! – krzyknął kiedy zobaczył swoje książki i albumy dopalające się w wielkim ognisku. – Fiona! Ty dziwko! -warknął i wyszedł z domu nie zamykając drzwi a klucze cisnął w pobliskie krzaki.

 

Opublikowano Bez kategorii, kelly Familly, miłość, opowiadania, paddy kelly, romans | 2 komentarzy

55. Fruit of the poisoned tree

FRANCJA

Ściana cała była przystrojona pokaźnymi tomami książek, pachnących historią i starością.Na środku gabinetu stało pokaźnych rozmiarów, mahoniowe biurko, na którym stało misternie zdobione pudełko z cygarami i butelka szkockiej. Starszy mężczyzna o wyjątkowo błękitnych oczach co kilka dni przychodził tutaj w wyjątkowo melancholijnym nastroju. Opuszkami palców delikatnie, z miłością pieścił obwoluty albumów, tłoczonych złotą nicią. Był już wieczór. Właśnie kończył rozmawiać z Łukaszem przez telefon…

-Tak Łukasz…- usiadł na skórzanym fotelu-… już czas. Sądzę, że temat Patricka powinniśmy już ruszyć. Przygotuj się. Niech to będzie twój ostatni lot i wtedy porozmawiamy o twoim odejściu. Emerytura ci się należy. Do usłyszenia. – rozłączył się i wyciągnął z pudełeczka pachnące cygaro. Odciął końcówkę i pociągając żar, delektował się odurzającym aromatem dymu, mieszającego się z zapachem szkockiej. Odchylił głowę do tyłu i z lekkim uśmiechem zamknął oczy wsłuchując się w kolejną nagraną sesję.

„…sesja dwunasta.

-Czego najbardziej się boisz, Patricku?- nastąpiła chwila ciszy. – Nie spiesz się z odpowiedzią. Jestem tu dla ciebie, mamy czas. – słychać było łagodny głos mężczyzny.

- Życia chyba… Takiego życia poza klatką…- westchnął-… pustki się boję…Bezsensu się boję… Przemijania, śmierci i upływającego czasu.

- Jaka to klatka?- usłyszał dźwięk pisania długopisem na kartce.

-Jeśli w moim, nazwijmy to, życiu braknie muzyki, to nic mi nie pozostanie. Nie będzie nic…nic!-podniósł głos- Jestem gwiazdą, rozumiesz? Zarabiam takie pieniądze, że mogę kupić sobie…. – zamilknął.

-Nie możesz sobie kupić życia? O to chodzi?

-Nigdy nie kochałem. Nawet Andrea wydaje się taka nie do końca moja. Ona… nie kocha mnie… kocha wyobrażenie o mnie.

-A ty ją kochasz?

- Nie… nie wiem… chyba bardziej zależy mi na braku samotności niż na niej…Nie jest celem, samy w sobie… tak sądzę…

-Boisz się być sam?

-Bardzo…. Nie wiem wtedy co robić z własnym życiem i… czasem wyobrażam sobie, co by sie stało jakbym zniknął… co bym zostawił po sobie…

-I co byś zostawił?

-Nic… muzykę… tyle. -westchnął – Jestem już zmęczony tym wszystkim, rozumiesz? Mam wrażenie, że otacza mnie mrok i powoli zaciska moje gardło….”

Wyłączył nagranie. Odłożył cygaro i potarł skronie

-Mnie tez otacza mrok, Patricku….- wyszeptał do siebie.

d20ca3bbab1127cad7cc3da696f7ef0a

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

POLSKA, WARSZAWA

Nie wiedziała, kiedy i czy w ogóle przyjdzie. Ostatni raz widziała się z nim u Fiony i nie ustalili co dalej. Dużo się wtedy działo i w dość szybkim tempie. A dzisiaj nie wie czy ma do niego zadzwonić a tym bardziej co mu powiedzieć. Zależało jej na Pawle i bardzo nie chciała tego zepsuć. Nie teraz, kiedy wszystko zaczynało się układać. Na samo wspomnienie czule dotknęła swoich ust. Pogładziła mokrą dłonią kark i zanurzyła się w wannie pełnej piany. Z salonu dobiegała delikatna soulowa muzyka. Umyła włosy, spłukała ciało i wtarła balsam. Była spokojna, zrelaksowana i na swój sposób pewniejsza siebie. Założyła majtki i koszulkę na ramiączkach. Zapaliła zapachowe świece i sięgnęła po kubeczek lodów. Rozsiadła się na kanapie, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi.

-Najpierw chciałem kupić ci róże…- w drzwiach stał Iglesias- … ale pomyślałem, że to takie banalne więc kupiłem ci bukiet lizaków. – pokazał komplet kręconych słodyczy. – Potem pomyślałem, że powinienem przynieść butelkę wina, zawsze tak robiłem ale ty… – spojrzał na nią spod gęstych rzęs -Ty nie jesteś taka… ty jesteś moją… – uśmiechnął się i wyciągnął dwa czteropaki piwa. – A do tego to już sushi w zupełności nie pasuje, więc mam pizze. Czy z takim ekwipunkiem wpuścisz mnie do środka?

-Myślisz, że inaczej bym cię  nie wpuściła?

"I'm not hearing a no so does that mean that the 3 of us can have breakfast at a good restaurant?"

-Z sushi pewnie nie…-uniósł zawadiacko brwi.

- Z sushi na pewno nie.

-Wiesz, że stoisz przede mną w samej bieliźnie? – uniósł kąciki ust.

- Nie pierwszy raz mnie taką widzisz przecież.

-Ale pierwszy raz mogę przyznać, jak to na mnie działa. To jak? Wypijesz i zjesz ze mną… przyjaciółko?- wszedł do mieszkania mijając bardzo blisko, stojącą w drzwiach Dominikę.

-Wiesz, że gównianymi przyjaciółmi byliśmy?- stanęła za nim kiedy odkładał piwo do lodówki a pizze do zimnego piekarnika.

-Cholera, no wiem! – chwycił jej dłoń i przyciągnął do siebie całując namiętnie.- Tyle czasu straciłem! – wodził nosem wzdłuż jej szyi, wdychając słodki, kobiecy zapach.

-Boże, jak cudownie! – Dominice ugięły się kolana.

-Boga będziesz wzywać później! – jego ciepła, delikatna dłoń powoli przesuwała się po jej udzie, aż zatrzymała się na pośladkach. Ona nieśmiało wsunęła dłonie pod jego koszulkę wyczuwając napięte i mocno zarysowane mięśnie brzucha…

-Popisujesz się! – uśmiechnęła się przygryzając jego wargę.

-Trochę….- spojrzał jej w oczy i jednocześnie powoli, jednym pacem, unosił jej koszulkę do góry odsłaniając wklęsły brzuch. – Nie wiem jak zrobić na tobie wrażenie…Za dobrze mnie znasz.

-I to wystarczy- wplotła palce w jego kruczo- czarne włosy.- No i może jeszcze te lizaki…- zatopił się w czerwieni jej ust. Odchylił się na chwilę pozwalając jej ściągnąć z siebie koszulkę. Ujął jej pośladki i osadzając ją na biodrach wyniósł z kuchni.

-Salon? Kanapa?-zapytał jednocześnie całując jej szyje.

-Nie. Sypialnia! Tam nic nie skrzypi! – Paweł skierował się do pokoju lecz po chwili namysłu, wrócił się z Dominiką na rękach, do kuchni.

-Weź piwo. Potem nie będzie mi się chciało.

- Poważnie? – zachichotała- Teraz zrobiłeś na mnie wrażenie!- Paweł pochylił się a Dominika wyciągnęła czteropak z lodówki.

-No! To na czym stanęliśmy?- uniósł brwi. – A tak racja… całowałaś mnie!

-Do sypialni! Nie ociągaj się! -obejmowała go za kark.

-Wiesz, że nie ważysz kilograma a zimnym piwem dotykasz moich pleców? -przekroczył próg i bezceremonialnie rzucił Dominikę na łóżko zatapiając ją w puchatej pościeli. Zamarł. Spojrzał na leżącą kobietę i oczy rozświetliły mu się złotym blaskiem. -Jestem szczęściarzem!- mówił rozmarzonym tonem- Zakochałem się w swojej najlepszej przyjaciółce… może być coś lepszego?

-Co zrobiłeś? -Dominika usiadła na brzegu łóżka z lekko rozchylonymi ustami.

- Zakochałem się…- zmarszczył brwi sam nie dowierzając w słowa jakie wypowiada. – Kocham cię, Dominika. Nie sądziłem, że tak łatwo to wypowiem ale cholera…- ujął jej twarz w dłonie- kocham cię! Bardzo cię kocham! – Przyciągnął ją do siebie i tuląc , mocno pocałował. Oboje upadli na łóżko. Jego dłoń zwiedzała wnętrze jej ud i stopniowo delikatnie je rozchylając. Leżał koło niej drażniąc palcami każdy centymetr jej brzucha. Co chwilę zatapiał się w jej ustach, nie mogąc się nasycić. Jego wargi muskały teraz jej obojczyk, skutecznie odwracając uwagę od zdejmowanego ramiączka. Na ułamek sekundy cofnął dłoń ale Dominika poprowadziła ją z powrotem. Ściągnął jej koszulkę i zanurzył między jej piersi. Odchyliła głowę do tyłu i pod jego pocałunkami wygięła się w łuk rozkoszy. Schodził coraz niżej jednocześnie delikatnie drażniąc jej nabrzmiałe sutki. Ustami dotykał linii majtek. Nie powstrzymała go więc zębami ujął cienki, satynowy paseczek i powoli zsunął je z kobiety odsłaniając ją całą i pozbawiając wszelkiej zasłony. Była jego. Nie pozwalał jej złapać oddechu, kiedy pod jego pocałunkami dyszała coraz szybciej i głębiej. Poczuła jego ciepły oddech na swojej kobiecości i opadła z rozkoszy na poduszki wbijając w nie paznokcie. Wiła się w szale namiętności poddając się jego pieszczocie. Czuła w sobie jego język a po chwili subtelny dotyk jego palców. Całował jej usta i patrząc głęboko w jej oczy zanurzył w niej palce odnajdując źródło jej ekstazy. Najpierw powoli, obserwował jak poddaje się jego pchnięciom. Po chwili palce drażniły ją coraz szybciej i widząc, jak ledwo utrzymuje przytomność nie przestawał, dając jej słodką rozkosz. Zacisnęła uda na jego dłoni i chwytając go za kark cicho jęknęła. Kropelki potu spłynęły między jej piersiami.  Uśmiechnął się triumfalnie i teraz władczo wszedł w nią całym sobą. Splótł jej dłonie nad głową i kochał długo, namiętnie. Ich oddechy zrównały się i stawały coraz szybsze. Nogi Dominiki zsuwały się z bioder Pawła, kiedy przyciągnęła go do siebie wydając z siebie gardłowe jęknięcie.

-Boże! -krzyknęła, kiedy zadał ostatnie pchnięcie dysząc jej prosto do ucha. Oboje opadli na poduszki z błogim uśmiechem na ustach ledwo łapiąc oddech

a5631e76b27be7f02023c32e9ee688a7

-Chodź tu do mnie. – przytuliła się do jego piersi.Leżeli tak przez dłuższą chwilę wsłuchując się w szybko bijące serca – Było cudownie. – uniosła głowę i spojrzeli na siebie. – Wyglądasz przeuroczo taka w nieładzie…Co mi się tak przyglądasz?

- Za bardzo uczesany też nie jesteś! – usiadła zakrywając się pościelą i puściła mu oczko- Teraz możesz iść po tą pizze.

- Zaraz kobieto! Piwo pije! – zadrwił. – No dobra pójdę! Ale nie dlatego, że mi każesz a dlatego, że przez ten cały seks zgłodniałem jak jasna cholera!- wstał i nago poszedł do kuchni. – Zjemy, obejrzymy coś, chwilę się zregeneruje i możemy zrobić to znowu.

- Znowu? – Krzyknęła, jeszcze nie do końca wyrównawszy oddech.

-Pewnie! A co, w formie jestem! – stanął w drzwiach sypialni liżąc lizaka.

-Serce ci stanie!- ze śmiechem opadła na poduszki

- Mam nadzieję, że coś innego a nie serce! – cisnął lizaka w kąt i z udawanym warknięciem rzucił się na Dominikę.

 

 

W gabinecie redakcji panowała prawie idealna cisza. Przy biurku siedziała Pola pisząc artykuł a kilka metrów od niej, przy stoliku kawowym siedział Pierre i przeglądał coś na swoim laptopie.

-Umówiłem się na kolacje z Łukaszem wieczorem, idziesz?- nie odrywał spojrzenia od ekranu

-E, coś ty! Nie mam czasu. – Pola sięgnęła po kubek kawy.-Ostatnio widujemy się z Patrickiem jedynie wieczorami. – westchnęła.

-Pracuje?

- Siedzi w studiu. Za kilka dni grają znowu w Krakowie. Paddy chce wypaść jak najlepiej.

-Ale nie ma go dla ciebie, zgaduje, że tu jest problem?

-Pierre, nie ma żadnego problemu! To jest życie po prostu. Tak musi być. Tęsknimy za sobą ale bardzo chcę żeby spełnił swoje marzenie i nie mam zamiaru być taką kobietą.

-Jaką? Jestem zaintrygowany? – Pierre odchylił się na oparcie redakcyjnej kanapy.

- Egoistycznej. Nie mogę i nie chcę, żądać żeby dla mnie poświęcił wszystko. I tak już dużo zrobił.

- Wyjedźcie. To zawsze dobrze robi.

-Tak zrobimy. Paddy chce odwiedzić ojca Manuela przed nagrywaniem albumu.

-Francja? Znowu?

-Pewnie. – machnęła dłonią. – Ale to za jakiś czas! Może pod koniec października.

-To za miesiąc. Nie tak długo. – gryzł końcówkę długopisu.

-A nie czepiaj się! Co za różnica?- warknęła patrząc w monitor.

- Coś taka drażliwa? Coś się stało? – skupił wzrok na przyjaciółce.

-Wybacz. – spuściła wzrok. – Zaraz wracam. – szybko wyszła z biura. Pierre domknął drzwi gabinetu i zerknął na ekran komputera. Przejrzał zakładki.

-Cholera… – zacisnął usta kiedy zobaczył ” Klinika leczenia płodności. Umawianie wizyty”. Szybko wygasił ekran i usiadł na kanapie.

-Wybacz skarbie, że nie zadzwoniłem wcześniej. telefon mi padł…- Do gabinetu wszedł Paddy, próbując uruchomić aparat.

- Nic się nie stało kochanie! – Pierre puścił w kierunku Patricka buziaczka.

-Ty! No przecież!

-Spodziewałeś się kogoś innego?

-Nie wiem… – wykrzywił usta w podkówkę. -Mojej dziewczyny?

-Zaraz przyjdzie. Siadaj.

-O, dziękuję bardzo! Jakiś ty uprzejmy!

-A ty uszczypliwy! Co się stało?

-Próbujemy i próbujemy… – pokiwał głową zniechęcony – I nie wychodzi… nie rozumiem, czemu? – wstał i z rękami w kieszeni podszedł do okna.

-Nie umiem pocieszać ale to dopiero pierwszy czy drugi test. Na ciążę czasem trzeba poczekać. Bez nerwów! Może wyluzujcie. – Pierre wrócił do przeglądania stron w laptopie

-O czym ty mówisz?! – Paddy gwałtownie odwrócił się i spojrzał zdziwiony na Pierra.

-A ty o czym?

- O próbach! Nie wychodzi nam jeden kawałek a próbujemy już od dłuższego czasu! O jakiej ciąży mówisz?!

-Powinienem zamknąć się. Słuchaj Paddy, ja nic nie wiem! Serio!

-Wiesz, że staramy się o dziecko?! – czerwieniał ze złości.

-Wiem. – spuścił wzrok.

-Powiedziała ci?! Nie wierzę!

-Nie powiedziała! Widziałem test ciążowy u niej w torebce, przypadkiem! Nic nie powiedziała! I uspokój się, do cholery! Głupio wyglądasz taki czerwony!

-Nie mów mi co mam robić!

-Pierre, muszę jechać! Dzwonił…-Pola weszła do gabinetu- O, Paddy! A co ty tu robisz? Miałeś być w studiu do wieczora…

-Ale jestem tutaj! Przeszkadza ci to? Może przerwałem w czymś?

-Co się tutaj dzieje, do cholery?- zerkała na Pierre i na Patricka. – Zresztą wrócimy do tego później. Dzwonił Jimmy…- spojrzała w oczy Patrickowi, który na to zdanie złagodniał w kilka sekund. – … Z Fioną coś się dzieje. Muszę tam jechać. Jedziesz?

-Jadę! – tupnął nogą – Jadę do cholery! – posłał groźne spojrzenie Pierrowi.

- Przestań Paddy, źle ci z tą czerwienią! – Pola wyszła z gabinetu a po chwili Pierre wybuchnął śmiechem.

- Słyszałem! – Paddy stanął ponownie w drzwiach. -Nie wtrącaj się, Pierre!

-Nie mam najmniejszego zamiaru! – z uśmiechem nie schodzącym mu z twarzy dokończył kawę i wyszedł z gabinetu mijając pokój Edyty. Spotkał jej spojrzenie i nie spuszczając oczu minął ją bez słowa.

 

 

92cb51075c522c4afe8a50f35c1dfe86

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Powiesz mi co się dzieje? – Pola prowadziła samochód. Paddy siedział obok milcząc jak zaklęty. Był wściekły. Szczęki mu pulsowały. Oddech miał przyspieszony. – Paddy, skarbie co jest?

-Nie skarbuj mi tu! – warknął. – Wiesz jak faceta nie lubię i robisz taki numer!

-Paddy plujesz na mnie!

-No wybacz. Poniosło mnie! – mówił odrobinę ciszej.

-Od początku. Kogo nie lubisz?

-Pierra, no a kogo!

-O nie kochany! Nie będziemy znowu przerabiać tego tematu! Tłumaczyłam ci to już nie raz. Pierre nic dla mnie nie znaczy! Lubie go i tyle.

-Bardziej ode mnie?

-Co ty bredzisz? Oczywiście, że nie! Zachowujesz się jak dziecko.

-A skoro o tym mowa to dlaczego on wie a ja nie, że mieć go nie będziemy?

-Kogo?

-Dziecka! – krzyknął na nią. Pola bez słowa zatrzymała się na poboczu. Dalej trzymała dłonie na kierownicy. Zapadła cisza. Bał się na nią spojrzeć. W głębi duszy wiedział, że przesadził. Usłyszał przyspieszony oddech. Powoli odwrócił głowę i zobaczył jak przez zamknięte oczy spływają jej po policzku łzy.

- Przepraszam… ja…nie chciałem…- wyszeptał i kciukiem starł jej łzy.

-Staram się Paddy. Może to przez presję a może coś ze mną nie tak.- uśmiechnęła się cierpko- Znaczy na pewno ze mną jest coś nie tak. Jestem wybrakowana. Nie potrafię nawet zajść w ciążę.

-Wiesz, że to nie prawda.

-Właśnie, że to jest prawda! – spojrzała na niego. Zabolało go to spojrzenie. – A jeśli nie będzie mi dane? Jeśli Alicja była moją jedyną szansą? Jeśli już nigdy…Zrozumiem cię.

- Nie zostawię cię Pola! Nawet jeśli okaże się, że nie możemy mieć dzieci! Kocham cię. Proszę, przestań płakać.

-Nie mówiłam ci o teście bo skoro był negatywny to nie chciałam robić sensacji. Pierre musiał go zobaczyć przypadkiem. Nic mu nie mówiłam! Przysięgam! Paddy proszę… – spojrzała na niego wielkimi oczami- Uwierz mi…

-Wierze. Nie o to jestem zły.- objął ją ramieniem. -A o to, że mi nie powiedziałaś i że sama to przechodzisz! Tak nie może być!

- Siedziałeś w studiu. Masz próby!

-Ty jesteś najważniejsza! Daj klucze. ja poprowadzę. – zamienili się miejscami.

-Paddy a jak nam się nie uda…

-Uda się! Nie ma innej opcji rozumiesz?-uśmiechnęła się do niego kiedy ruszali w kierunku Fiony. Pola przemilczała jedną rzecz. Chciała mu powiedzieć ale w trakcie tej rozmowy zrozumiała, że Paddy jest w stanie poświęcić dla niej to co jest mu tak bliskie i najważniejsze. Jeśli będzie trzeba to położy koncert w Krakowie, dla niej! Nie mogła do tego dopuścić. Z zamyślenia wyrwał ją sygnał wiadomości. Odczytała po cichu: ” Potwierdzamy umówienie wizyty u doktor Woźniak. 30 września, godzina 17.30. Dzień wcześniej potwierdzimy państwa wizytę. Pozdrawiamy.” Mimowolnie westchnęła. – Coś się stało? Kto pisze?

-Z pracy. Koleżanka nie da rady dzisiaj dostarczyć mi materiałów. Zrobi to jutro. Będziemy musieli z Pierrem pospieszyć się w takim razie.- skłamała. Wiedziała, że Paddy bedzie chciał ją wspierać i za żadne skarby nie puści jej samej do kliniki. Niestety następny wolny termin doktor Wożniak miałaby za niecałe dwa miesiące. Nie mogła tyle czekać. Musiała dowiedzieć się… musiała dostać nadzieję, że mają szansę.

-Jestem pewien, że sobie poradzicie! – pocałował jej dłoń. – Zawsze dajesz sobie radę! Wierzę w ciebie kochanie.

- Dojechaliśmy. Patrz. Jimmy.- wysiedli i szybko podeszli do Jima opartego o płot domu Fiony. Był zmartwiony. Palił papierosa.

-Długo czekasz? Wybacz, korki. – Paddy skłamał.

-Trochę. A tobie co? Płakałaś? – Jim przyglądał się Poli.

-Nie. Uczulenie. Chyba mamy grzyba w klimatyzacji auta. Nie przejmuj się.

-Gadaj co się tu dzieje! – Paddy szturchnął brata.

-Fiona nie odbiera ode mnie telefonów. Nie odpisuje a teraz nie otwiera drzwi.

-To jeszcze nie powód do paniki, bracie. Może po porostu ma cię w dupie. I daje ci subtelnie do zrozumienia. Pomyślałeś o tym?

- Pomyślałem! Ale mam przeczucie, że coś nie gra!

-Przyjechaliśmy tutaj dla… przeczucia? -Paddy podniósł głos. Nie chciał tu być. Egoistycznie chciał zabrać swoją ukochaną na kolację, kupić jej róże i pospacerowac wieczorem po mieście. A potem w domu, kochać się z nią tak jak lubi najbardziej. -Pola. Gdzie ona jest? Jimmy? – zaczęli sie rozglądać. Dostrzegli ją jak wchodzi do domu.

-Poczekaj na nas! -Jimmy pobiegł za kobietą a za nim skoczył w stron domu Patrick. – Jak weszłaś? -Jimmy szepnął.

-Klucze pod kamieniem! Nigdy tak nie robiłeś?

-Nie mogłaś przez telefon mi o tym powiedzieć?

-Nie możecie o tym pogadać kiedy indziej! – Paddy wysyczał. -Nikogo chyba nie ma.

-Jest na bank! Widziałem ją jak chodziła po sypialni.

-A skąd ty wiesz, gdzie tu jest sypialnia?

-Chłopaki! Serio? Teraz?- Pola warknęła. – Rozejrzyjcie ja idę na górę. Uciekła po schodach.

-Co się z wami dzieje? Dziwnie się zachowujecie. -Jimy omiótł spojrzeniem salon. Zwrócił uwagę, że nic się nie zmieniło. Był tylko wiekszy bałagan ale wszystko bylo jak danej. Na półkach stały zdjęcia jej z Filipem, z dziećmi. Zauważył na fotelu przerzucony męski sweter. Czuł, że wkracza na nieswoje terytorium.

-Nic się nie dzieje. Lekko sie posprzeczaliśmy ale to normalne. Nie można być wiecznie uśmiechniętym i szczęśliwym, prawda bracie? – poklepał Jima po plecach. – Nie ma dzieci. Jest popołudnie. Powinny być po przedszkolu. Dziwne. – Paddy wszedł do kuchni. -Rany!

-Co jest? – Jim wszedł za Patrickiem. – O kurwa! Nikt tu nie sprzątał od dłuższego czasu.Ależ zapach.

-Bierz się Jim. Pomyjmy to.

- Gary? Mam myć gary? – stał oparty o ścianę. -Zgłupiałeś?!

-Zależy ci na niej?- Paddy podciągał rękawy do łokci. -Więc nie bądź gwiazda i chwytaj gąbkę! Jako szczyle myliśmy naczynia… – prychnął – Chyba nie zapomniałeś?

-Zależy…- sapiąc stanął koło brata i oboje zaczęli zmagać się ze stertą brudnych naczyń. Myli w ciszy, każdy zamyślony.

- Rozmawiałeś z nią od czasu sceny z Filipem?

-Nie. Unika mnie jak może.

-Przykro mi, stary.

-Niekoniecznie.- Jim uśmiechnął się – Wiesz jaki potrafię być uparty. – przyjrzał się Patrickowi. Widział jak smutek i coś na wzór strachu przenika przez jego sztuczny uśmiech. Nie pytał. Znowu myli w ciszy. Usłyszeli nad sobą kroki i po chwili zagłuszone odgłosy rozmowy. Jim poczuł ulgę. Czyli nic się nie stało.

- Jimmy… – nie spojrzał na niego, dalej zacięcie szorował patelnie- Możliwe, że…że jest ryzyko… – westchnął i cisnął patelnią do zlewu pełnego wody z pianą- Pola może nie mieć dzieci. Jest takie ryzyko.

-Nie ma takiej opcji! Jestem przekonany! -Jim mówił hardo i pewnie.- A wiesz dlaczego? Bo więcej nie może cię już doświadczać! Bo już swoje wycierpiałeś i to dziecko ci się należy, kurwa jego mać!

40272_m600

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Fiona? -Pola cicho uchyliła drzwi sypialni. W środku panował zaduch i zapach alkoholu. Wszędzie panował bałagan. Usłyszała zza uchylonych drzwi łazienki lecącą wodę. Ze strachem uchyliła kolejne drzwi i znalazła ją. Siedziała pod prysznicem z kolanami podciągniętymi pod brodę.  Pola usiadła na toalecie i w ciszy patrzyły sobie w oczy.

- Filip tu był… – odezwała się po kilku minutach. – Zabrał dzieci…

- Zrobił ci krzywdę?

-Nie no coś ty! Chciał porozmawiać ze mną.

- Co ci powiedział.

-Nic. Nie było mnie. – Pola wstała i zakręciła wodę nad Fiona. -Mama dała mu chłopców.

-Kiedy je przywiezie?

-Wieczorem. Pola, nie chcę być sama. Nie potrafię się z nim spotkać. Jeszcze nie. Nie dam rady.

-A ja sądzę, że doskonale dasz radę. Weź się w garść Fionka! Dla dzieciaków! I dla tego faceta, któremu na tobie najwyraźniej bardzo zależy. No wstawaj!-owinęła ją ręcznikiem.

-Paddy? Jemu zależy? Co ty bredzisz?

-Nie wariatko! Chodź, zobaczysz!- podeszły do drzwi.

-Jim?! Sądziłam, że sobie poszedł.

-Najwyraźniej nie a na domiar złego myje ci chyba garki.

-Boże jestem beznadziejna! Ale ja nawet nie widzę sensu mycia, sprzątania… wiesz, że nie kąpałam się już z cztery – pięć dni?

-Fiona bo dostaniesz w pysk! A potem zadzwonię po Dominikę i dopiero się zacznie! Stań na nogi. Pogadaj z Jimem. Zasługuje na to. A co do Filipa….nie wiem kochanie ale sądzę,że pogadasz z nim jak będziesz gotowa. Póki co możesz go przeganiać i masz do tego pełne prawo.

-Nie wiesz jak mam go przegonić dzisiaj, jak przyjdzie oddać dzieci?

-Mam pewien pomysł…. – spojrzała na drzwi- Umyj się, może zrób makijaż i zejdź na dół. Zrobimy kawę i pogadamy. Ustalimy plan. Zaufaj mi.

- Ufam ci. -Fiona ściągnęła z siebie ręcznik i wróciła pod prysznic.

-I błagam, pamiętaj o tym za godzinę! I nie płacz już! Damy sobie radę! -Pola szybko zbiegła na dół i z impetem wpadła do kuchni.

-Stało się coś? – Jim parwie upuścił talerz w wrażenia.

-Paddy, szybko zbieramy się! – podała mu ściereczkę do wytarcia rąk. – No chodź!

-Ale co się stało. Polka?!

-Jimmy, zrób mocną kawę i zostań tu.-Pola trzymała Patricka za rękę.

-Jak tu? Sam?

-Tak, sam! Idziemy! Mam nadzieję, że mi to wybaczy…- wyszli i Jim został sam, stojąc na środku kuchni. Spojrzał na schody,prowadzące na piętro. Zamknął od wewnątrz drzwi frontowe. Zrobił dwa ogromne kubki mocnej kawy i powoli, krok za krokiem zmierzał na piętro do sypialni gdzie znajdowała się Fiona.

17309510_1842294349367752_3960828606783473595_n

Odłożył jeden kubek na podłogę i cicho zapukał. Nikt nie odpowiedział. Zaczynał powoli się do tego przyzwyczajać. Nacisnął klamkę i wszedł do pokoju. Fiona znajdowała się w łazience. Nieśmiało rozejrzał się po pokoju. Tutaj nie było śladu Filipa… tak jakby nigdy nie istniał. Było jasno i przyjemnie mimo bałaganu panującego w całym domu. Nie wiedział co ma jej powiedzieć ale wiedział, czuł że musi tu być właśnie teraz… Usłyszał przekręcany zamek w drzwiach i zesztywniał ze stresu. Dziwne ale w jakiś sposób bał sie tej kobiety. Drzwi powoli otworzyły się i wśród wyłaniającej się pary pojawiła się w pokoju Fiona. Mokre włosy oblepiały jej dekolt. Owinięta była szczelnie białym, puszystym ręcznikiem. Schudła drobinę i sine podkówki pod oczami były bardziej widoczne ale dla niego była najpiękniejsza mimo jej zmęczenia i załamania całą sytuacją.

-Jim…- zatrzymała się w półkroku.

- Fiona… – oczy mu zabłyszczały.

-Przepraszam cię… tak cię ostatnio traktowałam… – zwiesiła wzrok.

-Musimy pogadać…. – powoli odłożył kubek z kawą i niczym do dzikiego zwierza, ostrożnie , powoli zbliżał się do stojącej na środku pokoju Fiony. Była już na wyciągnięcie ręki. – Porozmawiaj ze mną…- uniósł jej twarz. – Pomogę ci…jestem przy tobie…

- Jim…. – wtuliła się w jego ramiona.

Opublikowano Bez kategorii, kelly Familly, miłość, opowiadania, paddy kelly, romans | 4 komentarzy

54. Sinners and Saints

-Nigdzie nie wyjdę! -Filip wycierał krew z pękniętych ust. -To jest też mój dom! – podniósł głos. Reszta milczała stojąc murem za Fioną. -Na górze śpią moje dzieci! – wskazał palcem na piętro.

-Teraz martwisz się o dzieci?! Jakoś ci nie przeszkadzały, kiedy posuwałeś jego dziewczynę!- wskazała na Pawła- A teraz pieprzysz mi o dzieciach?!- Zacisnęła szczęki i łzy poleciały jej po policzkach. – Dlaczego, Filip? – ton głosu jej się złamał. Stała przed nim, mała, smutna, przygarbiona.  - Dlaczego mi to zrobiłeś?

-Fiona, proszę cię! To wszystko nie tak! Pozwól sobie wytłumaczyć. – Powoli podszedł do niej i mówiąc łagodnym głosem położył rękę na jej ramieniu. Fiona spuściła wzrok, oddychała spazmatycznie, wszyscy mieli wrażenie, że coś właśnie w niej pęka. Po kilku sekundach gwałtownym ruchem zrzuciła rękę ze swojego ramienia i błyskawicznie wymierzyła Filipowi siarczysty policzek.

-Powiedziałam ci, wynoś się! Nie chcę cię dzisiaj oglądać! Masz pięć minut na opuszczenie tego domu!

-Ale…

-Powiedziałam! Na tym koniec dyskusji! Zejdź mi z oczu! – Ostatnie zdanie wypowiedziała twardo, pewnie. Po płaczliwej Fionie zostało jedynie wspomnienie.Zebrała całą siłę jaką gromadziła właśnie na takie sytuacje. Nie pokaże, że cierpi. Filip przetarł ponownie sączącą się krew i zwrócił się do Iglesiasa.

-Mogłeś się nie budzić! Było by dużo łatwiej bez ciebie!

-Ty skurwielu! – Paweł wyrwał się w stronę Filipa, jednak Paddy z Adamem mocno go trzymali uniemożliwiając atak. -Byliśmy kumplami! Przyjaciółmi, cholera!

-Ty byłeś! Ja nigdy cię tak nie traktowałem. Robiłem to wszystko jedynie dla ciebie, Fiona. – spojrzał jej w oczy i ujrzał błysk litości.

-O nie, kolego! Bez takich!Już ja znam takie urabianie…- w drzwiach pokoju stał Jim. Opierał się o futrynę i lekko uśmiechał.

-Jak długo tu stoisz? -Fiona zorientowała się, że nikt go nie zauważył, kiedy wszedł.

-Wystarczająco, żeby zrobić to. – Zrobił krok  i z całej siły uderzył Filipa w szczękę.- Na ciebie już chyba pora, żona cię ładnie prosi.-wysyczał mu prosto w twarz.

-Wszyscy jesteście pojebani!

-Chyba już powinieneś iść, Filip. – Pola dodała spokojnym tonem, wychylając się zza Fiony.

-Leć do tej swojej Weroniki. -Dominika machnęła z pogardą dłonią. -Nam będzie dużo lepiej bez ciebie!

-Nie tobie o tym decydować! – Filip warknął podtrzymując się ściany.

-Wyjdź dobrowolnie albo Paweł z Jimem cię wyniosą. – Fiona nie spuszczała z niego wzroku. -A my porozmawiamy, jak wszyscy ochłoniemy. – Na zmianę zaciskała pięści i popuszczała.

d9556ebd818a99ff367f613d7d13e1ac

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Zadzwonię do ciebie jutro. Porozmawiamy na spokojnie. – zlustrował wszystkich wzrokiem.

-Nie. Ja do ciebie zadzwonię i powiem ci, kiedy będziemy rozmawiać. Nie ty o tym decydujesz! – Odwróciła się do niego plecami czekając aż wyjdzie. Po kilku minutach zamknęły się drzwi od domu a wraz z nimi małżeństwo Fiony.-Boże, przepraszam was, że musieliście to wszystko oglądać! – wybuchła histerycznym płaczem i bezsilnie upadła na kolana.  Pierwszy podbiegł do niej Jim. Uklęknął i objął ją ramieniem. Znad jej głowy wychwycił spojrzenie milczącego Paddiego, który kiwnął głową chcąc powiedzieć „dobrze robisz, bracie”- Dzieci! Muszę iść do chłopców! A jak widzieli?! Słyszeli?!- ledwo łapiąc oddech, ocierała policzki z łez. – Muszę iść do dzieci! – powtarzała jak w amoku.

Galeria de fotos para tu blog o webpage: Alone-Sad- Soledad

-Fiona, nie pójdziesz na górę w takim stanie! -Pola kucnęła przy niej. – Ja pójdę, kochanie.

-Pomogę ci. – Dominika dołączyła i obie z Polą zmierzały do schodów. – O co chodzi z tą Weroniką?- szepnęła do Poli- Ma waginę ze złota czy jak?

-Wiesz co? Ty jak już coś powiesz! Nawet cycki potrafią opaść a nie tylko ręce! Chodź na górę!

W salonie zawisła cisza, przeplatana jedyne spazmami Fiony, próbującej złapać oddech. Wszystkim było dziwnie, głupio, niezręcznie…. Nikt nie wiedział jak powinien zachować się w takiej sytuacji. Czy wypada się zaśmiać z własnego żartu, czy udawać, że to co widzieliśmy, nas nie dotyczy? A może pocieszać Fionę na wzór Jima?

-Przyjebałbym mu! Co za gnojek! – Paddy przerwał nieznośną ciszę i zaczął krążyć po salonie.

-Teraz jesteś odważny, jak już poszedł!- Adam siedział rozłożony na kanapie- Bohater cholera! – zaśmiał się.

-No i co robimy? Co teraz? – Patrick rozłożył bezradnie ręce.

-Długo mam tak stać, zanim ktoś się zorientuje, że zmartwychwstałem?! Poważnie, nikt mnie nie przytuli? Co z was za małe gnojki! – Paweł uśmiechał się całą twarzą.

-Iglesias, racja! – Adam rzucił się na przyjaciela i padli sobie w objęcia. Paweł bez problemu podniósł najpierw jednego a po chwili również Paddiego uniósł drugą ręką.

-A ty to nie miałeś jakiegoś zawału i wypadku? Coś mi się o uszy obiło. – Jimmy zakpił ironicznie.

-Pomówienia i plotki! Moje krasnoludki! – Postawił na ziemi Adama i Paddiego. – Czuje się jak Gargamel.

-I jesteś tak samo brzydki! -Jimmy przeniósł się z Fioną na kanapę. Dalej płakała.

-Przytulaj Fionę, przytulaj bo głupoty gadasz! – kucnął przed płaczącą przyjaciółką, zmrużył oczy, chwilę jej się przyglądał po czym delikatnie podpierając jej brodę, uniósł twarz na swoją wysokość. Patrzyli sobie w oczy. – Fiona, kocham cię! Wiesz o tym. Zawsze z tobą będę bo jesteś moją siostrą. Ten gnojek na ciebie nie zasługuje.Zdradził cię, czas go pogonić! Wiem, że go kochasz i teraz jest ci bardzo ciężko. Boisz się nowej rzeczywistości ale uwierz mi, tak jak zawsze mi wierzysz, tak będzie lepiej i dobrze się stało, że prawda wyszła na jaw!

-Tak sądzisz? Teraz tego tak nie widzę.-dyszała

-Bo jest jeszcze wcześnie. Daj sobie czas. – w salonie pojawiła się Pola z Dominiką.

-Na wszystko przyjdzie pora.

- I w swoim czasie, obetniemy mu jaja! -Dominika rozsiadła się na fotelu- No co?- Pola kopnęła ją w kostkę. – Wiem, wiem, mam się zamknąć!

-Zostaniecie dzisiaj ze mną? Nie mam ochoty być sama w nocy.

-A masz więcej wina? – Dominika wylała do kieliszka resztę z butelki.

-Mam, wariatko!- Fiona uśmiechnęła się lekko i czekając aż Dominika zerknie do barku odwróciła głowę w kierunku Jima i dyskretnie szepnęła mu do ucha „Zostaw mnie JImmy, błagam.”. Po czym wróciła do przyjaciółki. Przytulał dalej Fionę, nic nie dając po sobie poznać.

-No to namówiłaś mnie. – Puściła oczko do Poli. Obydwie wiedziały, że cokolwiek by się nie stało one i tak by zostały. Z winem czy bez niego.

-To my może whisky?-Adam spojrzał po mężczyznach.

-Panowie, a mogę mieć prośbę? – Fiona nieśmiało podniosła dłoń. – Nie zrozumcie mnie źle ale….

-My cię nigdy źle nie rozumiemy.

-Zasadniczo, rzadko kiedy rozumiemy cokolwiek…

-Ale chciałabym zostać sama z dziewczynami. Zrozumcie proszę.

-Ja to akurat doskonale rozumiem. – Paddy wzruszył ramionami i sięgnął po torbę.

-Zamówię taksówkę. – Adam odszedł na bok z telefonem w dłoni.

- Ale zabierzemy ci whisky i jedziemy do ciebie, Kelly!

-Czemu do mnie?

-Bo masz irlandzkie whisky a u Adaśka za bardzo pachnie perfumami.

-A u mnie co? Śmierdzi jak w stajni?- Paddy z uśmiechem uniósł brwi.

-Różne były imprezy. Koni wprawdzie nie widziałem ale kto cię tam wie! -Iglesias wzruszył ramionami.- Chodź na chwilę! – chwycił Dominikę za rękę i wyciągnął na taras. Zamknął za sobą drzwi i objął ją w pasie. – Nie tak to miało wyglądać. Nie przy takich okolicznościach ale….

b656b9644b07351f3e6a54dd0df77ebb

-Zamknij się już! – Dominika zatkała mu usta dłonią – I pocałuj mnie w końcu, świrze!

-Czekaj! Chcę, żeby było romantycznie! Nie w ten sposób. – z tymi  słowami na ogrodzie rozświetliło się mnóstwo małych światełek pochowanych w gałęziach drzew i wśród krzewów. Oboje zamarli i zaskoczeni spojrzeli w kierunku okien. Zza firanki wystawały uśmiechnięte twarze przyjaciół a Fiona trzymała pilota z włącznikiem światła. Adam machnął dłonią i niemo powiedział „nie spieszcie się” po czym zniknęli w głębi domu. -Czy taki romantyzm ci odpowiada i w końcu mnie pocałujesz?

- Dominika uśmiechała się ze szczęścia jakiego właśnie doświadcza. Paweł wplótł palce we włosy, obejmując jej kark i zachłannie wbił się ustami w jej lekko rozchylone wargi. Świat zwolnił swój bieg, powietrze zrobiło się gęste i słodkie jak najsłodsze letnie kwiaty. Językiem drażnił jej górną wargę i czule przytulał do siebie. Usłyszała w swojej głowie klawisze pianina wygrywające spokojną muzykę, dźwięk skrzypiec i cichy pomruk jej wyobraźni. Trafiła do swojego miejsca. Chciałaby zatrzymać tą chwilę. Nacisnąć przycisk i delektować się każdą sekundą z nim. Nic już nie tracić. Niczego nie pominąć. Pachniał cudownie, dotknęła jego mocnych szczęk uraczonych dwudniowym zarostem. Jej dłonie muskały jego miękkie czarne włosy. Stali tak w ogrodzie Fiony, nie zwracając uwagi na otaczający ich świat.

-Zaczekasz na mnie?

-Nie chcę dłużej na ciebie czekać! -pogłaskała go po policzku.

- Ale do jutra wytrzymasz, prawda? Przyjadę do ciebie i… – pocałował ją jeszcze raz, mocno, namiętnie -… porozmawiamy. No to jak, zaczekasz? – uniósł kąciki ust

- Nawet całe życie.

 

Godzinę później dziewczyny zostały same i otwierały kolejną butelkę wina. Fiona siedziała na podłodze, opierając się o kanapę. Dominika zajęła fotel a Pola leżała na podłodze gapiąc się w sufit.

e5a1afaa93a60e72aa6f69ab38687941

-Ale my jesteśmy tępe dzidy! – Dominika nie wytrzymała

- Tak nas oszukał!-Pola wtrąciła zamyślona.

-Że tez niczego nie widziałyśmy! Był dla Ciebie Fionka takim gnojem a my tego nie widziałyśmy!-Dominika sapała z nerwów.

-Nie było tak źle. Nie zawsze…

-Fiona, on dymał inną laskę, kiedy ty zarabiałaś kasę i latałaś na plac zabaw z jego dziećmi! Ogarnij się!

-I pewnie z waszej kasy jej fundował to i owo.

-Pewnie tak. Fakt, trochę wybrał ostatnio z konta, nie skojarzyłam!

-Bo jesteś głupia i tępa baba! Zresztą,kurwa, jak my wszystkie!

-A pamiętacie jak mówiłyśmy, że nam ta suka coś nie pasuje? Miałyśmy cholera rację!

-Ciekawe czy nadal się spotykają?- Fiona nalewała sobie kolejny kieliszek wina.

- Teraz jak wszystko wyszło na jaw, jaką idiotką byłaś a my z tobą, to pewnie już do niej poleciał.

-Nawet nie wiem gdzie ona mieszka…

-Nikt nie wie… – Pola skupiła wzrok na Fionie- A co chcesz, że tak zapytam, odpierdolić? Chyba nie masz zamiaru do niej jechać?!

-Nie wiem, zastanawiam się.- zdawała się być nieobecna

- I co? Przywalisz jej w pysk?

-Nie wiem, zastanawiam się.

-A co z Jimmym?- Dominika starała się zmienić temat.

-Nie wiem, zastanawiam się.

-Kurwa zacięłaś się, czy jak?

-No bo nie wiem!- Fiona zerwała się na równe nogi i podniosła głos. – Nie wiem, co mam z tym wszystkim zrobić! Od czego zacząć!- wplotła palce we włosy- Całe cholerne życie z nim dzieliłam! I co mam go teraz z niego wypierdolić, tak o?! Nie mam bladego pojęcia jak się zabrać za to wszystko, rozumiecie tępe baby?!- Przeniosła wzrok na Polę. – A ty, umiałabyś skreślić Paddiego i wyrzucić go ze swojego życia?

-Nie potrafiłabym…ale…

-No widzisz! A nie macie ślubu ani dzieci! – Fiona warknęła na Polę, która bez słowa wyszła przed dom.

-No to przegięłaś! Co się na niej wyżywasz? Chce ci pomóc! – Dominika próbowała uspokoić Fionę.

-Odezwała się! Doradca! – prychnęła – Jednego związku nie możesz utrzymać! – wyzerowała kieliszek.

- O ty suko! Nie nasza wina, że Filip cię zdradzał! Zresztą, święta  nie jesteś! Fajnie się bzykało Jima?- Dominika wstała i również wyszła przed dom.

-Boże, co się dzieje?!- Fiona została sama. – Gdzie ja trafiłam… – przetarła twarz dłońmi – Co ja mam zrobić? – pytała sama siebie. Spojrzała na uchylone drzwi tarasu i poczuła ukłucie w sercu. Miała tylko je dwie. Przyjaciółki, siostry… Bez słowa chwyciła butelkę wina i wyszła do siedzących na schodach kobiet. Usiadła między nimi i upijając łyk wina podała butelkę Dominice. – Przepraszam… – nie musiała nic więcej dodawać.

-Próbuję znowu zajść w ciążę…- Pola wyszeptała ze spuszczoną głową. – Póki co nic z tego.

-Pola… ja… nie wiedziałam…- Objęła przyjaciółkę.

-To nie jest tak, że my nic z życiem nie robimy…Ja chcę mieć przy sobie mężczyznę takiego dla mnie a nie na siłę aby tylko go mieć. To już wolę być sama… – Dominika pociągnęła łyk wina

-Z tego co widziałyśmy to chyba już nie jesteś sama. Iglesias jest dla ciebie, wiesz?

-Wiem Fiona… a przynajmniej mocno na to liczę. – położyła głowę na jej ramieniu.

- Przejdziemy przez to z tobą. Nie jesteś sama.

-Wiem, kochane…. wiem. -Fiona tuliła do siebie dwie kobiety.

-No i masz Jima…- Dominika parsknęła śmiechem.

-Zamknij się Domi.

 

 

 

Czterech mężczyzn wypadło z taksówki pod warszawskim blokiem. Paddy pierwszy skierował się w stronę domu, zaraz za nim szedł Adam z obejmującym go Pawłem. Po chwili cała trójka zatrzymała się i w tym samym czasie spojrzeli na Jima. Stał na chodniku ze zwieszoną głową i rękami niezgrabnie schowanymi w kieszeni.

Titel-2

- Ty gwiazda, zaproszenie trzeba ci wysłać? – Iglesias pokazał gestem dłoni wejście do budynku.

-A zobacz, drugi Kelly za odźwiernego robi! – Adam prychnął śmiechem.

-Chyba nie powinienem z wami iść. Nie moje towarzystwo… tak jakby.- kopnął mały kamyk.

-Nie chce się narzucać, to stąd. -Paddy dyskretnie szepnął do zdziwionych przyjaciół.

- Słuchaj Kelly, jeden już dzisiaj dostał…- Paweł szedł w kierunku Jima -… więc jeśli zaraz nie pójdziesz i nie napijesz się z nami, ze mną, to tak ci jebnę, że spadniesz za dwa tygodnie z deszczem! – podszedł bliżej i objął Jima ramieniem. – Poza tym chce usłyszeć, co to najlepszego robiłeś z moją przyjaciółką. – szepnął.

-Mnie byś nie jebnął a zresztą, skąd wiesz? – Zszokowany Jim szedł koło Pawła w stronę mieszkania.

-Nie wiem… ale znam Fionę aż za dobrze… – złapał zszokowane spojrzenie mężczyzny- Nie, no co ty! Nie spałem z nią!- weszli do mieszkania zaraz za Paddym i Adamem. – I dodam od razu, że z twoją Polką tez nie spałem! Fuj, brzydziłbym się!

- Czy ty aby nie przesadzasz! Co za fuj?Jakie brzydziłbyś się?! Masz coś do niej?! – Paddy udawał obrażonego.

received_1767239246873263_1476646616938

- Faktycznie, zabrzmiał prawie jak gej! – Adam stanął koło Paddiego i wbił spojrzenie w Pawła.- Co jest z tobą, koleś? – wypuszczali go powstrzymując śmiech.

-Bo to jak kazirodztwo! Własną siostrę?! Pogięło was?! – wzdrygnął się. -Albo brata?!- spojrzał na Adama.

-A u Dominiki to aż do migdałków dotarłeś.- Jim wtrącił.

-A to co innego. Ją kocham… – zamyślił się- Nigdy nie patrzyłem na nią jak na siostrę, choć wielokrotnie tak sobie wmawiałem. – opadł na szarą kanapę – A ty, Jimbo? Do którego organu Fiony dotarłeś? – dostał szklankę whisky od Patricka, który usiadł obok przyjaciela.

-No do ostatniego…- Adam zasuwał rozporek wychodząc z toalety.

Zapadła cisza. Jim stał na środku pokoju, czekając na lincz. Paweł lekko rozchylił usta ze zdziwienia i nie spuszczając wzroku z Jima pochylił się w jego kierunku.

-Nie pierdolcie, że spał z Fioną?- odłożył szklankę na stół i wstał. Odrobinę krążył po pokoju. – Wiedzieliście?No oczywiście, że tak! – Podszedł do Jima bardzo blisko. Patrzył mu w oczy dłuższą chwilę. – Po pierwsze, mogłeś poczekać, aż się rozwiedzie. Ja za mężatki ostatnio po pysku dostałem. A po drugie….- uśmiech rozpromienił jego twarz- To czemu się nie chwalisz?! – poklepał go po plecach- Musimy to oblać! Jimbo, jesteś moim idolem. Zaciągnąłeś Fionę do łóżka… No brawo!

-Zasadniczo to ona mnie zaciągnęła, ale to chyba już nie ma znaczenia…- odezwał się niepewnie

- Jimmy, chcąc z nami pić musisz spełnić jedną zasadę. – Paweł pchnął przyjaciela na fotel i podał drinka. – Wyciągnij ten kij z dupy, bo z tego co widzę, odrobinę cię uwiera!

-Inaczej mówiąc, wyluzuj! – Adam wtrącił – Jesteśmy po twojej stronie.

-Tak nie do końca… – Paddy odstawił szklankę. – Przespał się z laską, która ma męża…Nie do końca jest to ok.  - wygiął usta w podkówkę.

-A… kurwa, taki mąż! Widzisz co się porobiło! Kawał gnoja, nie mąż! Z Jimem będzie jej dobrze! -Iglesias spojrzał na Jima- Prawda?

-O ile nie będzie jak zawsze. Rozkocha a potem obieca, że zadzwoni i tyle go babka widziała!-Patrick mruczał pod nosem.

-Teraz jest inaczej, Paddy. – Jim przybrał poważny ton. – Jest inaczej…- zaczął krążyć po pokoju i oglądać zdjęcia na półkach.

- Fona jest dla ciebie taką samą laską, jak każda inna. U ciebie nie ma „inaczej” !- Paddy warknął.

- A może zejdziesz z niego, mój niewyrośnięty przyjacielu i dasz się bratu wytłumaczyć?-Paweł wtrącił.

-Właśnie… bracie. Wytłumacz się.

- Zakochuje się w niej… bardzo. – stał do nich tyłem, patrząc na zdjęcie Poli i Paddiego robione podczas wycieczki po lesie.

-Ha! I co, Padziku- Tadziku? Głupio ci?!- Paweł poklepał Paddiego po udzie i wstał do Jima. – Siadaj Kelly! Napijmy się za twoją… moment! Za nasze małe, wielkie miłości! A Paddy wypije za Polę, ostatecznie! – Puścił mu oczko.

- Co, tylko je nie mam za kogo pić?- Adam rozłożył ręce

-A doktorek?

-Mikołaj? Wpadł ci w oko? Tyyyyy zwierzaku! -Iglesias zmierzwił włosy Adama. – Tak kurde czułem, że on to twoja liga….To kiedy randka?

-Jak piekło zamarznie! Nie patrz tak na mnie! Stchórzyłem !

-Zaryzykuj! Może pójdzie ci tak łatwo jak Jimowi z Fioną! – Paddy zaśmiał się.

- O, albo Paddiemu z Polą! – Jimmy rzucił w brata poduszką

-O, dupa ci odżyła?

-Pewnie! Pastwicie się teraz nad małym…

-Nie kurwa małym! Wpraszam sobie!

- Nad… – Jim podrapał się po brodzie – Obywatelem kompaktowym…

-A wracając do ciebie, Adasiu mój kochany….Nie byłem w śpiączce, aż tak długo, żebym musiał uczyć cię od nowa jak się podrywa facetów.

-Uczyłeś go jak się podrywa… facetów?-wyluzowany Jim śmiał się na fotelu

-A co za różnica? Tak samo się bajeruje!-Iglesias wzruszył ramionami- A nad doktorkiem popracujemy ale za kilka dni bo teraz zaczynam być już pijany. – wyzerował szklankę whisky

- Słabą głowę masz, przyjacielu.

-Widzisz Jimbo, co szpitale robią z ludzi? Muszę teraz potrenować odrobinę. No artysta, polej!

Dwie godziny później i po trzech butelkach whisky pijani mężczyźni przysypiali na kanapie, tępo gapiąc się na telewizor. Paddy zasnął ze szklanką w dłoni jako pierwszy.

-Żałuje, że nie byłem na jego koncercie. – Iglesias spojrzał na śpiącego przyjaciela- Nie daruje sobie tego, że mnie z nim nie było.- beknął.

- Za dwa tygodnie gra następny, w Krakowie. – Jimmy mówił z zamkniętymi oczami.- Możemy świętować znowu, jakby to był jego pierwszy raz. – oboje z Pawłem prychnęli śmiechem.

-Adam, żyjesz?

-Co? Co? Studzienka otwarta! Trzeba zadzwonić!- bełkotał.

-Jaka studzienka? Co ty bredzisz?- Paweł próbował skupić się, patrząc na śpiącego Adama.

-Ta pod błękitnym jaworem! No a jaka?!- Adam westchnął i zapadł w głęboki, pijacki sen.

-Nawet nie próbuje tego zrozumieć.

 

 

b64f1fdc7d96795df697dbaf681d2686

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Patrick, otwórz! Ja tu umrę zaraz! Otwórz te cholerne drzwi!- Pola pukała do drzwi swojego mieszkania z czołem opartym o futrynę. W drugiej dłoni trzymała swoje buty i butelkę mineralnej. – Patrick, błagam cię! Bo się tu popłaczę! – łyknęła wody. Po kilku minutach drzwi powoli zaczęły się otwierać. Wynurzył się z nich zaspany Paddy.

-Czego się drzesz?! Co jest?

-Mieszkam tu podobno, mogę wejść? Nie mam kluczy.

-Ależ to światło głośne! – zasłaniając oczy i powłócząc nogami skierował się z powrotem do sypialni.

-Nawet mi nie mów. Myślałam, że umrę w taksówce! – idąc za Patrickiem zostawiała za sobą ślady ze swoich ubrań.

-Nie wypije już nigdy whisky! A już na pewno nie z twoim głupim przyjacielem i z moim jeszcze głupszym bratem! – Padł twarzą w poduszkę.

-Wina tez ci ostatecznie nie polecam! – położyła głowę na jego plecach.

 

 

Joseph-Gordon-Levitt-joseph-gordon-levitt-30704731-500-359

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Szefie! Dzwonił szef do urzędu czy gdzie tam miał szef dzwonić? Bo ta studzienka co to nie ma wieka to trochę strach! – mężczyzna z opadającymi spodniami malował ścianę.

-Dzwoniłem panie Karolu. Dzwoniłem. Ale wie pan jaki to kraj! Wszystko trwa! -Adam przeglądał faktury i zliczał koszty.

-Fajnie to wygląda! Ma pan pomysł. Moja żona to by nie wpadła na pomysł takich ścian!

- To może pan żonie coś podpowiedzieć. Do której dzisiaj robicie panie Karolu?

-A bedzie z dwie godziny jeszcze szefie! To pozamykamy! Pan sobie jedzie. Szef się nie martwi.

-Przyjadę za trzy.- wyszedł trzymając telefon z palcem nad ikonką „Mikołaj”. Wsiadł do auta i wziął głęboki. -Zadzwonie! Dam radę! No nie mogę być taka łajza! – przekładał telefon z reki do ręki. – Ale on jest taki śliczny! – oparł czołem o kierownicę. – Dobra, później zadzwonię! Wieczorem, po lampce wina. Tak, wtedy dam radę! Gorzej będzie jak mnie wyśmieje! – prychnął i ruszył przed siebie.

Minęły ponad trzy godziny i Adam wrócił do swojego remontowanego studia z naręczem próbek i i paletami kolorów. Siedział z kubkiem kawy i przyglądał się ścianom wyobrażając sobie jak to wszystko będzie wyglądać w efekcie końcowym. Czuł narastającą dumę. Traktował ten projekt, to studio jak swoje dziecko. Włożył w nie całe swoje oszczędności, zapał, energię i miłość. Jutro pokaże to wszystko Iglesiasowi. Czuł tremę i motylki w żołądku. Chciałby komuś jeszcze o tym opowiedzieć ale póki co nie ma na to odwagi. Na zewnątrz zapadał powoli wieczór wiec Adam zaczął zbierać się do domu. Zaparkował trochę dalej. Zebrał część pudeł i zaniósł do auta, pamiętając o studzience i skrupulatnie ją omijając. Pomyślał, że zabierze jeszcze pędzle i wałki do malowania sufitu bo już nie będą potrzebne. Wrócił się i przekładając przez bark długie kije zakończone wałkami umazanymi w farbie zaczął zamykać drzwi studia. Chowając klucze do kieszeni jednocześnie szukał tych od samochodu. Odwrócił się zamaszyście i nim się zorientował, wałki w kolorach pomarańczy, bieli i szarości wylądowały na twarzy jakiegoś przechodnia.

-No kurwa! Co jest! – mężczyzna zaczął krzyczeć! -Tak na ulicy?! W ludzi, farbą?!

-Cholera, przepraszam! Nic panu nie jest?!- Adam rzucił pędzle i podszedł do mężczyzny.-Wiedziałem, żeby kupić składane!

-No byłby to dobry pomysł. – mężczyzna wycierał rękawem farbę z oczu. Kiedy udało mu się dostatecznie je otworzyć zobaczył kto był jego napastnikiem. -Adam?! -Zrobił ogromne oczy.

57b5c69f557c1464a952a883a5a6a8ad

-Mikołaj?! Boże, przywaliłem ci z malarskiego wałka!- schował twarz w dłonie.

-Tak się odwdzięczasz za uratowanie Pawła? farbą w pysk?!

-Przecież wiesz, że niechcący! Wybacz, poważnie. – spojrzał na umazanego Mikołaja i zacisnął usta, powstrzymując się od śmiechu.

-Co?! Nie pasują mi takie kolory? To cię tak bawi?

-Pomarańczowy, to zdecydowanie nie twój kolor.

-Tak sądzisz?- ironizował.

-Chodź, umyjesz się, póki nie zaschła. -Adam otworzy drzwi studia i zapalił światło.

-Wow, co tu będzie? -Mikołaj rozejrzał się po pomieszczeniu.

-Moje studio. Zakład fryzjerski.- Adam mówił nieśmiało stojąc w drzwiach i nerwowo mierzwiąc w dłoniach klucze.

-Wygląda imponująco. Geje to jednak mają zmysł estetyczny! – puścił mu oczko i wyszedł do łazienki.

Adam dalej stał w drzwiach i nie wiedział co ma zrobić. Szybko wysłał wiadomość do Pawła: ” Mikołaj jest w studiu, nie pytaj jakim cudem. A ja stoje jak ten debil i nie wiem co robić! Ratuj!” po chwili poczuł wibracje: ” Bądź sobą a na pewno zakocha się na zabój!” -Toś mi kurwa doradził! -mruknął sam do siebie.

-Kiedy otwierasz? -Mikołaj wyszedł z łazienki wycierając twarz w papierowy ręcznik.

-Jak się uda, to za miesiąc.

-Zaprosisz mnie na otwarcie? – Zapytał wprost, patrząc mu prosto w oczy.

-Eee, no oczywiście…. będzie miło, jakbyś był.- spuścił wzrok na podłogę.

-Tak, faktycznie…. będzie miło. – Mikołaj nie umiał odczytać Adama. Ton mu odrobinę posmutniał- Szedłem do domu. Masz gdzieś zaparkowany samochód?

-Tak. Kilka metrów stąd.

-Odprowadzę cię i pójdę sobie dalej. -Mikołaj spojrzał na swoje buty. Oboje wyszli ze studia i powoli szli w kierunku zaparkowanego auta.

-Poważnie Mikołaj…. – odważył się spojrzeć mu w oczy. -Bardzo bym chciał, żebyś był na tym otwarciu. Czułbym się zaszczycony. – Idąc patrzyli sobie w oczy.

-Ale to dopiero za miesiąc…. A ja chciałbym cię…

-Mikołaj, studzienka! -Adam zdążył jedynie zawołać, kiedy Mikołaj zniknął mu z pola widzenia. -Mikołaj? Cholera! -zaczął wyciągać mężczyznę, który jedną nogą utknął w studzience kanalizacyjnej.

-Kurwa, co za dzień! Pomóż mi bo takiego szpagatu to nie zrobiłem od szkoły podstawowej! -oboje usiedli za chodniku i wybuchnęli spazmatycznym śmiechem.

-Nie wiem ile razy będę cię za to przepraszać! Chociaż to gówno, to nie moja wina! Może postawie ci piwo, żeby zadość uczynić? – Adam wycierał ze śmiechu łzy.

-A może dasz się zaprosić na kolację? Bez studzienek i wałków z farbą? – Mikołaj spojrzał na niego spod wachlarza gęstych rzęs.

- O ile nie założysz nic pomarańczowego. – Adam uniósł lekko kąciki ust.

Opublikowano Bez kategorii, kelly Familly, miłość, opowiadania, paddy kelly, romans | 1 komentarz

53. Some love stories never end.

Umówiły się na późny obiad, po pracy. Zarezerwowały stolik w ich ulubionej restauracji, koniecznie w ogródku wśród kwiatów i promieni słońca. Dni mijały nerwowo, każdy czekał na jakikolwiek sygnał od Pawła, bądź kogokolwiek z jego rodziny. Telefony milczały jak zaklęte. Paddy intensywnie szykował się do swojego pierwszego koncertu, który miał odbyć się już za dwa tygodnie. Kilka dni temu w punktach prasowych pojawiło się wydanie dwutygodnika z obszernym wywiadem jakiego udzielił Paddy Edycie. Wywiad został podpisany i teraz zarówno skrzynka redakcji jak i Edyty pękała w szwach. Razem z Polą spędzały godziny na czytaniu maili do Patricka bezpośrednio, bądź do redakcji z błagalną treścią wyjawienia adresu zamieszkania bądź jakiegokolwiek namiaru na muzyka. Obie kobiety chyba nie do końca zdawały sobie sprawę, jak wiele ludzi a w większości kobiet, poruszy ten artykuł. Jak wielkie wzbudzi zainteresowanie. Cały nakład rozszedł się w trzy dni i redakcja musiała zlecić dodruk wydania, co bardzo ucieszyło Łukasza, który obiecał Edycie za to podwyżkę. Kim Lee's travel diary

 

Teraz Pola spiesząc się, wymijała kolejne osoby na chodniku, próbując dotrzeć do restauracji na czas. Na miejscu czekały już na nią Fiona i Dominika. Przeprosiła i sapiąc opadła na krzesło. Były w komplecie.

-No proszę, proszę! Loża szyderców pęka w szwach! Co tam, dziewczynki?-Adam stanął nad nimi zerkając na przyjaciółki spod ciemnych okularów.

-Bo my właśnie… – Fiona zaczęła się tłumaczyć- Wiesz tak rzadko się widujemy ostatnio… no i tego…

-Dobra! Skończ już jęczeć! Dosiadam się. – Adam szybko przysunął krzesło. – Przesuń się trochę Dominika, tyłek ci urósł!

-Żebyś nie przeoczył, gdzie twoje miejsce!

-Bardziej blond już nie możesz być co?! IQ ci paruje! – wszyscy zaśmiali się a Adam pocałował Dominikę w czoło i objął ramieniem. – Bardzo cię kocham! A poza tym, to faktycznie powinnyście dostać lanie w te swoje wielkie dupy! Dlaczego mnie nie zapraszacie na te wasze babskie pierdoły?!

-Bo gadamy o facetach a ty jesteś facetem!

- Ale ja też gadam o facetach. Halooo, zapomniałaś?! Gej! – poklepał się po piersiach. -Powinienem się na was obrazić i więcej wam nie pomagać….- udał obrażonego.

-Ale nie zrobisz tego bo coś od nas chcesz?Czy mam rację? I teraz… za momencik nam o tym powiesz!- Pola wpatrywała się w oczy Adama.

-Weź mu jeszcze pomachaj zegarkiem na łańcuszku przed oczami.-Fiona z Dominiką prychnęły śmiechem.

-Pomożecie mi zaaranżować studio?I trochę przy wykończeniówce?Proszę was! Kupię pączki waszym ślicznym dupkom!

-Eee jak za pączki to pójdziemy! Prawda, dziewczyny?- Pola pękała ze śmiechu.

-Ale jakie? Z różaną marmoladą? Bo z inną mnie nie będziesz miał! – Fiona pokazała język Adamowi.

-Fione posiądziesz tylko na marmoladzie… różanej! No posikam się ze śmiechu! – Dominika opierała czoło o blat stołu, wycierając łzy ze śmiechu.

-Czemu to zawsze ze mnie się nabijamy? Pora na Adasia! -Fiona oburzyła się sztucznie i przeszła do kontry- Jak tam doktorek? Dzwoniłeś?

-Nie! Wiem, jestem małym, wstrętnym tchórzem!Powiedział, żebym zadzwonił w razie jakiejkolwiek sprawy! Rozumiecie, jakiejkolwiek!

- Nie rozumiemy! Przeliteruj „jakiejkolwiek”. – Fiona opadła na oparcie krzesła i założyła nogę na nogę.

-Takaś mądra?! A jak tam mężuś? Do wakacji nie doszło, to już wiemy ale czy oświecisz mnie co się stało?- Adam z szyderczym uśmiechem sięgnął po szklankę z sokiem.

-Cóż, wolał jechać na jachty… sam. Albo raczej z kolegami niż ze mną… – zwiesiła wzrok

-Dupek!- zagrzmiało chóralnie

-Ale to nie wszystko… – Fiona przybrała kolor purpury

don-jon-movie-poster-3

-Zabij nas rewelacjami Filipka!- Adam zamawiał kawę i kawałek ciasta

-Przestań Adam! Tu chyba chodzi o coś poważnego! – Pola nie spuszczała wzroku z zakłopotanej Fiony

- Widzę właśnie ze coś bardzo nie gra! – Dominika ujęła dłoń Fiony.

- Od dłuższego czasu nie sypiam z Filipem.

-Wiesz… to jeszcze nie taka wielka tragedia. Kłócicie się to i z seksem nie wychodzi.

-Dwa dni temu znalazłam u niego tabletki na potencję.- wszyscy zamilkli i opadli na oparcia krzeseł. Każdy wodził po sobie wzrokiem.-No właśnie!- Fiona uśmiechnęła się cierpko. – Sądzę, że Filip mnie zdradza…

-Nie jest taki stary! Musi się wspomagać?

-Adam, zamknij się! Nie czas na żarty!-Dominika uderzyła przyjaciela w  tył głowy.

-I jak sobie z tym radzisz? -Pola chwyciła Fione za dłoń i  ścisnęła dodając otuchy.

-Właściwie, to wiem to od przedwczoraj, więc chyba jeszcze nie wiem, jak sobie z tym radzę!

-A może to nie o zdradę chodzi?-Dominika stukała paznokciami w blat stołu. – Może nie sypia z tobą bo mu… no wiesz… nie staje? Może te tabletki to na ciebie są?

-Tez nie głupie! – Adam wskazał przyjaciółkę. -może nie jest tak źle? Może tylko mu nie staje i nic poza tym!

–Nie krzycz tak!Nie wszyscy muszą wiedzieć! – Pola zrugała Adama. – Dlatego nie zabieramy cię na takie spotkania!

-Jak tak jest na każdym, to od teraz nie przeoczę żadnego! -pokiwał głową i zanurzył usta w gorącej kawie.

-Musisz kochana zdwoić  czujność. Jeśli faktycznie cię zdradza, to musisz mieć dowód. -Pola westchnęła- Inaczej to tylko puste oskarżenia

-A może będziemy go śledzić? – Dominika zatarła dłonie.

-A może po prostu mu nie staje…. – Adam dodał beznamiętnie.

 

 

 

Wczesnym wieczorem Pola zaparkowała pod studiem nagraniowym. Wyciągnęła z samochodu wielkie torby jedzenia i weszła do budynku. Studio było nowe, urządzone w nowoczesnym stylu. Hol był jasny, słoneczny z białymi ścianami i mnóstwem kwiatów. Całe studio dzieliło się na mniejsze i większe pomieszczenia zamykane pod klucz. Na piętrze mieściły się pokoje do wypoczynku z wygodnym łóżkiem, telewizorem i rowerkiem stacjonarnym. Na tyłach był niewielki ale sprytnie urządzony ogród. Całość przystosowana do tego aby jak najdłużej utrzymać artystów w formie i alby ułatwiac im pracę. Jednego nie przewidzieli… jedzenia.

-Pola, planeto ty moja! -Will złożył dłonie jak do modlitwy- Z nieba mi spadłaś! Paddy tak na nich wrzeszczy, że za chwilę rzucą tymi  gitarami i wyjdą! Lars to już czerwony ze złości.

-Słońce ty moje Will, a nie planeto! Co się dzieje? -Pola położyła na stole paczki z jedzeniem

- Presja czasu plus perfekcjonizm nie wróżą nic dobrego, prawda?- wskazał Patricka głową – A ta cholera jest nie do zniesienia! Jak w takim małym ciele tyle złości? – Will zapukał w szybę i wszyscy dostrzegli Polę, więc postanowili zrobić sobie przerwę. Paddy został, kiedy reszta rzuciła się na jedzenie.

-Uratowałam dla ciebie kurczaka curry z ryżem. Zjedz. – Podała mu plastikowy pojemnik.

-Nie chcę! – pocałował ją od niechcenia i dalej przeglądając nuty i zapiski usiadł na podłodze gryząc długopis.

-Paddy ale musisz coś jeść. Od śniadania nic nie przełknąłeś! – Pola ponownie podsunęła mu pudełko.

tumblr_nk8qhrmh1L1u7uffuo1_500

 

 

 

 

 

 

 

-Pola, skarbie… – Spojrzał jej w oczy. Był zirytowany- Nie mam teraz czasu na jedzenie, rozumiesz?!

-Ok! Wiesz co, zrobimy tak!- Odłożyła pojemnik, wyciągnęła papiery z rąk Patricka mimo jego sprzeciwu. – Wstań i wyjdźmy na chwilę.

-Pola, nie zachowuj się jak dziecko! – w jego głosie słychac było coraz większą irytacje i podniesiony ton.- Muszę pracować, czego nie rozumiesz?!

-Nie mów do mnie w ten sposób. Musisz odpocząć te kilka minut chociaż!

-Posłuchaj, rozpraszasz mnie! Zabrałaś mi chłopaków….

-Poszli zjeść! Nie mogą ćwiczyć cały dzień!

- Po co tu przyszłaś?! Wszystko przez ciebie!- Wstał i na powrót wlepił wzrok w nuty. – Widzimy się w domu… – rzucił cicho, kiedy Pola bez słowa wyszła z pomieszczenia.-Kurwa mać! – krzyknął rzucając papierami o ścianę. Oparł dłonie na biodrach i krążył od ściany do ściany.

-Ja tam nie wejdę!-Christian zajadał wieprzowinę z grzybami.

-Niech już będzie ten koncert bo go zabije, jak babcie własną kocham! -kilka minut cały zespół, na czele z Willem, obserwował Paddiego, który przypominając zamknięte zwierzę, krążył ze zdenerwowania.

-A pieprzyć to! -Will cicho uchylił drzwi i wpatrywał się w Paddiego przez chwilę.

-No co?!Też chcesz mnie pouczać?!Jeszcze jakieś mądrości, do cholery?!

-Bez niej cię nie będzie, Paddy….- Will oglądał swój platynowy zegarek na nadgarstku. – Jest w ogrodzie…- W oczach Patricka widać było wyraźną ulgę- Nie pojechała…. została dla ciebie, mały kretynie!

-Dzięki!- poklepał Willa wychodząc ze studia.

Na ogrodzie znajdowąła się duża bujana huśtawka. Dyskretnie oświetlona subtelnym światłem. Wokół słychać było cykady i czuć było słodki zapach kończącego się lata. Przypominała małą dziewczynkę. Nogi skrzyżowane na wyskości kostek, lekko bujając się, patrzyła gdzieś w  przestrzeń. Bez słowa usiadł koło niej. Podała mu butelkę wody, którą od razu wziął do ręki chwilę jej się przyglądając w zamyśleniu.

-Nie jestem idealny…Czasami, niektóre rzeczy mnie przerastają, wiesz?Bardzo chciałbym panować nad własnym życiem. Potrafię dać oparcie i pomoc innym a sam ze sobą sobie nie radzę. – wypuścił głośno powietrze. Wiem, że machina ruszyła i nie mogę się już wycofać, i nie chcę oczywiście ale… Pola, ja się boję. Tego, że nie wyjdzie mi to wszystko. -wskazał na studio.- Że mnie ludzie nie przyjmą, że im się nie spodobam! A jak do Krakowa przyjedzie garstka- wygiął usta- może sto osób? Czasem mam wątpliwości czy wtedy będzie sens robić to dalej? Przepraszam cię… – splótł palce z jej dłonią. Odwzajemniła uścisk- Jesteś niesamowita i bardzo kochana a ja tak cię potraktowałem. Muszę nad tym zapanować, zapanować nad stresem i strachem, że coś bedzie niedopracowane. W końcu obiecałem ci płytę…- ścisnął jej dłoń jeszcze bardziej.

-Paddy, jak długo grasz?

-Od dziecka, odkąd pamiętam….- wzruszył ramionami, przyglądając się ich splecionym dłoniom.

-I dalej masz wątpliwości, że to co robisz, ma sens?- spojrzała mu z niedowierzaniem w oczy. – Ja rozumiem twój wybuch złości przed chwilą, rozumiem stres i napięcie. Nawet to, że katujesz tych biednych chłopaków, żebyście wypadli jak najlepeij ale nie zrozumiem nigdy tego, że wątpisz w swoją pasje, w siebie!-zmarszczyła smutnie brwi- Nigdy tego nie rób, słyszysz! Jesteśmy razem i przeżyjemy twoje wybuchy złości!Masz wrócić na scenę!Nagrać płytę i robić to co kochasz od zawsze! A teraz idź i ćwiczcie dalej! Ja zaczekam na ciebie w domu, bez stresu.

36326301ad387e8b4c884eead6d4c846

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Jesteś niesamowita wiesz? Ale nie ide już ćwiczyć. Wezmę rzeczy i jedziemy do domu! Masz rację, nie mogę w siebie wątpić i w to co robię!Tymbardziej teraz, kiedy we mnie wierzysz!

-Twoje wybuchy złości to trochę jak PMS u mnie. – krzyknęła za nim

-Nie, ty jesteś gorsza! – zniknął za drzwiami.

 

 

KOLONIA

Kira wykończona domowymi obowiązkami i opieką nad liczną gromadka dzieci zasnęła wcześnie przed telewizorem. Angelo za ponad tydzień ruszał w kolejną mini trase koncertową po okolicznych miastach i denerwując się odrobinę, postanowił posprzątać całe piętro. Omiótł wzrokiem łazienkę i dumny z siebie postanowił iż zasłużył na zimne piwko, wypite w ciszy na tarasie. Zajrzał jeszcze do dzieci, które smacznie spały i zszedł na dół. Wyciągnął z lodówki dwa piwa. Po drodze okrył Kirę kocem, wyłączył telewizor i wolnym, zrelaksowanym krokiem wyszedł na taras. NIe świecił na zewnątrz światła. Lubił tak posiedzieć w ciemności, oczyścić umysł.Otworzył butelkę i usiadł na plastikowym krześle.

15941268_1490261191003422_7805022873422203943_n

-Od wczoraj jestem wolny…- z ciemności wyłonił się głos, który strasząc Angelo spowodował jego runięcie z impetem na ziemię.

-Jimmy, kurwa! Zawał mnie złapie przez ciebie! Cholera i piwo wylałem!

-Masz moje. Nie chcę mi się pić. – zabrzmiał smutno.

-Spoko, mam drugie. – Angelo zapalił światło na tarasie. – Źle brzmisz a teraz widzę, że bardzo źle wyglądasz.

- Rozwiodłem się wczoraj…- schował twarz w postawiony kołnierz

-Byłem przy tym. Zapomniałeś?

-Dzwoniłem do Paddiego. Powiedziałem mu.

-A co on na to? – Angelo próbowął odszukać źródła smutku brata

-Ucieszył się. Pogratulował i powiedział, że zasługuje na prawdziwą miłość. taką co góry przenosi.

-On coś wie na ten temat. Dla Poli świat swój zmienił. – przyjrzał mu sie. – I to tak cię smuci?

-Nie odezwała się od tamtej pory… – zwiesił wzrok.

-Kto? Meike?

-Fiona….

-Boże ty zaś o tym? Pewnie spędza czas z mężem. Z MĘŻEM!-dodał dobitniej.

-Myślałem, że chociaż wiadomość napisze.

-Tak jest łatwiej dla niej, dla ciebie tez, Jimmy. – brat postanowił zatrzymać dla siebie to, że zauważył miłość. Jego brat się zakochał. Niestety nieszczęśliwie.

-Paddy za kilka dni gra w Krakowie. -Jimmy zmienił temat. -Jedziesz?

-Nie mogę, cholera. Trasę mam. Ale ty chyba jedziesz? Byłbyś dupkiem jakbyś nie pojechał! Tyle dla ciebie zrobił ostatnio…- Angelo pokiwał głową i upił solidny łyk piwa.

-Zdradziłem go, Angelo… Nie mogę dłużej, nie wytrzymam! Nie mogę patrzeć mu w oczy. Tyle lat!-Jimmy szarpnął swoje włosy.

-Co zrobiłeś?- blondyn podniósł głos- Co zrobiłeś kurwa mać, mów?!

-Pamiętasz jak byliśmy w większości razem i urządzaliśmy ogniska co weekend?

-Pamiętam, miłe czasy.

-Na jednym Paddy urżnął się jak świnia i spał na ławce, przy ognisku.

-Noooo faktycznie! Pamiętam! Ale była impreza.

-Przespałem się wtedy z Andreą. – zwiesił wzrok, szczęki pulsowały mu niebezpiecznie. Nastąpiła niekończąca się cisza.

-Jesteś gnojem, Jim. – Angelo mówił bez emocji, spokojnie. – Robisz tyle złego i wszystko ci się wybacza. A najwięcej krzywd wyrządzasz właśnie jemu, brak mi słów do ciebie, bracie.- wstał z głębokim westchnieniem- Jedz do Polski a jemu nic o tym nie mów. Ma Polę, jest szczęśliwy. Nie zrujnuj mu tego.- poklepał go po nodze i wszedł do domu. W drzwiach balkonowych zapytał jeszcze nieruchomego Jima- Kto wie?

-John. Nakrył nas. – nie obrócił się.

-John. No oczywiście!- wyszeptał i cicho zamknął drzwi od tarasu. Obrócił się i zobaczył Kirę przykrytą kocem, miała otwarte oczy. Nie spała.

-Słyszałaś?

-Każde słowo. – Angelo pokiwał jedynie głową i zniknął na piętrze.

 

WARSZAWA

Samochód Pierra podjechał z samego rana pod blok Poli. Mężczyzna wyciągnął teczkę z dokumentami a w drugiej ręce trzymał pudełko pączków. Pogwizdując wbiegł na piętro i kopnął w drzwi. Otworzyła mu Pola w szlafroku.

-Zgłupiałeś? Miałeś być godzinę później! -ziewnęła.

- Ciężka noc? Paddy nie daje ci żyć?-zmierzył ją wzrokiem.

-Nie twoja sprawa! Wchodź!-warknęła

-Nie sądziłem, że z niego taki ogier! – położył pudełko pączków na blacie w kuchni.

-A ty co? Za dużo porno w nocy?! Co cię to obchodzi?!

-Dbam o twoją niedoszłą ciążę!

- Że co proszę?!- Poli wypadł pączek z dłoni. -Skąd wiesz?

-No wiem… co? Jakaś tajemnica? Przecież to takie spoko… pracujecie nad dzieckiem.

-Ale ty mi za chwilę  zaczniesz do łóżka zaglądać a ja wtedy cię zabije!

-Presadzasz! Przyjaźnimy się, tak? Nie mogę o to zapytać?

-Są jakieś granice i ich się trzymajmy ok?!

-To jak, mam ci zabrać już tą kawę i zacząć mówić do ciebie per mamuśko?

-Zrób tak a ręcznie cię wykastruje! Masz ubaw, jak tak się pastwisz nade mną co?

-Odrobinę. – śmiał się szyderczo. – Oj , zluzuj poślady! Obraziłaś się na mnie?

-Nie!- krzyknęła z łązienki

- Bardzo?

-Tak!

-To co, mogę już na ciebie uważać, jak na ciężarną?

-Nie. – dodała smutno, otwierając drzwi.

-Przykro mi? Przytulić cię?

-A zniesiesz to?

ae3dbaba1ac59d943e986cabb34af5c4

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Może nie wyskoczę przez okno! – rozłożył ramiona i po chwili przytulał do siebie Polę.

-A skąd wiesz?- dodała już spokojnym tonem

-Widziałem u ciebie w torebce na wierzchu test ciążowy. Nie martw się, w końcu wam się uda.

-Od niedawna się staramy więc nie panikuje.- wzruszyła ramionami.

-No to co aferę robisz! – Pierre delikatnie pchnął Polę na kanapę. – Kawę mi rób kobieto i siadamy do roboty!

- A ty masz kozę w nosie! – schowała się w łazience, chroniąc się w ostatniej chwili przed lecącą poduszką.

-Sama jesteś koza! Z nosa… – zaczął rozkładać materiały na stole w salonie. – głupia baba! – dodał pod nosem. – nagle zadzwonił dzwonek do drzwi

-Otwórz! – zabrzmiało z łazienki

- A czy ja wyglądam na odźwiernego?

- Ubieram sie. Pierre nie bądź menda i otwórz!- po chwili otworzył drzwi mieszkania.

-Właśnie Pierre, nie bądź menda! – w drzwiach stała Dominika.

-A ty tu czego?

-Zauważyłeś, że nie jesteś u siebie? – weszła do mieszkania. – Paddy gdzie?

-Pojutrze koncert, więc pewnie już się przeprowadził do studia, tylko nie zdążył mi o tym powiedzieć. – Pola wyłoniła się z łazienki.

-Porywam cię! – Dominika schowała okulary przeciwsłoneczne do tylnej kieszeni.

-Gdzie? Oszalałaś? Czwartek rano? A robota?

-A tam! Pierre to załatwi, prawda złociutki?

- Nie? Jadę z wami. I nie nazywaj mnie złociutki! Co ja kurwa, Midas jestem?

-No to jedziemy wszyscy! Szybciej! Jeszcze po Adasia musimy skoczyć.

-Domi, kochanie. Skup się i odpowiedz mi w końcu, gdzie jedziemy?

-Na Podbiel! No a gdzie?!

Około godziny później cała czwórka dojeżdżała do małej miejscowości gdzie mieszkali rodzice Pawła. Na ścisłe centrum składało się kilka ulic, gdzie zadko przejeżdżał samochód. Dookoła widać było jedynie zadbane domy jednorodzinne i wiejskie gospodarstwa. które jakimś cudem utrzymały swój wiejski klimat.

-Ależ tu jest cudownie! – Dominika odetchnęła pełną piersią.

-Gdzie wyście mnie wywiozły?! – Pierre rozglądał się przerażony.

-Nie płacz francuzik! Sam chciałeś jechać! – Adam poklepał go po plecach.

- W razie czego przygotowałam mały piknik to możemy gdzieś zjeść. Ale po drodze widziałam małą knajpkę więc możemy zaryzykować.

-Olać jedzenie! Co teraz? -Pola poprawiała włosy. – Podjedziemy pod jego dom?

-Jesteśmy pod nim! To ten na wprost nas.

-Zgłupiałaś?! Zobaczy nas!

-No i? Przecież was nie pamięta! Ale fakt, trzeba coś wymyśleć. -Pierre odpalił papierosa i podniósł maskę auta. Coś szarpnął – No to teraz masz auto zepsute.

-Zgłupiałeś?! Nie mogliśmy udawać, że zepsute? Musimy na wieczór być w Warszawie!

-Kiedy ty blondyna rozglądałaś się za jedzeniem i knajpami, a swoją drogą masz jakieś zboczenie z tym, to ja widziałem warsztat samochodowy. W kilka godzin będziesz mieć gotowe. Nie jęcz!

-Cicho, Paweł na ogrodzie. Pierre pod maskę! – Pola szarpnęła przyjaciela, który udawał, że naprawia samochód. Pola z Dominiką udawały, że o czymś rozmawiają, dyskretnie podglądając Iglesiasa. Adam stał koło Pierra i również obserwował ogród.

-Jak do nas wyjdzie to nie możemy nic zrobić bo zobaczy nas jego matka.

Paweł wolnym, choć stabilnym krokiem wyszedł na taras, z którego zszedł do ogrodu i ze wzrokiem wbitym w ziemię spacerował między krzewami i drzewami. Co chwilę dłonią dotykał kory bądź liści. Minę miał skupioną jakby… próbował sobie przypomnieć. Po dłuższej chwili zamyślenia, podniósł wzrok i dostrzegł dziwną grupę ludzi kręcących się wokół samochodu. Najwyraźniej mieli jakiś problem, postanowił pomóc. Powoli zmierzał w ich kierunki.

-Przepraszam, zgubiliście się?- Zapytał nieśmiało.

-Ee, nie… Auto nam nawaliło.-Adam podszedł do Pawła.

-Poznaję was. Byliście w szpitalu. – Spojrzał Dominice w oczy.

-Mamy tam przyjaciela.- jedyne co potrafiła wykrztusić.

-Jak się miewa?

-Już lepiej, z tego co widzimy. – Adam poprawił włosy dłonią.

-Co tu robicie? Czy to nie dziwne, że akurat tu się spotykamy?Pod moim domem?

-Wcale nie dziwne! – wszyscy naraz zaczęli zaprzeczać.- Przejeżdżaliśmy tędy. Jak tylko naprawimy samochód, jedziemy dalej.

-I akurat koło mnie?- Paweł podejrzliwie zmarszczył brwi. Przyjaciołom robiło się powoli gorąco ze zdenerwowania.

-Masz koleś jakiś problem?!- Pierre z impetem zamknął maskę auta i doskoczył do Pawła.

-Nie! Spoko! Po co te nerwy!Kilometr wcześniej jest warsztat mojego kumpla. Prosta droga. Nie denerwuj się kolego!- Paweł odsunął się bezpiecznie od Pierra.

-Nie jestem twoim kolegą i się nie denerwuje! Idziemy! -zwrócił się do reszty osłupiałych przyjaciół.

-Nie podwiozę was, nie mam auta. Przykro mi.

-Poradzimy sobie! -Pierre warknął pod nosem.

-Do widzenia! – ujął dłoń Dominiki- Chciałbym ujrzeć cię jeszcze kiedyś, przypadkiem….

Po przejściu kilku metrów i upewniwszy się, że Iglesias zniknął w domu, zaczęli rozmawiać.

-Po coś się odezwał?! I czemu od razu chciałeś go bić?!-Adam naskoczył na Pierra.

-Nie chciał go bić. Zrobił to dla nas! – Pola od niechcenia zaczęła tłumaczyć. – Palił nam się grunt pod nogami a Iglesias za dużo zadawał pytań, stąd reakcja Pierra.

-Właśnie! Nie czepiaj się mały! Tyłek ci uratowałem! -Pierre odpalił papierosa.

-Fuj, idź z tym smrodem na tyły. – Dominika przegoniła go do tyłu.

-I tak nie interesuje mnie o czym gadacie! – naburmuszył się.

-A jak o tobie? – Pola puściła oczko do Pierra.

- To będziecie mieć przejebane jak Pinokio w krainie termitów! Serio mówię!

Dotarli w końcu do warsztatu. Zgłosili awarię auta i Adam pojechał po nie z mechanikiem. Reszta spacerem udała się na obiad do okolicznej knajpki, podziwiając piękno okolicznej przyrody. Kiedy tak rozsiedli się przy stole i zamówili jedzenie kazdy popadł w chwilowe zamyślenie. Każdy myślał o Pawle.

-Dalej nic nie pamięta… Długo już!

-Ale ja coś zobaczyłam jak maszerował po tym ogrodzie. -Dominika wypiła łyk chłodnej coli – On próbuje sobie przypomnieć! Ja to po nim widzę. To trochę tak jakby miał lukę w pamięci. Widać, że coś mu nie gra!

-Ta, piąta klepka!-Pierre prychnął. – Wybaczcie, muszę zadzwonić. -wyszeł na zewnątrz.

-Też to widziałem u Pawła. – Adam dołączył do reszty. W tej samej chwili usłyszeli rozmowę ze stolika obok. Rozmawiało dwóch wyrośniętych mężczyzn.

-Ty, słyszałeś, podobno Skolan wrócił!?

-Nie gadaj?! Warszawka mu się znudziła?

-Ty się lepiej o Warszawkę nie martw, tylko pilnuj siostry i matki! Wiesz jaki on jest!

-Wiem! Rucha wszystko co popadnie! – Na te słowa Dominika zaczęła się krztusić.

-Mamy zaległe sprawy z nim. Jestem mu coś winien. Odwiedzę go dzisiaj, jak się wyrobię.

-A co, dziewczynę wywozisz do innego miasta?

-Tego błędu już nie popełnię… – dopił piwo- Do matki ją zawiozę!- dwóch wyrostków wybuchło śmiechem po czym wyszli z knajpki.

-No cały Iglesias! Czemu mnie to nie dziwi!-Pola grzebała w jedzeniu

-Nie moge słuchac takich rzeczy! Niedobrze mi się robi!

-To co, jemy i zbieramy się do domu? Nic tu po nas! – Pierre pisał wiadomość na telefonie- Zobaczyłaś go, zrobiliśmy z siebie kretynów a poza tym chyba Paddy was potrzebuje!

-Rany boskie! Paddy! Zapomniałam o nim! – Pola klepła się w czoło. -Jemy i spieprzamy do domu!

 

PODBIEL, WIECZÓR

Naszykował sobie kolację. Lekarz zalecał wstrzymanie się od spożywania alkoholu, postanowił jednak zaryzykować i nalał sobie kieliszek czerwonego wina. Nie mógł przestać myśleć o blondynce z dzisiejszego dnia.Kim ona była? Rodzice pojechali do kina. Było cicho i spokojnie. Z kieliszkiem wina w ręce rozsiadł się na kanapie i zaczął przeglądać stare zdjęcia ze swojego dzieciństwa. Usłyszał dzwonek do drzwi. szybko opróżnił kieliszek i poszedł otworzyć.

-Skolan! Czyli to jednak prawda, że wróciłeś!

-Darek! Kupe lat! -Paweł wysilił się na uśmiech.

-Bez takich gnoju! Jestem ci coś winien! – To mówiąc wymierzył Pawłowi mocny cios w szczękę. Mężczyzna z impetem upadł na podłogę dwa metry dalej.

-To za Agatę! Zebyś pamiętał, że cudzych kobiet się nie bzyka!

-Przepraszam! – wdążył wydukać nim napastnik zniknął. – w sumie należało mi się! – dodał do siebie leżac dalej na podłodze.

Chciał jak najszybciej zmyć z siebie ten dzień. Wspomnienie tamtej kobiety, to jakim był człowiekiem i jakie niesie to z sobą konsekwencję. Obejrzał w lustrze swoją szczękę, oceniając jej stan. Zmyć z siebie to paskudne uczucie i pozbyć się tej bezsilności. Stał chwilę pod strumieniem wody, pozwalając aby ciepłe krople masowały jego ciało, które z dnia na dzień wracało do formy. Zamknął oczy i w ułamku sekundy zobaczył przed oczami urywki, obrazy które w żaden sposób nie potrafił dopasować do swojej przeszłości. Nagle zobaczył ją. Wytatuowaną blondynkę. Zobaczył jak ją poznaje, w barze. Przypomniał sobie małego geja, jego przyjaciela. Zacisnął mocniej powieki. Pola… Zobaczył ją. Leżącą na marmurowej podłodze, całą we krwi. Przypomniał sobie Marka.Znalezione obrazy dla zapytania damon salvatore shower gif

Od nadmiaru obrazów i przebłysków jakie zalewały jego umysł, osunął się na zaparowaną ścianę kabiny. Ostatkiem sił skupił się najmocniej jak umiał. Zobaczył Paddiego a na koniec przed oczami stanęła mu jedna twarz, której nie zapomni do końca życia… Weronika! Powoli zalewała go fala wspomnień ostatnich ośmiu lat. Na koniec przypomniał sobie swój wypadek a raczej, kto go spowodował i co mówiła Weronika.

-Kurwa tyle czasu straciłem! Boże, pamiętam wszystko! Ona tu była! Nie wierzę! Ona, Pola, Adam i nawet ten głupi Pierre! – zaczął śmiać się na całe gardło. – Jutro do nich wrócę!

 

WARSZAWA.

Paddy wstał bardzo wcześnie. Zrobił kawę tylko sobie i wyszedł na balkon. Wciągnał żeśkie powietrze budzącego się dnia. Słońce dopiero wschodziło. Dzisiaj był ten dzień. Dzisiaj grał swój pierwszy koncert po latach przerwy. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Will prawie nie spał i wszystkiego pilnował. Wiedział, że to są ostatnie chwile ciszy i spokoju dzisiaj. Wypił jeszcze kilka łyków kawy i wrócił do sypialni. Odgarnął kosmyk włosów z policzka Poli. Kochali się przez pół nocy, tak jak za pierwszym razem, kiedy się poznali. Potrzebował tego, silnego uczucia wzajemnej miłości i może trochę męskiej pewności siebie. Z nią wszystko było cudowne. Zwykła codzienność przy niej stawała się niezwykła a proste rzeczy nabierały głębi i wyrazu. Z nią chce spędzić resztę życia. Z tą myślą schował pudełeczko na pierścionek do swoich rzeczy. Palcem naznaczył linie na jej nagich plecach po czym lekko pocałował w odsłonięty kark.

-Co? Zaspałam?! -Pola poderwała się nagle na równe nogi. – Która godzina?! Spóźniłam się?

-Co ty bredzisz? Jest jeszcze wcześnie. Nie chciałem cie budzić. Przepraszam, miałaś ciężką noc. – puścił jej oczko z zawadiackim uśmiechem.

- Nie dałeś mi złapać oddechu to fakt. -pogłaskała jego policzek, na co on ucałował wnętrze jej dłoni, – Chyba nie sądziłeś, że wyjedziesz bez pożegnania?

-Chciałem, żebyś sie wyspała.

-Zrobię to w aucie. W końcu jadą wszyscy, więc kierowców do wyboru.

-Szkoda, że Pawła nie będzie.

-Zobaczy cię jeszcze nie raz.Nic nie poradzimy. – dodała smutno.

-To kto w końcu jedzie?- Paddy mył się a Pola stała w drzwiach łazienki.

-No ja Dominika, Fiona z Filipem, Pierre…

-Nie gadaj? Nie przepuści mi?

-Mnie się wydaje, że on cię lubi bardziej, niż ci się wydaje.

-Łukasz?

-W Paryżu coś załatwia. O,  nawet Alex ma jechać podobno. Chyba sobie nie odpuścił Dominiki jeszcze.- przyjrzała mu się. – A od ciebie z rodziny ktoś będzie?- zapytała nieśmiało.

-Wybiera się PsychoPatka i Maite.

-I ktoś jeszcze? – zapytała podejrzliwie.

-Jeśli pytasz o Jima to tak, przyjedzie razem z siostrami. Może nawet zostanie już na stałe. Rozwiódł się, pamiętasz?

-Pamiętam oczywiście. Martwię się tylko o Fione…

-Są dorośli. On jest moim bratem a ona twoją prawie siostrą. Nic nie zrobimy jeśli się nie dogadają. Nie będziemy ich prowadzić za rękę, Pola.

-Oczywiście, zgadzam się. Nie chce tylko dokładać jej kolejnych kłopotów.

-Sądzę, że Jim wie co robi. – Paddy uciął rozmowę i zaczął pakować podręczny bagaż. -Jadę skarbie.

-Jedzcie ostrożnie. – Pocałowała go namiętnie. – Zobaczymy się za kilka godzin.

-Będziecie wcześniej?

-Zanim otworzą klub. Reszta sobie nie przepuści. A ja chcę być z tobą i wspierać cię najlepiej jak potrafię.

-Już to robisz! – wskazał palcem na jej pierś. -Zostawiam je. Przywieź mi z powrotem!- przekroczył próg mieszkania

-Co mam ci przywieź?- podeszła do drzwi, kiedy Paddy wchodził do windy.

-Moje serce. Zostawiam je przy tobie!- Patrzyła na niego pełna miłości, kiedy drzwi windy zamknęły się i Pola zniknęła mu z oczu.

-No to zaczynamy. – wypuścił głośno powietrze, wsiadając do auta Willa.FB_IMG_1475744464455_1476033919911

KRAKÓW, WIECZÓR

Garderoba była mała, odrobinę za ciemna. Przypominała trochę większy składzik na szczotki. Wrócił z toalety i usiadł przed lutrem patrząc w swoje odbicie. Był zadowolony z tego kim się stał i gdzie był we własnym życiu. Wszystkie wspomnienia, przeżycia, tamten wieczór kiedy stał na parapecie okna… to wszystko wydawało się tak odległe, zapomniane. Przed nim było jedynie światło i nadzieja lepszego jutra. Czuł, że nic złego nie może go już spotkać. Całe życie nie wiedział, że chce być tu i teraz…. i właśnie był. Uśmiechnął się sam do siebie. Chwilę później rozbrzmiało pukanie do drzwi. Pomyślał, że to już i szybko otworzył. Takiej ilości ludzi ta garderoba albo składzik, jeszcze nie widział. Pierwsza weszła Pola, w dłoni trzymała małą, rozkwitniętą różę jerychońską. Uśmiechała się ciepło i serdecznie. Reszta dosłownie staranowała wejście. Było ciasno i wesoło. Wszyscy śpiewali, bądź rozmawiali. Nawet Pierre zdawało się, że odrobinę wyluzował. Po pół godzinie w drzwiach pojawił się wysoki mężczyzna z słuchawką w uchu.

-Michael?! Halo Paddy! Ludzie!!- krzyknął z całej siły- Więcej was tu nie weszło!? Gdzie Paddy?

-A tu! – towarzystwo wypchnęło go przed szereg.

-Nie popychaj mnie Adaś! – Paddy poprawił koszule.

-Na szczęście! -Pola wbiła się wargami w jego usta i na oczach wszystkich mocno go pocałowała,wtulając się w niego całym ciałem.

-A my mamy to na szczęście! -Paddy poczuł kilka kopniaków na swoich pośladkach.

I poszedł. Najpierw na scenie pojawili się muzycy przy chóralnych brawach. Jednak kiedy wyszedł Paddy oklaskom i krzykom nie było końca. Po kilku minutach tłum pozwolił dojść mu do słowa. Przywitał się, powiedział jak to miło być z powrotem na scenie i że ma nadzieję na więcej spotkań z fanami.

Rozbrzmiały pierwsze takty „Ares Qui”. Pola, stojąc za kulisami, zaciskała kciuki. Widziała, jak przez pierwsze kilka chwil Paddy pocił się ze zdenerwowania. Jednak determinacja i owacje tłumu bardzo mu pomogły. Zanim zaczął śpiewać, spojrzał w bok, prosto na nią, puścił jej oczko i zagrali pierwsze takty.

W połowie Paddy zaśpiewał „Brother, brother” i wtedy za Polą pojawił się Jim. Wymienili jedynie całus na powitanie i stali w ciszy, wpatrując się w Patricka.

-Gdzie reszta?-Pola wyszeptała

-Ogląda na piętrze. Umówili się z Paddym w garderobie po koncercie. Do tłumu nie zejdą, boją się trochę…. zresztą ja też. Poza tym, to on jest dzisiaj gwiazdą.

-Dopiął swego. – Pola pogłaskała Jima po ramieniu

-Ano dopiął… – Jim dojrzał w tłumie bawiących się Fione a obok tańczącego Filipa.Poczuł nagłe ukłucie w sercu. Uświadomił sobie jak bardzo będzie teraz samotny. Tylko oni mu zostali i nie miał zamiaru ich krzywdzić.

Koncert po dwóch godzinach dobiegł końca. Paddy wychodził na bis dwa razy. Ostatnią piosenką było „An Angel” przy akompaniamencie jedynie gitary.  Paddy pożegnał się i obiecał więcej koncertów w Polsce. Powiedział, że jest zaszczycony widząc tyle przyjaznych osób i dziękował po raz kolejny, że o nim nie zapomnieli. Kiedy zszedł ze sceny za kulisy Pola rzuciła mu się w ramiona. Zatopili się w pocałunku.

-Widziałaś?! Widziałaś ile ludzi przyszło? Jak wypadliśmy? Jestem taki szczęśliwy!- uniósł Polę do góry i okręcił wokół siebie.

-Kochanie byłeś genialny! To było coś niesamowitego! Aż chcę cię zaciągnąć go garderoby i zrobić z tobą inne niesamowite rzeczy!

-To chodź! Na co czekamy?

-Na imprezę!- znikąd pojawił się Will. -Jedziemy do hotelu na party. Musimy oblać nasz pierwszy sukces! – poklepał Patricka po plecach. – Bzykać się będziecie jutro w domu, pszczółki!

DWA DNI PÓŹNIEJ, WARSZAWA.

Paddy z Polą pożegnali się z samego rana z Patricią i Maite, które wracały do Kolonii. Jim od czasu powrotu do Warszawy, unikał zarówno Patricka jak i Poli a przede wszystkim Fiony, która nawet chciała porozmawiać z nim na imprezie w Krakowie ale nie było sposobności. Jim zasłaniał się pretekstem odświeżenia swojego mieszkania, więc i brakiem czasu. Łukasz wrócił z Paryża i po wysłuchaniu relacji z koncertu postanowił, że Pola z Pierrem napiszą relacje z niego, skoro oboje tam byli. Edyta wyjechała na kilka dni do Monachium zrobić kilka wywiadów. Alex zaszył się gdzieś z Gwen i nie dawał znaku życia. Reszta przyjaciół postanowiła uczcić sukces Patricka we własnym, swojskim gronie. Fiona postanowiła zorganizować grilla i w ten sposób świętować z przyjaciółmi. Toastom i śmiechu nie było końca. Co chwilę ktoś wstawał i wygłaszał przemowę, jakim to jest szczęściarzem będąc przyjacielem Paddiego. Fiona pod pretekstem przygotowania czegoś w kuchni zamknęła się w łazience i wysłała smsa do Jima: „Są wszyscy u nas. Chyba nie chcesz być takim bratem. Paddy chciałby żebyś tu był. Bez względu na nas, proszę cię, zrób to dla niego. Obiecuję,nic się nie wydarzy! Proszę przyjedź.” Po kilku sekundach dostała odpowiedz ” Przyjadę. Dziękuję.” Uśmiechnęła się do ekranu i wróciła do towarzystwa.

Czerwona Toyota podjechała pod dom Fiony i Filipa. Wysiadł z niej wysoki, przystojny mężczyzna. Poprawił skórzaną kurtkę i powoli wszedł do ogrodu. Ominął dom i skierował się bezpośrednio tam skąd słyszał śmiech i stukanie szklanek.

-Mam nadzieję, że tęskniliście chociaż trochę?-uśmiechnięty Iglesias stał kilka metrów od nich. Wszyscy zaniemówili. Tak jakby czas się zatrzymał.

-Kurwa, nie wierzę! -Adam upuścił sztućce.

c4132aabcfac28ae167e81adb710a539

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-A to później.- zmrużył oczy i zrobił kilka kroków. Podszedł do Dominiki i obejmując ją w pasie uniósł do góry nie wypuszczając z objęć. Wplótł jej palce we włosy i delikatnie głaszcząc kark -Powinienem zrobić to już dawno temu! – Pocałował ją. Długo, namiętnie. Reszta zaczęła bić brawo. – A teraz coś jeszcze! – nagle wypuścił ją z rąk. Wskoczył na stół, przewracając kieliszki z winem i resztę talerzy. Nie tym się przejmował. Kroczył na drugi koniec stołu gdzie siedział Filip. Zeskoczył tuz przed nim, chwycił go za koszulę uniósł do góry i wymierzył dwa szybkie i silne ciosy prosto w twarz!

-Ty gnoju! Ty chodząca kurwo! – krzyczał.

-Paweł uspokój sie! – Dominika krzyknęła ale Pola ją powstrzymała. Nikt się nie wtrącał.

-Nie teraz! – warknął

-Czego ty chcesz?- Filip wycierał krew

-Jak mogłeś mi to zrobić?! Jak mogłeś zrobić to jej?! – wskazał na Fionę – Z Weroniką? Zdradzasz żonę z moją byłą dziewczyną?! Ty skurwysynie! – uderzył jeszcze raz- Ile to już trwa?! Miesiąc,dwa a może dłużej?!- kolejny cios. Adam z Paddym odciągnęli w końcu Pawła od zataczającego się Filipa. Między nich weszła Fiona, z kamienną twarzą spojrzała w twarz mężowi. Zaciskając szczęki wysyczała.

-Wypierdalaj z naszego domu! Słyszysz? Zejdź mi z oczu. – Wszyscy podeszli bliżej i stanęli za Fioną.

Opublikowano Bez kategorii, kelly Familly, miłość, opowiadania, paddy kelly, romans | 3 komentarzy

52. Sound of silence

-Pani Skolan, proszę wejsć. – Neurolog wpuścił matkę Pawła, która minęła sie z Mikołajem w drzwiach.

-Co się tam dzieje?! Tamten nic nam nie chciał powiedzieć!- Pola z Dominiką doskoczyły do lekarza.

-Proszę zawołać do sali pana Skolana psychiatrę, na konsultację. – Mikołaj zwrócił się do pielęgniarki.- A wy… no musimy pogadać moi drodzy. – jego smutny wzrok zatrzymał się  odrobinę za długo na oczach Adama.

3d84c3a64f0c6c07eadd5ac8419cc6bb

-Co? Jaki psychiatra? Jakie pogadać? Mikołaj, co się dzieje?

-Jak ja mam wam to powiedzieć! – wplótł palce we włosy jednocześnie unosząc koszulkę i odsłaniając kawałek umięśnionego brzucha. -Paweł ma… on was nie pamięta.- spuścił wzrok. Zaangażowął się w tą sprawę. Czuł ich strach, ból, rozczarowanie. Byli tak podobni do niego…

-Jak to, nas nie pamięta?-Dominika ze łzami w oczach wyszła przed resztę przyjaciół. -Nikogo?

-Ustalimy to. Wiem, że ciebie i Adama nie pamięta. Musimy ustalić jak daleko posunięta jest amnezja i ile lat mu umknęło.

-Lat?! Amnezja? O co tu chodzi?!

- Amnezja pourazowa wywołana obrzękiem…

-Mikołaj ale po ludzku. – Adam przerwał mu w pół zdania.

-Może w każdej chwili odzyskac pamięć. Tak w skrócie. – rozłożył ręce – mogło dojść do tego na skutek urazu, obrzęku, bądz mikro wylewów jakich doznał. Tego nie wiem. Kardiologicznie jest ustabilizowany i będę chciał odstawić mu leki. Ale to jest najmniejszy problem, jak sądzę.

- Coś możemy zrobić?Jakoś pomóc? – Pola ściskała dłoń Patricka.

-Chwilowo nie. Wiem, że kusi was wejść do niego i opowiadać mu o waszej przyjaźni ale to najgorsze co możecie zrobić. On wtedy kolokwialnie ujmując, zgłupieje do reszty. Hej, ale nie martwcie się. Większość wraca do formy i odzyskuje pamięć. Musimy być dobrej myśli.  Muszę wracać do sali. Będę was informował, ok?- zniknął za drzwiami.

- Czyli co, nie mogę nawet go przytulić?! Pola co to znaczy?- Dominika wpadała w coraz większą histerię.

-To tak jakby miał cię przytulać obcy facet. Nie możemy kochanie. Nie możemy… – Pola głaskała przyjaciółkę po włosach, próbując uspokoić.

-Wiedziałem, że tak będzie! Że coś pójdzie nie tak!-Adam kopnął w ławkę.

-Dobra, dosyć tego! -Paddy krzyknął. – Siadać wszyscy! Ale już! – poczekał aż wszyscy zasiądą na ławce. – A teraz posłuchajcie mnie. Nie ma co się załamywać,płakać i histeryzować! Po pierwsze Paweł żyje, jest przytomny i z jego sercem wszystko w porządku! Mikołaj powiedział, że to kwestia czasu aż odzyska pamięć. A tak się stanie! Musimy tylko być cierpliwi i w to wierzyć. A to potrafimy, tak? Poczekamy. Będziemy blisko niego ale…

-Nie z nim…-Adam skończył za Paddiego.

Ledwo to powiedział, z sali zabiegowej wyjechało łóżko z Pawłem, zaopatrzonym w różne kroplówki, wejścia i inne urządzenia monitorujące. Jechali powoli, łóżko pchał neurolog w asyście pielęgniarki. Pawła za rękę trzymała mama a Mikołaj sunął smutno za nimi. Cała ekipa przyjaciół jedyne co mogła zrobić to patrzeć. Każdy miał łzy w oczach. Był tak blisko nich, przytomny a jednak nieosiągalny. Siedzieli posłusznie na tej ławce, która przypominała im więzienie, z którego nie mogą się wydostać.

 

Nagle Paweł odwrócił głowę i spojrzał Dominice prosto w oczy. Patrzyli tak na siebie  dłuższą chwilę.  Ona ledwo łapała oddech, po policzku spływały jej łzy. Żeby nie rzucić mu się w ramiona, mocno ściskała dłoń Poli. Paddy jako jedyny nie patrzył na Pawła. Nie potrafił się obrócić. Nie miał w sobie aż tyle odwagi.

-Mamo kim są ci ludzie? Kim jest ta kobieta?-Paweł cicho zapytał. Matka spojrzała pytająco za neurologa, który jedynie pokiwał głową.

-Nie wiem skrabie. -pogłaskała go chłodną dłonią po spoconym czole.

-Ci państwo są z pokoju obok. Przyszli do kogoś innego. -Neurolog wyjaśnił.

-Rozumiem… ta kobieta… wydawało mi się przez sekundę…. ale chyba nie. Nieważne, przepraszam doktorze.

-Proszę odpoczywać. Nic na siłę. Dużo Pan przeszedł. Wieczorem przyjdzie do pana neurolog i psychiatra. Musimy ocenić stan pana mózgu. Proszę się o nic nie martwić. Jesteśmy na najlepszej drodze.- puścił łóżko i pielęgniarka zawiozła Pawła w asyście matki do sali.

-Nic tu po nas. Jedźmy do domu. -Pola pierwsza wstała.

-Masz rację. Jedzie ktoś do kogoś?

-My odpadamy. Ja przyjechałem prosto z lotniska i chciałbym wrócić do domu.-Paddy bawił się kluczykami od samochodu

-Ja muszę przysiąść nad projektem. Praca nie może czekać w nieskończoność.

-Pracuje na noc. -Dominika machnęła dłonią, – No już muszę, za długo się wykręcałam. Jak ktoś nie ma co robić,to niech przyjdzie do „Chill”.

-Ja nie mam. Wieczorem przyjdę do ciebie kochana na drinka, albo dwa, ewentualnie sześć!- Adam silił się na dowcip.

-Ty? Po sześciu to by cię wyskrobywali z fugi w kiblu! Takie małe ciałko to położą trzy max cztery.-Dominika poszła przodem.

- I teraz zastanawiasz się, po ilu kładzie się doktorek? -Paddy poklepał Adama po plecach a widząc mnę przyjaciela dodał – Tak, widać jak na dłoni, że na niego lecisz.

-No może trochę… – towarzystwo zaczęło się rozchodzić.

1b85bb73dbd7ece28bbf9c033978dcd3

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po drugiej stronie drogi oddzielającej szpital stał biały, sportowy samochód. Opierał się o niego Pierre, paląc papierosa.

-Jesteś pewny, że okna są po drugiej stronie? -Alex zapytał palącego przyjaiela

-Jestem pewny. Poza tym są drzewa, gówno widać.- zmierzył Alexa wzrokiem- Jak Iglesias? Źle wyglądasz.

-Nic nie pamięta.

- Z wypadku nie pamięta?

-Nic kompletnie! Pamięta swoją matkę i przyjaciół z dawnych lat. Nie pamięta Poli, Adama… Dominiki.

-Noo… to masz jeszcze szansę, przyjacielu. -poklepał go po plecach z szyderczym uśmiechem

- Nie rób sobie jaj! Nic nie pamięta! Lekarz mówi, że to przejściowe.

-To nie ma czym się martwić. Najważniejsze, że żyje i stary nie odstrzeli ci łba. Chodź, jedziemy coś zjeść.

 

 

Nie dojechali do mieszkania. Zatrzymali się trochę wcześniej, przy ich ulubionym parku. Zaparkowali i bez słowa, trzymając się za ręce, niespiesznie poszli na spacer. Wyglądali jak normalna para zakochanych. A przecież byli tacy inni, wyjątkowi i naznaczeni przez los. Paddy mocno ściskał dłoń Poli, co jakiś czas całując jej wierzch. Czuli bezradność w obliczu niedawnych wydarzeń. Nie mogli nic zrobić. Tak bardzo tęsknili za Pawłem.

-Nie tak wyobrażałem sobie mój powrót i nasz wspólny pierwszy dzień, po moim powrocie.- usiedli na swojej ławce, przy niewielkim stawie.

-Najpierw sądziłam, że przyjedziesz dzień wcześniej- uśmiechnęła się smutno – głupia, posprzątałam mieszkanie i nawet okna umyłam.- pokiwała głową. – Chciałam być taką prawdziwą panią domu, kolacja w piekarniku czekała.

-Skarbie, nie musisz robić się na panią domu bo już nią jesteś! – Uśmiechnął się- A co upiekłaś?-szturchnął jej ramię.

-Nie nabijaj się!

-Nie nabijam! Chcę wiedzieć na co umrę. – odkręcił butelke z sokiem lekko unosząc kąciki ust

-Pij sok… póki jeszcze możesz! – pokazała mu język.

-Martwię się.-odezwał się po kilku minutach.

-Przeczekamy to, prawda? Wytrzymamy, aż nas sobie przypomni!

-Wytrzymamy. Nie mamy innego wyjścia. Mikołaj będzie nas informować, tyle naszego!

 

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ, WARSZAWA.

 

-Odbierz! Odbierz! Proszę cię Polka, odbierz ten cholerny telefon! – Dominika skakała po pokoju, próbując założyć spodnie, z słuchawką przy uchu. Pola nie odbierała. -Paddy! – rozłączyła się i wykręciła drugi numer. – Paddy, wiem że głuchy jesteś ale odbierz, błagam! Obudź się i odbierz ten telefon, kurwa mać!

-Słucham?! Czego chcesz o siódmej rano? I oby było to coś ważnego, bo jak Boga kocham….

-Paweł! – wysapała. – Szpital! Mikołaj dzwonił.

-Co się stało?- głos Patricka w momencie zmienił się na czujny i rozbudzony. -Polka, wstawaj!

-Wypisują Iglesiasa.

-No to super! Co? Nie super?

58b7b805fc_73095984_o2

-Żadne kurwa super! Podobno psychiatra z neurologiem chcą go wypisać ale…. – wzięła głęboki oddech- … ale wywożą go do matki! Wiesz gdzie leży Podbiel? Taka wieś?

-Kobieto,ja tego nawet nie potrafię wymówić. Poczekaj… dam ci Polę.

-No halo? Paddy już mi powiedział.

-Nie gadamy, tylko zbierajcie się! Za dwie godziny Pawła już nie będzie! Dzwonie do Adama i Fiony. Cholera, nawet nie możemy się z nim pożegnać!

-Już się zbieramy. Czekajcie na parkingu pod szpitalem. – Pola rozłączyła się. Paddy już był w łazience.

-Ale jak chcą go zabrać?-Mówił z ustami pełnymi piany.

-Nie wiem. Dominika mówiła chaotycznie. -Pola zakładała bieliznę -Ale pewnie psychiatra i ten głupi neurolog stwierdzili, że Pawła nie można zostawić samego a matkę pamięta więc pewnie dlatego tam jedzie.

-Racja. Przecież on nikogo tutaj nie pamięta. -Paddy wyszedł do sypialni a za nim weszła Pola. Pośpiesznie ubrali sie i wybiegli z mieszkania.

-Muszę zadzwonić. Ty prowadź!- Paddy rzucił Poli kluczyki i wyciągnął telefon.- Christian? Wiem, że za dwie godziny mamy próbę ale muszę jechać do szpitala. Poradzicie sobie beze mnie? Nie, nie ze mną. Czuje się bardzo dobrze. Mamy problem z przyjacielem ale opowiem później. Zadzwoń do Willa, żeby nie płakał. Tak wiem, że on się popłacze dopiero wtedy jak mu powiemy, że święty Mikołaj nie istnieje ale to nie temat na teraz! – prychnął śmiechem. -Do zobaczenia.- rozłączył się i zwrócił do Poli – A ty jak dzisiaj? Widzisz się z Pierrem?

-Tak, ale później. Mam po niego zadzwonić.

-Po niego? Przyjedzie do nas?- Paddy odrobinę podniósł głos.

-Jeszcze ci nie przeszło? Paddy, to się już nudne robi! Pracuje z nim. Skąd u ciebie taka zazdrość?

-Byłem zdradzany, stąd chyba… nie wiem. – wzruszył ramionami. – Wybacz.

-Zdrada, to jest chyba jedyna rzecz, której bym ci nie wybaczyła.

 

Fiona od dziesięciu minut siedziała u siebie w biurze rozmawiając z klientem.

-Panie Malinowski, ale to sklepienie musi tak wyglądać inaczej cała konstrukcja nie miałaby najmniejszego sensu. Przygotowałam dla pana kilka rodzajów terakoty do wyboru.- zadzwonił jej telefon. – Przepraszam.- odebrała – Słucham?Dominika, co się stało?!

-Pawła zabierają. Wywożą go.

-Gdzie? Nic z tego nie rozumiem!

-Kurwa nie dyskutuj, tylko przyjeżdżaj do szpitala! Czekamy na parkingu. – Dominika natychmiast się rozłączyła.

-Przepraszam pana ale… – chwilę się zastanowiła-… mój przyjaciel mnie potrzebuje. Zresztą… nie ważne! Proszę, tu jest numer do mojego męża bezpośrednio. Proszę zadzwonić i z nim kontynuować tą rozmowę. Ja muszę wyjść. Potrzebują mnie!- wybiegła bez słowa pożegnania,

 

W remontowanym lokalu Adam zawsze był pierwszy. Kupował kawę i czekał na ekipę budowlaną. Lubił przyjeżdżać wcześniej i delektować się zapachem świeżości i ciszą otaczającą go wokoło. Wyobrażał sobie wtedy, jak to będzie, czy mu się uda, jak potoczy się jego kariera?Z zamyślenia wyrwał go dzwonek telefonu.

-Co tam siostro? Jak to go wypisują? Gdzie? Do matki? Ja pierdole, już jadę! – Rzucił wszystko i łamiąc przepisy drogowe szybko odjechał w stronę szpitala.

Wszyscy przyjechali niemal jednocześnie. Każdy mówił w tym samym momencie tworząc na parkingu niezłe widowisko.

-Ej, słuchajcie!- Alex próbował ich przekrzyczeć.- Zamknijcie się wreszcie! – wszyscy ucichli- Tak lepiej. – speszony schował dłonie do kieszeni spodni. – Proponuje zrobić tak. Niech dwie osoby idą do Mikołaja dowiedzieć się jaka jest sytuacja. A dwie inne niech idą po kawę bo godzina jest tak okrutna, że jeszcze moje lewe oko się nie obudziło.

-Adam, chodź do Mikołaja. – Dominika pociągnęła przyjaciela za rękę i ruszyli w stronę szpitala. Reszta ruszyła po kawę.

Po kilku minutach wszyscy spotkali się na ławkach znajdujących się kilka metrów przed głównym wejściem do szpitala. Siedem osób, z kubkami w dłoniach usiadło jeden obok drugiego. Każdy w napięciu obserwował wejście do budynku.

-Paweł, tak jak wam wspominałem, nie pamięta mniej więcej ostatnich ośmiu lat swojego życia. – Mikołaj siedział w środku towarzystwa i tak jak reszta popijał kawę. – Zatrzymał się na dniu, kiedy miał podpisać umowę z agencją i przeprowadzać się do Warszawy. Neurolog i psychiatra doszli do wniosku i dodam, że straszna pani Skolan przyczyniła się do tego, że najlepiej będzie zabrać Pawła w miejsce, które pamięta. Na jego własne śmieci, że się tak wyrażę. To powinno pomóc wrócić mu na właściwy tor. – Wszyscy patrzyli w jedno miejsce. Na drzwi.

Najpierw pod wejście podjechał ojciec Pawła parkując najbliżej jak się da. Drzwi rozsunęły się i cała ekipa przyjaciół, łącznie z Mikołajem pochyliła się do przodu, ledwo trzymając się ławki. Paweł wyjechał na wózku inwalidzkim w asyście matki i pielęgniarki. Powoli wstał i z grymasem bólu, podpierając się na ramieniu własnego taty krok za krokiem zmierzał do samochodu. Wszyscy wstrzymali oddech. Dla każdego z nich był to zarówno szczęśliwy moment i tragiczny zarazem.

-Pamiętajcie proszę, to jest chwilowe i przejściowe. -Mikołaj starał się pocieszać  i tak jak reszta nie odrywał wzroku od Pawła – On do was wróci. Musicie sie cieszyć. To jest lepsze niż jakby miał gnić w szpitalu nieprzytomny.

Iglesias na kilka sekund podniósł wzrok, przyglądając się każdemu z przyjaciół. Zmarszczył brwi, nic nie rozumiejąc. Nie wiedział dlaczego tylu obcych ludzi tak mu sie przygląda. Zatrzymał wzrok na Dominice. Skupił na niej swoje spojrzenie i nie odrywał go, aż do momentu ruszenia samochodu. Dominika cała dygotała. Łzy spływały jej po policzkach. Jej największy przyjaciel i miłość jej życia właśnie odjeżdżał a ona nie mogła nic z tym zrobić. Nie mogła go zatrzymać. Nie mogła powiedzieć mu to co chciała powiedzieć od dawna.Że go kocha. Całym sercem go kocha i że on też kocha ją, tylko że… jeszcze o tym nie wie…Odjechał.

16649504_226558624472496_3643242135841371154_n

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Do zobaczenia… przyjacielu. -Paddy jako pierwszy odezwał się odprowadzając wzrokiem odjeżdżający samochód

-Do zobaczenia. – Reszta powtórzyła chórem.

3 DNI PÓŹNIEJ

Poranki ostatnio bywały coraz cięższe. Zbliżała się połowa sierpnia i upał powoli zaczynał wszystkim doskwierać. Paddy obudził się jako pierwszy. Wypił kilka łyków wody, prosto z butelki i poprawiając bokserki zaspanym krokiem poszedł do łazienki. Jak co rano dobudzał się pod chłodnym prysznicem. Umył zęby i zabrał się za układanie włosów, przeklinając pod nosem. Jego wzrok przykuł lakier do włosów Poli. Kaszlnął kilka razy, zagłuszając psiknięcie i spryskał włosy. Zadowolony z siebie otworzył drzwi i stanął twarzą w twarz z zaspaną Polą.

-Ja tylko… pomyliłem się…-pokazał na skład kosmetyków

-Dobra, dobra. I tak wiem, że podkradasz mój lakier do włosów. Jak zaczniesz używać mojego pudru to będę się martwic. A teraz puść mnie bo muszę do łazienki.

Paddy smażył omleta z szynką a Pola robiła kawę. Co chwilę dokuczali sobie podkradając co lepsze kąski ze swoich talerzy.

-Przypominamy trochę stare małżeństwo, prawda? – Pola odniosła talerz do zlewu i na stojąco dopijała kawę, przeglądając jakieś dokumenty.

-Odrobinę. Ale mi to nie przeszkadza, wręcz odwrotnie. Kocham ciebie i to, że mam do kogo wracać po pracy. Rozświetlasz mi każdy dzień, mała! -Pocałował ją w policzek.

-Pracy? Przez większość dnia siedzicie pewnie i żartujecie! A na pewno obijacie się!

-A już nie! -Paddy z uśmiechem uniósł palec ostrzegawczo. – Teraz cisnę chłopaków mocno. Will załatwia pierwszy koncert pod koniec września w Krakowie.

-Już we wrześmniu? Nie za wcześnie? Za miesiąc?

-Wiesz jaki z Willa świr. Uparł się na „Rotundę”. A on nie odpuści!A to wolny termin.  Lada moment ruszamy z reklamą. -Paddy zatarł z radości dłonie.

-Cholera, muszę iść! -Pola spojrzała na zegarek- Skarbie porozmawiamy o tym wieczorem, ok?

-Pola czekaj! – chwycił ją za dłoń- Jakieś wieści o Pawle?

-Zadzwonię dzisiaj do jego matki. Może coś będzie wiadomo. – zakładała szpilki- Zjemy na mieście?

- Przyjedź do studia. Kocham!

-Ja ciebie też! – Krzyknęła będąc już w drzwiach.

Do studia dojechał wyjątkowo szybko. Nikogo jeszcze nie było. Zrobił sobie drugą kawę dzisiejszego poranka i zaczął studiować teksty i aranżacje pierwszego koncertu. Pomyślał o wyjściu na scenę. Czuł w sobie silne, skrajne emocje. A jak nie dostanie braw, jak nikt nie przyjdzie? Jeśli wszyscy o nim zapomnieli?Czuł strach ale i podniecenie. A jeśli wszystko się uda i znowu to poczuje? Tą euforie, to uczucie bycia panem sytuacji. Już prawie panował nad własnym życiem. Pomyślał o Poli. O widoku jej zaspanych oczu kiedy się budzi. O jej włosach niedbale uczesanych na czubku głowy kiedy wspólnie jedzą popcorn i oglądają filmy wieczorem. Pomyślał o jej bosych stopach, kiedy przy blasku świec, spędzają wieczory tańcząc policzek przy policzku. Wyobraził sobie ten pierwszy raz na scenie. Te kilka pierwszych minut kiedy trema i stres go nie opuszczają i wtedy zobaczył własnie ją, stojącą za kulisami. Ten widok dodawał mu odwagi i pomagał mu jeszcze silniej dążyć do celu. Z zamyślenia wyrwał go odgłos ożywionej dyskusji. Do studia agresywnie weszła Edyta a za nią Will.

-Kiedy ja ci mówię, że ten artykuł jest dobry! – Will wymachiwał kartkami przed twarzą kobiety.

-Dobra to jest woda w Szczawnicy!

-Co? Gdzie?

-Nie ważne! Uduszę cię zaraz! Przed chwilą mówiłeś, że jest zadowalający!

-Lubię być zadowalany! To nie grzech.

-O czym my w ogóle rozmawiamy Will?! Hmm? Lwią cześć musiałam wyciąć z tego. – Edyta pomasowała skronie- Pod warunkiem, że mi to będziesz autoryzować!

-Nie napiszesz o Poli. Za wcześnie! – Will warknął.

62ee049ac5fa55520a71f8ae820e2aa1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

- Wtrącę się może trochę. -Paddy wszedł w słowo kłócącej się dwójce. – Chcę, żeby Edyta napisała o Poli. Nie mam nic do ukrycia!

-Ale nie chcesz podawać jej imienia ani zawodu? Prawda? – Will spojrzał na Patricka zmartwionym wzrokiem. – Powiedz, że nie?

-No nie! Oczywiście, że nie! Od samego początku to mówiłem. A chcesz napisać inaczej? – Gniewny wzrok powędrował na Edytę.

- Kurwa nie wytrzymam z wami! Nie chcę! I to próbuję powiedzieć temu głupkowi od dłuższego czasu ale mnie nie słucha!-tupnęła obcasem w podłogę.

-Ej! Głupku to do swojego faceta mów!

-Ona nie ma faceta!-Paddy zripostował

-Nie mam faceta!- warknęła

-A chciałabyś mieć?-Will uniósł zawadiacko brwi.

-Poważnie? Ty? -podeszła bliżej – Nawet jakbyś był ostatnim facetem na ziemi i od nas zależało by przetrwanie gatunku.

-To co?

-Ziemia by wyginęła! – odwróciła się na pięcie – Paddy, puszczę druk o Poli i przysięgam, że nie napisze o żadnych szczegółach. Wystarczy, że ty się wystawiasz tym sępom! – spojrzała na Willa – A ty nie opanuj się odrobinę. – spojrzała na jego spodnie – Siad, pies! – powoli wyszła ze studia.

-Leci na mnie! – Will poprawił marynarkę.

 

-Tiaa… Jak dzik na agrest! -Paddy wywrócił oczami i poszedł do reszty zespołu, który pojawił się niepostrzeżenie. -Panowie do roboty! – wypił łyk kawy. – „one more song”? Ok? Lecimy! – zaczęli grać.

 

 

W godzinach wieczornych Dominika zmierzała do pracy. Odkąd nie było Pawła czuła się coraz gorzej. Wcześniej, kiedy był nieprzytomny i tak czuła się lepiej bo chociaż był. Blisko niej. Fatalnie jej z tym było. Czuła do siebie wstręt za takie myśli.Powinna czuć radość! Paweł żyje i wyszedł ze szpitala. Jest dobrze. Powinna sie cieszyć, musi się cieszyć! Jaką jest teraz przyjaciółką! Ta myśl towarzyszyła jej po całych dniach. Każdy z jej najbliższych zajął się swoim życiem. Fiona wykonuje ważny projekt na duże pieniądze i oczywiście kłóci się z Filipem. Pola próbuje zajść w ciążę i szaleje w pracy. Paddy planuje niedaleki koncert. Adaś remontuje swój nowy lokal. Miała wrażenie, że stoi w miejscu.z Tak jakby brakło jej jednego z trybików aby ruszyć dalej, na przód. Tęskniła za nim aż do bólu. W każdej chwili przeglądała ich wspólne zdjęcia na telefonie. Nawet teraz, zrezygnowała z samochodu by móc cieszyć się chłodnym wieczorem i móc jeszcze raz na niego spojrzeć.

Wybiła 19 kiedy przekroczyła próg „Chill” witając się z przerośniętym ochroniarzem. Szybko przebrała się na zapleczu, poprawiła makijaż i spryskała szyje perfumami. To był jej codzienny rytuał i teraz robiła to już bezwiednie. Przywitała się z kelnerami i pozostałymi barmanami i punkt 19.30 wszyscy ruszyli na swoje stanowiska. W klubie było już trochę ludzi. Kilka młodych kobiet tańczyło na parkiecie. Powoli zaczynali schodzić się klienci zaraz po pracy na „jednego drinka”. Wraz z wybiciem godziny 22 zaczynali schodzić się stali bywalcy. Robiło się tłoczno i ochroniarze nie wpuszczali już ludzi. Dominika miała stanowisko na wprost drzwi wejściowych a po prawej parkiet i loże na wzniesieniu.

W drzwiach klubu nagle pojawił się nie kto inny a Pierre w towarzystwie dwóch pięknych, skąpo ubranych kobiet. Szepnął coś do mijającego go kelenera, który natychmiast odprowadził kobiety do loży a na stole położył butelkę drogiej whisky i butelkę szampana. Pierre podchodząc do Dominiki jednym zgrabnym ruchem rozpiął marynarkę i ściągnął krawat.

-Dominika.Miło cię widzieć! – Położył dłoń na blacie baru i rozejrzał się po sali.

- Jak ty nie umiesz kłamać. Przechować go?- sięgnęła po krawat.

-Gdyby tak nie było… – pochylił sie do przodu- wybrałbym inny klub, prawda?

-Dziwki? -Wskazała brodą na kobiety w loży.

-Owszem. Tak na deser. – uśmiechnął się szyderczo odpalając papierosa.

-Coś ci polać?

-Nie, dziękuje. – wskazał na lożę – Tam mam wszystko co mi jest potrzebne. Trzymaj się Dominika.- puścił jej oczko i udał się do swoich towarzyszek. Po niepełnej godzinie do Pierra dosiadł się mężczyzna w średnim wieku. Był lekko wystraszony i odrobinę spocony.  Dominika jedynie rzuciła okiem i wróciła do swoich zadań. Na mężczyźnie zwiesiła się jedna z kobiet, kręcąc biustem przed jego oczami.

-Hej Dominika. Co tam?! – Nagle koło baru pojawiła się Edyta z jakąś blondynką.

-Edzia! Poczekaj chwilę! – krzyknęła i wróciła do klienta. – Dwa razy „krwawa Merry z podwójną krwią” tylko nie zabij potem nikogo! – zrobiła balon z gumy do żucia i wróciła do koleżanki. – Co tam kochana? Miło cię widzieć! Co wam podać?

-Tequila sunrice, dwa razy! -kobiety usiadły przy barze, kiedy dostały swoje drinki.

-Wybaczcie dziewczyny ale mam tu dzisiaj urwanie głowy…

-Jasne, leć! My się trochę zabawiamy! Musimy odreagować. Facet ją rzucił! – Edyta wskazała na koleżankę.

 

-Jak postępuje sprawa Pawła Skolana? -Pierre wrzucił kilka kostek lodu i napełnił szklankę whisky.

-W toku. Pod koniec tygodnia będzie przesłuchiwany facet, którego Skolan potrącił. – Starszy mężczyzna wytarł pot z czoła.

-To nie będzie konieczne.- Za Pierrem stała opalona brunetka wkładając mu namiętnie dłonie pod koszulę.

-Prowadzę tą sprawę. Jako prokurator muszę pewne punkty wykonać. Papier musi przyjąć, sam rozumiesz. – mężczyzna rozłożył bezradnie ręce. Pierre chwilę przyglądał mu się w milczeniu mrużąc oczy.

-Zostawcie nas samych. – Oderwał od siebie dłonie kobiety, które natychmiast poszły na parkiet potańczyć.

-Skolan jest niewinny! -Pierre odezwał się dopiero jak zostali sami

- Rozumiem, że stosowna ilość gotówki uczyni go niewinnym?- Mężczyzna poprawił marynarkę- Niestety jest świadek, ten poszkodowany.

-Tak, rozumiem… – Chwilę obserwował kostki lodu pływające w szklance. – Bardzo opieszale traktujecie to dochodzenie. – delikatnie uniósł kąciki ust.

-Co przez to rozumiesz?-prokurator zalał się czerwienią.

-Nie dostaniesz kasy za uniewinnienie Skolana…-Pierre pewnie pochylił się w stronę rozmówcy, jednocześnie sięgając do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki, wyciągając z niej średniej wielkości kopertę.

-Wiedziałem, że zmądrzejesz!

-Nie prowokuj mnie! -Pierre odpalił papierosa i odchylił się na oparcie kanapy. Wtedy właśnie zobaczył ją. Dostrzegł Edytę, jak tańczyła z jakąś koleżanką na środku parkietu, wśród tłumu ludzi. Wyróżniała się.

11266379_1430439317264519_1616697959_n

 

Zatrzymał na niej spojrzenie. Powoli mierzył ją wzrokiem. Jak dzikie zwierze szykujące się do ataku. Widział jej rozpuszczone, błyszczące włosy, lekko rozchylone usta, wydatne piersi, schowane pod nienachalną, czerwoną sukienką. Nie potrafił oderwać od niej wzroku.

-Co tu jest? – Z zamyślenia wyrwał go prokurator

-Dowody, że Skolan jest niewinny. – zaciągnął się papierosem, patrząc dalej na tańczącą Edytę. -Jest tam również nagranie z monitoringu kasyna, gdzie widać, że to nie on prowadził.

-Skąd to masz?

-Zapoznaj się z tym. Masz tydzieńi Skolan ma być oczyszczony z zarzutów

-Nie będzie to takie proste.

-Nie interesuje mnie to! – próbował ściągnąć jakoś jej spojrzenie.

-Gdzie jest Łukasz? Z nim lepiej załatwia się takie interesy.

-Pod wierzą Eiffla! Wyjdź! -mężczyzna pośpiesznie pozbierał materiały ze stolika, dopił drinka i najszybciej jak mógł opuścił lokal. Pierre został sam. Nagle Edyta obróciła się i spojrzała prosto na niego. Zdziwienie, zaskoczenie i lekkie zawstydzenie malowało się na jej twarzy. Patrzył bez jakiejkolwiek reakcji. Zahipnotyzowała go. Edyta przymknęła powieki i dalej bujała się w rytm muzyki. Pierre położył kilka banknotów na stole i powoli wszedł w tłum tańczących ludzi. Edyta na chwile otworzyła oczy, zobaczywszy, że Pierre zniknął pomyślała, że opuścił lokal. Wplotła dłonie w rozpuszczone włosy, lekko odchyliła głowę do tyłu i pozwoliła się ponieść rytmom. Stał tuż za nią. Nic nie uszło jego uwadze. Skradał się powoli, niepostrzeżenie. Podszedł do jej pleców. Położył jej dłoń na brzuchu, przyciskając jej biodra do swoich. Odchyliła głowę jeszcze bardziej, kładąc ją na ramieniu Pierra jednocześnie odsłaniając nagą szyje. Poczuła intensywny dreszcz biegnący od kręgosłupa kiedy zimne od lodu wargi Pierra musnęły jej szyje. Naznaczyły linię od obojczyka aż po płatek ucha. Nagle poczuła słabnący ucisk. Szybko obróciła się i jedyne co zobaczyła to plecy Pierra znikające w drzwiach klubu. Tańczyła jeszcze chwilę.

Po kilku minutach zrobiło jej się duszno. Postanowiła wyjść na zewnątrz odetchnąć. Zaraz za nią wyszedł pijany, rudy facet. Po kilku krokach rzucił się na Edytę i chwilę szarpiąc się z nią udało mu się zrobić kilka kroków zaciągając ją na tyły klubu. Odginając jej ręce do tyłu sapał do jej ucha obrzydliwe, zboczone słowa. Nie trwało to długo, bo kilka minut później Pierre jedną ręką chwycił rudego faceta za ubranie skutecznie odciągając go od Edyty. Papierosa skierował na bok ust i wymierzył dwa silne ciosy prosto w twarz mężczyzny łamiąc mu przy tym nos.

-Nie wiesz, że panie to się ładnie prosi o zgodę na takie zabawy?! – napastnik wstał próbując rzucić sie na Pierra. – Serio? Jak chcesz! – Chwycił rudego faceta za ręce i tak samo wykrzywił je do tyłu przyciskając go jednocześnie do ziemi. – Masz szczęście, że ona patrzy! Inaczej już byś nie żył! – wysyczał mu do ucha.

-Co się tu dzieje? – na tyłach klubu pojawił się ochroniarz.

-Masz gwałciciela. Niedoszłego. – Pierre cisnął rudym w ochroniarza, który momentalnie zniknął z nim za rogiem.

-Dziękuje. – Edyta zdążyła wyszeptać.

-Co ty sobie myślałaś, co?!-Pierre ścisnął ją za barki i delikatnie przycisnął do ściany. – Sama włóczysz się po nocach? Wiesz co mogło się stać gdyby mnie nie było? – Z jego oczu ciskały pioruny

d13fa986fcce4b257cad574c062230f1

-Ale byłeś? – jego ucisk z każdą sekundą powoli malał a twarz nabierała spokoju. – Nie poszedłeś…- Patrzyła mu w oczy. Jego usta były niebezpiecznie blisko. Dłonie zsunęły się z jej ramion i nie odrywając od niej oczu odszukał jej dłonie wplatając w nie swoje palce.

-Nie poszedłem… wiedziałem, że wyjdziesz… – otaczał ich mrok. Jego szept był jedynym dzwiękiem jaki słyszała. Czuła jego oddech pachnący whisky mieszającą się z drogimi perfumami. Jego usta ledwo dotykały ust Edyty. Powietrze między nimi można było kroić. Jego szeroko otwarte oczy wpatrywały się w nią kiedy drżała przyciskana do ściany ciężarem jego ciała. Bała się poruszyć. Nagle coś się zmieniło w oczach Pierra. Uwolnił jedną dłoń a drugą natychmiast pociągnął ją w kierunku klubu.

-Zamówiłem ci taksówkę. Opłacona- z tymi słowami wpakował ją do samochodu. Spojrzał na nią jeszcze raz smutnym wzrokiem i uderzając w dach pozwolił by auto dojechało. Odpalił papierosa i bez jakichkolwiek emocji stał na chodniku patrząc za odjeżdżającą taksówką….

 

Opublikowano Bez kategorii, kelly Familly, miłość, opowiadania, paddy kelly, romans | 1 komentarz

51.Love will keep us alive

PIĄTEK, KOLONIA

16807509_1746148339048066_7671681962056696492_n

Korytarz sądu był długi, wysoki, ciemny i przepełniony złowrogą atmosferą. Na sali rozpraw dobiegała końca pierwsza wokanda w sprawie rozwodu Jamesa Kelly. Ludzie powoli zaczęli opuszczać salę a wraz  z nimi wyszli John, Paddy i Angelo. Nikomu nie było do śmiechu. Nastroje były posępne. Paddy oddalił się kilka metrów wykonując telefon do Poli. Rozmawiali ze sobą dwa razy dziennie. Bardzo za nią tęsknił. Chciał już wracać do Polski. Rozmowa była krótka, podawał suche fakty dotyczące rozwodu Jima. Na ławce przy sali rozpraw pozostali bracia usiedli i w milczeniu czekali aż Jim skończy rozmowę z adwokatem. Paddy pożegnał się z Polą i obiecał, że zadzwoni później po czym wrócił do braci.

-Straszne to było! – Paddiego aż zatrzęsło. – Rozwody są dołujące!

-Ee, nie było tak źle. -Angelo wykrzywił usta w podkówkę.

-Dlatego, że wszystko przebiega bez orzeczenia o winie, a co za tym idzie, bez wyciągania całego syfu i wszystkich afer Jima. Jest lepiej niż się spodziewałem.

-Długo to trwało. Już późne popołudnie.

-A spieszy ci się jakoś, gdzieś?

-Właśnie Paddy, przecież ty prawie jak na wakacjach jesteś?

-E no odczepcie się! Stwierdzam tylko! Jak chcecie to możemy tu jeszcze posiedzieć z dwie godziny. -Paddy uniósł ręce w geście poddania.

-Zjadłbym coś! -Angelo pogłaskał się po brzuchu.

-Zjedz moją prawie byłą żonę! Może w końcu najesz się do syta. – Jimmy podszedł do reszty.

-Co ty! Ona taka chuda! Musiałby ze trzy takie zjeść!

-Albo hamburgera! – Angelo zdawał się ich nie słyszeć.

-To chodźmy do jakiejś knajpki, gdzie dają dobre hamburgery i jeszcze lepsze piwo. Zasłużyliśmy chyba, co nie?

-Ty na pewno, bracie.- Paddy z Jimem objęli się ramionami i ruszyli w kierunku wyjścia. Reszta poszła za nimi.

 

WARSZAWA

-Cholera, ruszcie te swoje pieprzone cztery litery! -Fiona co chwilę wciskała klakson, przeklinając pod nosem na tworzący się coraz większy korek. Podgłośniła radio i nie mogąc nic zrobić, poddała się opadając na fotel. Szybko wysłała smsa do Filipa, że się spóźni. Wyciągnęła z torby paczkę ciastek zagryzając powoli ustępujące nerwy. ” Spoko. Czekam na ciebie w domu” odpisał po chwili. – No a gdzie masz czekać, na dworcu? -Fiona prychnęła śmiechem.

Po trwającej w nieskończoność, chwili podjechała pod dom. Wyciągnęła z bagażnika torby z zakupami i lekko zmęczona weszła do domu. Od progu uderzył ją zapach pieczonego kurczaka, estragonu, tymianku i czosnku. Odrobinę zbiło ją to z tropu. Z kuchni wyłonił się Filip, wycierając dłonie w niewielką ściereczkę.

-O, dobrze,że już jesteś! Chodź, mam niespodziankę. – pociągnął ja za rękę do salonu, gdzie stał odświętnie nakryty stół, na którym paliły się trzy świece -Usiądź. – Fiona nadal zdziwiona usiadła i wzmogła czujność. Nie wiedziała jak ma się zachować. Filip na chwilę zniknął za drzwiami by po chwili wrócić z bukietem różowych tulipanów. Wręczył je Fionie i ucałował jej dłoń. – Chce cię przeprosić. Ostatnio zachowywałem się jak kretyn. Tyle znosiłaś. Postaram się poprawić.

6fd2f4e68f4e534b675a6d4d081656e5

 

-Kwiaty…- powąchała je – są piękne! I ten obiad. I dzieci wywiozłeś…Filip, chyba naprawdę masz wyrzuty sumienia.

-Nie, skąd! To nie wyrzuty. Głupio mi najzwyczajniej! Chcę załagodzić sytuację. Po tym co zobaczyłem… wtedy, jak Pola wyciągała cię z tej łazienki to dotarło do mnie, ze to wszystko moja wina. Że przesadziłem.

-Przesadziłeś, masz rację. Ale chyba możemy iść dalej i patrzeć przed siebie.Chyba już najwyższy czas…-westchnęła- przestać oglądać się za siebie.

-To świetnie. Zjedzmy w takim razie! Cały dzień stałem przy garach. -Filip zaczął nakładać porcje a Fiona miała dziwne wrażenie, że czegoś brakowało w tych przeprosinach. Bardzo szybko uleciała gdzieś jego skrucha, nie wiedziała tylko dlaczego. Zaczęła podejrzewać, że to co mówił, było nieszczere. Uśmiechnęła się sztucznie i z miną pełną podejrzeń zaczęła jeść. Po dwóch kieliszkach wina, wypitych do obiadu, atmosfera rozluźniła się a Fiona uspokoiła odrobinę.

-Bardzo to wszystko miłe i takie… nie podobne do ciebie.

-Może zrozumiałem swój błąd?

-Tak, zapewne. – dodała z przekąsem.

-No przestań się już dąsać!

-Filip, chcę ci coś powiedzieć. – spuściła wzrok i w zamyśleniu mazała widelcem esy- floresy na talerzu – Coś co miało miejsce po naszym powrocie z Francji… – podniosła wzrok i spojrzała mężowi w oczy. Już miała kontynuować gdy nagle zawibrował jej telefon. – Przepraszam. – szybko odczytała wiadomość. – „rozwód w toku. Myślę o tobie. Będzie tak, jak chcesz. J.” – wzięła głęboki oddech i szybko skasowała wiadomość.

-Co chciałaś mi powiedzieć? – Filip opadł na oparcie krzesła- Co się działo po naszym powrocie z Francji?- Fiona zamyśliła się na kila minut, nerwowo przeczesała włosy spoconą dłonią.

-A to? Nic takiego, tez mam niespodziankę. -uśmiechnęła się sztucznie-Wykupiłam nam wakacje za dwa tygodnie, Hiszpania. Lecimy sami.

-Nie mogę. – Filipowi pulsowały szczęki. – Umówiłem się… z Jackiem. Na jachty. Mogłaś powiedzieć wcześniej. Poza tym chyba masz nieskończony projekt dla Malinowskiego?

- Tiaa… – Fiona uśmiechnęła się szyderczo. – Po pierwsze, od kiedy Jacek i jachty stali się ważniejsi ode mnie i od nas?-odłożyła z impetem widelec- A po drugie, drogi mężu, projekt dla Malinowskiego nie robię sama, a o ile sobie przypominam ty też należysz do spółki i chyba jeszcze pamiętasz jak wykonywać swoją pracę?!

-Zaczyna się. – wypuścił głośno powietrze- Zrobiłem kolację, wywiozłem chłopców, przeprosiłem, nawet cholerne kwiaty ci kupiłem a tobie i tak jest mało! Królewna znowu niezadowolona!- krzyczał- I powiem ci coś jeszcze, nie jestem twoją własnością i jak będę chciał to pojadę na te kurewskie jachty, czy ci się to podoba czy nie!

- Nie moją własnością do cholery a moim mężem! To chyba do czegoś zobowiązuje?!

- Zastanawiam się czy nie zmienić tego statusu!- wyszedł z salonu, trzaskając drzwiami. Została sama, wśród ciszy własnego domu. Wzięła do ręki kieliszek z resztką wina i wyszła do ogrodu. Nie miała w sobie już takich emocji, jak kiedyś. Nawet krzyk Filipa nie robił na niej większego wrażenia. Kolejny dzień, jak większość…ostatnio. Filip krzyczał o rzeczy błahe i większe. Dzisiaj było inaczej, przyglądała mu się, kiedy kolejny raz wyładowywał na niej swój gniew i miała wrażenie, że patrzy na obcego mężczyznę, że nie zna już własnego męża, że go nie poznaje. Filip stał się dla niej arogancki, złośliwy, wszystko egzekwował krzykiem. Z biegiem czasu ten stan się pogłębiał i Filip stawał się nie do wytrzymania. Nie chciała żeby chłopcy widzieli jakąkolwiek z tych scen. Chroniła ich i starała się aby w ich oczach tata zawsze pozostawał bohaterem, choć dla nich od zawsze był idealnym tatą. Usłyszała za sobą otwierane drzwi. Usiadł obok niej.- Wybacz. – wyszeptał i ujął jej dłoń.

-Też cię przepraszam. Powinnam była zapytać czy masz czas. – Nie wierzyła własnym słowom, nie sądziła, że stanie się kiedyś taką kobietą, taką która tak łatwo sie podkłada pod mężczyznę i mówi to, co chcą usłyszeć. Przyjrzała mu się. Nie patrzył na nią. -Filip, co  się z nami stało? Co się stało z tobą?

-Nie wiem… – pociągnął łyk wina- Przechodzę ciężki czas. Nerwowy się zrobiłem. To wszystko. Postaraj się zrozumieć.

-Filip, kochasz mnie jeszcze?

-Oczywiście! Co to za pytanie! – wyzerował kieliszek.- Idę pod prysznic i położę się wcześniej.-szybko wszedł do domu.

-Oczywiście. – Odpowiedziała jakby od niechcenia. Filip zniknął w łazience. Siedziała w ogrodzie jeszcze chwilę, delektując się ciepłym wieczorem i szumem drzew. Usłyszała dzwonek wiadomości z telefonu Filipa. Przechodząc koło niego, mimowolnie zerknęła. Wiadomość była z niezapisanego numeru o krótkiej treści „zadzwoń”. Nie przejęła sie tym, sądząc, że to kolejny klient bądź jego kolega Jacek piszący z innego numeru.

SOBOTA

Dominika stała pod drzwiami Poli już od 10 minut, tłukąc się, dzwoniąc dzwonkiem i telefonem. wszystko na nic. Pola odkurzała przy głośnej muzyce.Zrezygnowana blondynka oparła czoło o drzwi mieszkania i postanowiła zaczekać aż to się skończy. Wyciągnęła z papierowej torby pączka z pudrem i niespiesznie zaczęła jeść.Odkurzacz ucichł i Dominika ponowiła  pukanie i dzwonienie.

-W końcu przyszłaś! Ile można na ciebie czekać?!- Pola ucałowała przyjaciółkę w policzek.

62707fbaeaadaec04da3c4f632e776ff

-I umilałaś sobie czas oczekiwania na mnie akurat odkurzaniem? Tak żeby zagłuszyć wszelkie dźwięki dochodzące ze świata zewnętrznego?! – Dominika dodała z ironią.

- A faktycznie, wybacz. Kawa?-w podskokach pobiegła do kuchni.

-To zrób dzbanek od razu. – Dominika przyglądała się przyjaciółce- Coś ty taka wesoła? Jak jelonek Bambi na sterydach?

-No co? Jest sobota-Pola wzruszyła ramionami- świeci piękne słońce, nie muszę pracować, pijemy kawę, Paddy za niedługo wraca.- uśmiechnęła się mimowolnie- No i najważniejsze!- skupiła wzrok na Dominice- Pawła wybudzają! Nareszcie! Nie cieszysz się?

-Boje się cieszyć. Boje się zapeszyć, rozumiesz?- młode kobiety wyszły na balkon. -Przez cały ten czas jestem taka jakby…nie wiem jak to opisać… związana wewnętrznie. Nie pozwalam sobie na silne emocje, na płacz, radość, na cokolwiek. Rozumiesz?

-Dominika ale dlaczego? Takie emocje są normalną rzeczą.

-Bo jak zacznę się cieszyć z poprawy to wtedy stanie się coś złego i tego nie udźwignę. – wypiła łyk kawy i zagryzła pączkiem- A jak się rozkleję to się załame i nie wyjdę z łóżka a tak nie będzie ze mnie żadnego pożytku. Bez sensu, wiem że głupia jestem…

-Dominika jesteś cholernie mądra! Jedna z najmądrzejszych osób jakie znam! I nigdy nie myśl inaczej!

-Dość tego smucenia! Zmiana tematu. Jak tam nasz Romeo?

-Brata się. Jim miał pierwszą sprawę. Godzącą – powiedziała z przekąsem.

- Ciekawe czy kontaktował się z Fioną. Co u niej, wiesz coś?

-Rozmawiałam z nią dzisiaj rano. Zabrała dzieciaki i pojechała do swoich rodziców na weekend. -Pola również pałaszowała pączka. – Wczoraj Filip zrobił kolację, kupił jej kwiaty, przeprosił…

-Nie gadaj?!- Dominika prawie zakrztusiła się kawą.

-A teraz uważaj, na koniec zrobił jej awanturę.- Pola prychnęła śmiechem i zobaczywszy zdziwioną minę Dominiki, dodała- Ta mu powiedziała o wakacjach w Hiszpanii a on jej powiedział, że nie jedzie bo ma jachty a ona poza tym nie może bo ma projekt nie skończony. – Pola zobaczyła jak krwista czerwień wylewa się na policzka przyjaciółki.

-Co za dupek! Jaki palant! Żyje jak… – spojrzała na zawartość swojej dłoni – pączek w maśle. Ona ogarnia prace, dom, dzieci, cholera a ten ma wszystko w dupie!

-Nie nakręcaj się. Fiona powiedziała, że sobie poradzi.

-Uciekając do rodziców, zapewne! – Dominika zaczęła głośno oddychać. – Załatwimy kiedyś tego dziada! Bóg mi świadkiem!

-Przyjdzie na niego czas. – Pola zamyślona dopijała kawę.- Przyjdzie i na niego pora…

-Jim wraca?

-Póki co nie. Liczy na to, że uda się szybko zakończyć rozwód i wtedy przyjedzie. Podobno ustalenie praw rodzicielskich może odbyć się poza wokandą. O ile jest zgoda dwóch stron. Tak mi Paddy opowiadał. A co z Alexem?

-Dzwonił kilka razy od czasu naszego rozstania. Usilnie chce zostać z nami przyjaciółmi, trochę to dziwne.

-Powiedziałaś mu o Pawle.

-Nie musiałam. Sam to zobaczył.

-Mądry chłopak. Lubie go.

-Tez go lubię. Ale nie wiem czy to nie będzie….dziwne.

-Bardziej martwiłabym się o Pawła. Jemu może niekoniecznie to pasować. Ale o tym pogadamy z nim jak już przytomny będzie. Chodź stara, idziemy na te zakupy. Trzeba trochę przetrzepać szafy. – poklepała Dominikę po udzie i weszła do mieszkania.

-Stara?! Jestem młodsza od ciebie łajzo!

-Wyłącz laptopa, skocze do toalety i idziemy. -Pola zniknęła w łazience. Dominika zamykając laptopa kątem oka zobaczyła otwartą stronę przeglądarki „Klinika ginekologi i leczenia niepłodności”. Spojrzała smutno w stronę drzwi łazienki i bez komentarza zamknęła laptopa.

 

Cały dzień spędziły na zakupach i kiedy miały już dość postanowiły zrobić sobie przerwę w okolicznym parku. Mimo sprzeciwu Dominiki usiadły na ławce niedaleko placu zabaw i piaskownicy pełnej dzieci. Wypiły po łyku latte zakupionej niedaleko i zaczęły rozmawiać na mało znaczące tematy.

-Ciekawe jaki będzie Paweł jak się obudzi…-Pola zamyśliła sie.

-Alex…- Dominika patrzyła gdzieś w dal, mrużąc oczy.

-Paweł! Co ty ich nie rozróżniasz?!

-Alex! Tam siedzi!-Dominika nie odrywała wzroku od jakiegoś miejsca po drugiej stronie placu zabaw.

-Gdzie? Ten Alex?

-Jezu jaka ty głupia jesteś! A znasz innego? Alexów jak psów, faktycznie. Tam siedzi!- Dominika pokazała brodą kierunek.

-Nie widzę!

-Chryste, tam! -Dominika chwyciła głowę Poli i nakierowała odpowiednio.

-No faktycznie Alex. Ale co to za blondyna?

-Blondyna jak blondyna ale tam z nimi jest dziecko.

-Pewnie jej. Przecież nie Alexa! -obie kobiety nieznacznie pochyliły się w kierunku drugiej pary.-Patrz Dominika, patrz! Ona gładzi go po twarzy. Ale jaja!

-A może to jego nowa dziewczyna. Może nie ich dziecko tylko na przykład jej siostry.- Dominika wygięła usta w podkówkę. -Zresztą nie nasza sprawa.

-Zachowujemy się jak stare przekupy.

-Sama jesteś stara przekupa! Ja tylko plotkuje. Spadamy, zanim nas zobaczą.-w pośpiechu pozbierały swoje rzeczy i starając się nie rzucać w oczy, wyszły z parku. Nie wiedziały, że od samego początku były obserwoane przez Alexa i Gwen.

770372a40a9caa1ec81d6b78534dbd46

Było mu dziwnie. Tak, dziwnie to właściwe określenie jego nastroju. Siedział na ławce, obok jego największej miłości a kilka metrów od nich bawił się ich syn. Nigdy jakoś za specjalnie nie pragnął rodziny, stabilizacji, dziecka. To od dawna było domeną Łukasza. Ale on… nawet o tym nie myślał. Teraz nie mógł oderwać wzroku od małego Arona. Uśmiechał się na każdy jego nieporadny krok i każde źle wypowiedziane słowo.Obserwował Gwen jak spędza czas z synkiem w piaskownicy. Była taka inna niż widział ją ostatnio w domu Łukasza. Tutaj była mamą, uśmiechniętą, zrelaksowaną, piękną kobietą a nie zwyrodnialcem bez skrupułów szkoloną do najgorszych zadań. Zawsze podziwiał ja za tą dwoistość natury. Za to, że potrafiła zmieniać się na zawołanie. A jaka była dla niego? Od zawsze tylko dla niego była… prawdziwa.

-Nie wiem co mam z tym zrobić Gwen.

-Nic nie musisz. Mówiłam ci przecież. Aron nie wie kim jesteś.

-Ale ja chyba chciałbym, żeby jednak wiedział. – kopał mały kamyk lezący pod ławką.

-Rzuciłam cię, podając tak błahy powód. Kupiłeś to bez mrugnięcia oka…

-Zawsze ci wierzyłem. Okazuje się, że nie taki błahy.- wskazał na małego chłopca.

-Nie rzuciłam cię bo byłam w ciąży. W naszym zawodzie, dziecko? Wiesz co mogło sie wydarzyć? Nie jesteśmy pieprzonym Panem i Panią Smith, żeby udawać szczęśliwą rodzinę. Wtedy sądziłam, ze to by nie wyszło. – zdjęła okulary przeciwsłoneczne – Przestraszyłam się i uciekłam. Wiedziałam, że od teraz będę za kogoś odpowiedzialna i to mnie chyba sparaliżowało. Głupio sie tłumaczę, wiem…- zobaczyła jak na kilak sekund Alex spojrzał gdzieś za plac zabaw.

-Kochasz mnie jeszcze? -zapytał nagle wytrzymując jej spojrzenie. Zamilkła, jej oddech przyspieszył.

-Nigdy nie przestałam. -pogłaskała go po policzku. Po jego ciele przebiegł przyjemny dreszcz. Dużo wspomnień na ułamek sekundy stanęło mu przed oczami.

-Kto to jest?- Gwen wyrwała go z zamyślenia-Te dwie laski, na które tak zerkasz.

-Dominika, moja była i Pola… ta Pola.

-O cholera. Nie może mnie zobaczyć.

-Za późno. Gwen nie ruszaj się. Nie odwracaj się. Nie może zobaczyć twojej twarzy. Potem cię pozna.

-A jak podejdą?

-Nie podejdą. Dominika sądzi, że spędzam czas z nową dziewczyną. Dotknij mojego ramienia, twarzy, czegokolwiek.

-Czegokolwiek… nie przesadzasz?!-wyszczerzyła białe zęby.

 

NIEDZIELA

Była z siebie bardzo dumna. Posprzątała całe mieszkanie, ugotowała pyszną kolację a teraz leżała w wannie słuchając muzyki. Wieczorem miała jechać po Patricka na lotnisko. Zgodnie z umową, przylatywał z większością swojego zespołu. Ich jednak z lotniska odbierze Will i zakwateruje w hotelu. Już tylko kilka godzin dzieliło ich od spotkania. Czuła radość, podekscytowanie i mrowienie na całym ciele. Jak nastolatka przed balem maturalnym.  Zadzwonił telefon. Sięgnęła nad głowę, dzwonił Paddy.

-Kochanie. Jak miło.

-Niekoniecznie! U ciebie tez tak leje?

- Trochę pada ale bez szału. Co się dzieje?

-Mamy tu niezłą burzę. Nasz samolot utknął „gdzieśtam” i będzie dopiero rano.Powiedz mi,  Pawła wybudzają bez zmian?

-Tak. Jutro o 9 rano się zaczyna. Przykro mi, że cię dzisiaj nie będzie ze mną. Tak się cieszyłam. Ale jakby miało się coś stać to lepiej przeczekać i polecieć jutro na pewniaka.

-Nic się nie dzieje. Wrócimy na lotnisko rano. Też bardzo za tobą tęsknię. Nie służą nam takie rozstania.-westchnął.

e575650fcb_46526064_o2

-Ale powroty domyślam się, że będą nam służyć i to w piękny i epicki sposób.

- Czy ty jesteś w wannie? Czy ja dobrze słyszę?- Paddy zniżył głos i teraz szeptał do niej niskim barytonem.

-Owszem…. jestem w wannie. Prawie cała zanurzona.

-Mmmm…, a co masz na sobie?

-Paddy? W wannie? Strój płetwonurka! – zaczęła się śmiać serdecznie

-Jesteś nago… tak jak lubię najbardziej.- głęboko oddychał

-tak… i właśnie piana spływa po moich piersiach coraz niżej aż dociera do pępka i zanurza się jeszcze niżej gdzie pieści mnie reszta bąbelków.

-Ukradnę auto któremuś z braci i przyjadę w nocy do ciebie! Dłużej nie wytrzymam!

-Paddy to tylko jedna noc. Rano tu będziesz. Wytrzymamy. Obiecuję,że spędzimy bardzo przyjemnie dzień.. nawet w wannie. Tak jak lubisz!

-W wannie też?

-Przede wszystkim. -wymruczała do słuchawki

-Jesteś nieznośna. I za to cię kocham.- zamyślił się – Serio Pola… – spoważniał – kocham cię nad własne życie. Do nikogo nie czułem tego co do ciebie. Choruje, kiedy nie ma cie blisko mnie.

-Nie moge przestać o tobie myśleć. Wracaj jak najszybcie do mnie!

-Skarbie, rano będę! Nie wiem czy nie przyjadę prosto do szpitala. Zobaczymy.

-Dzwoń rano. Przyjadę po ciebie na lotnisko.Kocham cię Paddy. Całym sercem!

Po godzinie ubrana w koszulkę do spania szykowała sobie ubranie na jutro. Bardzo zależało jej żeby nie zaspać, więc na wszelki wypadek wolała mieć przygotowane wszystko. Wyciągnęła z szafy małą torebkę, w której znajdował się, nowo zakupiony komplet koronkowej bielizny w kolorze bordowym. Położyła go precyzyjnie na łóżku i zrobiła zdjęcie. Wysłała do Patricka z podpisem ” ona i ja czekamy jutro na ciebie. Dobranoc”. „Tak, zapewne teraz zasnę… kusisz kochana. Mam nadzieję, że nie była droga bo jutro zostaną strzępy z tej koronki.”

PONIEDZIAŁEK

Pierwszy na parking szpitalny wjechał Adam. Wysiadając kończył jeszcze kłótnie z szefem ekipy remontowej. -Muszę kończyć. Mam coś teraz dużo ważniejszego niż lokal. Odezwę się popołudniu. Róbcie ten podwieszany sufit na stelażu mocniejszym, niech będzie! -wyciszył telefon i schował do kieszeni spodni. Odwrócił się i spojrzał w okno sali gdzie leżał jego przyjaciel. Był pełen trwogi i strachu a jednocześnie pełen nadziei,że to już koniec i teraz z Pawłem będzie tylko lepiej. Cieszył się i bał jednocześnie. Niedaleko zaparkowała Pola szybko wysiadając.

-Myślałam, że na mnie czekasz! Wybacz spóźnienie. Cześć kochanie! – ucałowała Adama w policzek. – Jak się czujesz?

-Jak z krzyża zdjęty. I nie spóźniłaś się! Jest ósma rano. Mamy kupę czasu.

-Sądziłam, że na mnie czekasz?

-Boje się wejść. Mam wrażenie, że jak tam nie wejdę to problemu nie będzie. To się nie zacznie całe to wybudzanie. Nie zrozum mnie źle, nie mogę się doczekać jak spojrzę Pawłowi w oczy ale tak cholernie boję się, że coś się znowu stanie.

-Nic się nie stanie! -Pola przytuliła mężczyznę – Jesteśmy tu wszyscy, i razem przez to przejdziemy!

-A właśnie… wszyscy. Gdzie Paddy?

-Na lotnisku w Niemczech. Za niedługo ma samolot. Nie martw się. Zdąży. Nie wiem jak ale zdąży! To Paddy, on nie zawala.- z tymi słowami podjechał pokaźnych rozmiarów SUV.

-Filip to musi mieć małego penisa sądząc po rozmiarze fury.- Adam wyszeptał do Poli.

-To jest chyba ostatnia rzecz jaka mnie interesuje. – ścisnęli sobie dłonie powstrzymując się od śmiechu.

-I co tam? Nic się nie dzieje? – Fiona uściskała Adama i pocałowała Polę.

-A Paddy gdzie?- Filip rozejrzał się.

- Spóźni się. Długa historia. Nie pytaj. – Cała  czwórka odwróciła się na nagły pisk hamulców.

Dominika wjeżdżając z impetem na parking w ostatniej chwili zatrzymała się przed uskakującym na bok barczystym mężczyzną.

-Zgłupiałaś kobieto?! -przyjrzał jej się bliżej. – Dominika?

-Alex idioto! Przejechałabym cię! – wymachiwała rękami.

-Podobno się rozstali?- Adam razem z resztą oglądał tą osobliwą scenę.

-Bo tak jest. -Pola robiła coraz większe oczy.- A jednak przyjechał. To chyba dobrze nie?

-Zależy jak się rozstali! Ona próbuje go przejechać, więc nie byłbym taki pewny z tym „chyba dobrze”.

-E tam zaraz przejechać! Może tylko potrącić go chciała! – Fiona machnęła dłonią.

-Boże, z kim ja się zadaje! – Pola wywróciła oczami. – Chodźcie, może uda nam się pogadać z Mikołajem wcześniej. – chwyciła Adama za rękę i wszyscy weszli do budynku. Przy sali Pawła stał Mikołaj, rozmawiając z jakimś młodym lekarzem.

-Mikołaj, odstawmy najpierw barbiturany, potem leki nasercowe a na końcu go wybudźmy.

-Nie! Cholera- przeczesał włosy – za duże ryzyko! Uruchom najpierw mózg, serce zostaw na lekach. Nie wszystko na raz! Kardiologicznie się nie zgadzam na takie obciążenie.

Mikołaj

Mikołaj

-Jak chcesz. Może tak być. – drugi lekarz coś zapisywał. – To leki nasercowe zostają we wlewie ciągłym. Resztę będziemy zmniejszać sukcesywnie. Skolan musi wysączyć się z tego, wtedy powinien odzyskać przytomność. – przejrzał kilka dokumentów. – Nie powinno być problemów.

-Mam nadzieję. Dzięki. – Mikołaj zwrócił się do pielęgniarki stojącej niedaleko.- Podłączcie go do ekg z zapisem zmian. Chcę monitorować na bieżąco jego serce. Dziękuję. – ponownie zwrócił się do drugiego lekarza- Widzimy się w zabiegowym za czterdzieści minut. -Zauważył grupę przyjaciół i z uśmiechem podszedł się przywitać, przepraszając jednocześnie za brak czasu i pobiegł w głąb korytarza.

-Zostaje nam czekać…- Adam odprowadził go wzrokiem.

-I modlić się.- Pola dodała.

-Nie zaszkodzi. – Dominika zwróciła się w stronę okna sali szpitalnej.

-Muszę gdzieś zadzwonić.Zaraz wracam. – Pola spojrzała na zegarek i odchodząc na bok wykręciła numer. – Pierr? Cześć. Nie widzieliśmy się prawie cały tydzień i nie wiem jak się czujesz ale potrzebuje twojej pomocy.

-Oczywiście, że ci pomogę. Mów w czym rzecz…

 

Paddy siedział w samolocie niedaleko reszty zespołu. Przed odlotem porozmawiał z nimi chwilę. Większość znał bardziej bądź mniej. Z Christianem znał się z dawnych lat i byli ze sobą dosyć blisko, więc z nim rozmawiał najwięcej. Teraz siedząc w samolocie, zanurzył się we własnych myślach. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej mały, czarny różaniec. Zamknął oczy i powoli odpływał w modlitwę. O Pawła, o jego powrót do zdrowia. Tak bardzo bał się, że coś się może stać. I że wtedy może go tam nie być z nimi… przy nim… modlił się z całych sił. Jego myśli z czasem uleciały w stronę Poli, ciąży… zacisnął mocniej powieki. Modlił się, żeby mógł mieć upragnione dziecko… żeby Pola mogła..wiedział jak tego pragnie. Wiedział jak on sam tego pragnie. Ze stagnacji i zamyślenia wyrwało go powiadomienie o lądowaniu. Cała ekipa z Paddym na przedzie wyszła z hali przylotów. Na wprost nich stał znudzony Will.

facebook_1480616776271

-Od wczoraj po was przyjeżdżam! Witajcie. – Will podał dłoń. – Proponuje porozmawiać na spokojnie w hotelu. Tutaj zaraz ktoś nas zaczepi. Bierzcie bagaże i jedziemy.

- Chwileczkę. – Paddiego ktoś chwycił mocno za ramię.

-Co jest cholera?! – szybko odwrócił się wyrywając rękę. – Pierre?

-Musimy jechać. Natychmiast!- spojrzeli sobie w oczy rozumiejąc się bez słów.

-Hej kolego, nie przesadzaj! – Sebastian ujął bark Pierra delikatnie, próbując odciągnąć go od Paddiego.

-Odejdź. Dobrze ci radzę.- Pierrowi pulsowały szczęki, jednak jego głos był nadal opanowany.

- Basti, zostaw. To mój znajomy. – Paddy uniósł dłoń, uspokajając  wszystkich. – Jadę z nim. Mamy pilną prywatną sprawę i patrząc na niego, nie cierpiącą zwłoki.

-Dobra to ty idź z garniturowcem a my pojedziemy do hotelu.

-Trochę nam się spieszy Irlandczyku! – Pierre delikatnie pchnął Paddiego w stronę wyjścia.

 

-Czemu Pola nie przyjechała? Paweł?- delikatnie zbladł.

-Zaczynają go wybudzać. Nie mogła ich zostawić. Poprosiła mnie o pomoc. Wsiadaj.

- I tak nie zdążymy. Korki, światła… – sapiąc opadł na fotel.

- Nie znasz moich możliwości… i obrotów tego silnika. -Pierre wcisnął gaz do dechy i ruszyli. Paddy po kilku minutach nerwowo zapiął pasy i przeżegnał się.

-Dostałeś po pysku Pierre? – uśmiechnął się szyderczo. – Widzę blizny. Ładnie cię sprali. Doczekałeś się, co?

- Zazdrościsz? Mogę załatwić ci takie same. Da się zrobić, artysta! – spojrzał na Patricka i wywrócił oczami.

-A poważnie ktoś cie zlał czy spadłeś z dywanu na podłogę?

-Nie chcę o tym rozmawiać! Nie twoja sprawa. Jesteśmy na miejscu.

-Dzięki. -Paddy szybko wyszedł z samochodu. – Idziesz?

-Nie. To mnie nie dotyczy. Mam tu niedaleko sprawę, zadzwońcie jakbym był potrzebny. -nie czekając na potwierdzenie ruszył. Paddy wbiegł do szpitala.

tumblr_lvfdw0kuy91qm22v5o1_500_large

 

 

 

 

 

 

 

 

 

-Boże, nareszcie! – Pola wpadła Paddiemu w ramiona prawie go przewracając. Uniósł ją delikatnie i okręcił wokół własnej osi.

-Już jestem. – Mocno ją ścisnął – Już wszystko dobrze. – obejmując ją podszedł do reszty. – Co wiadomo?

-Odstawiają leki. Chwilę temu był tu Mikołaj. Wszystko idzie zgodnie z planem. Powinien lada moment wybudzić się.- wszyscy siedzieli na ławce trzymając się za dłonie.

b76d71b6bbdd7bb4f0effa5dd4025872

Nagle z impetem drzwi otworzyły się i wybiegł z nich Mikołaj.

-MAMY GO! Otworzył oczy! Serce gra! Już możecie się cieszyć! – zatarł dłonie. -No to ja uciekam z powrotem! – zniknął za drzwiami.  Przyjaciele rzucili się sobie w ramiona.

-Boże dziękuję ci! – skakali z radości. Dziewczyny popłakały się ze szczęścia.

-Mamy go! – krzyczeli do momentu uciszenia ich przez przypadkową pielęgniarkę.

 

-Gdzie jestem?- Paweł odezwał się zachrypniętym głosem.

-Jesteś w szpitalu. Miałeś ciężki wypadek. Jestem Mikołaj, twój lekarz prowadzący.A to jest Pan neurolog. Zbadamy kilka rzeczy.

-Powiedz mi proszę, jak się nazywasz?

-Paweł Skolan. Jaki wypadek? Gdzie jest moja matka?

-Matka? – lekarze spojrzeli po sobie. – Przed salą. Zawołać ja?

-Poproszę. – Paweł nieprzytomnie obserwował sufit. Neurolog wyszedł a Mikołaj nachylił się nad Pawłem

-Na zewnątrz jest jeszcze ktoś. Zawołać Adama? A może Dominikę?- uśmiechnął się ciepło.

-Kogo? Zawołaj moją matkę! Nie znam żadnego Adama ani Dominiki!

 

 

*) ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ BEACIE T. Z MOJEJ GRUPY.

PO KAŻDEJ BURZY PRZYCHODZI SŁOŃCE!!  :*

Opublikowano Bez kategorii, kelly Familly, miłość, opowiadania, paddy kelly, romans | 1 komentarz

50. Jimmy

-Tatusiu ale to nie jest tak, że ty znowu w trasę jedziesz? -Jimmy huśtał Maire jednocześnie obserwując bawiącą się Aimee, która po chwili podbiegła do nich i wtuliła się w Jima swoimi małymi rączkami.

-Prawda, nie jadę w trasę ale coś podobnego. -Pogładził Maire po główce.- Przez jakiś czas nie będziemy się widywać tak często, jak do teraz.

-Dlaczego tatusiu?

-Bo szykuje wam inny domek, daleko w innym, magicznym kraju!

-A tym domku będą moje lalki?

-Oczywiście, że będą! Zrobimy nawet stół dla lalek, żeby mogły pić herbatkę.

-A gdzie będzie mama?

-Mama zostaje tu, w waszym domku. Do magicznego miasta przyjedziecie, kiedy będziecie mieć ochotę, dobrze?

-Ja nie chcę bez mamy!

-A ja bez ciebie, tatusiu!

-Dziewczynki, ale tak czasami musi być. Przykro mi, że jest wam smutno. Dalej będziecie widywać się z mamą i ze mną. Postaram się, żeby jak najmniej się zmieniło. -Klęknął i przytulił mocno obie dziewczynki do siebie.

-A jest tam jeszcze ktoś, oprócz ciebie? -Aimee wyszeptała Jimowi do ucha.

-Wujek Paddy, ciocia Pola…

-A jednorożce?

-I takie malutkie wróżki tez są, tatusiu?

-Dla was jest wszystko! A jak czegoś nie będzie to tatuś zaraz to załatwi dobrze?

-To tak samo jak u mojej koleżanki ze szkoły! Jej rodzice się rozwodzili i miała podobnie. – Aimee zmarszczyła czółko i spojrzała Jimowi prosto w oczy. – Tato, czy ty rozwodzisz się z mamą?- W oczach Maire stanęły łzy.

-Tak. Bardzo mi przykro, dziewczynki. -usiadł bezradnie na trawie.- Wszystko się jakoś ułoży. Obiecuję to wam!

-Ale ja nie chcę żebyś z nami już nie mieszkał! – Maire wybuchła płaczem i wtuliła się mocno w Jima. -Będę bardzo tęsknić za tobą, tato!

-Nas też już nie kochasz? Tak jak mamy?- To pytanie zabolało tak bardzo Jima, jak żadne inne. Nigdy nie czuł takiego bólu. Serce trzepotało mu w piersi niczym przestraszony ptaszek. Przez moment z zaciśniętego gardła nie mógł wydobyć oddechu. To pytanie było niczym tysiące igieł wymierzone prosto w twarz. Skulił się jeszcze bardziej i mocno przytulił obie dziewczynki do siebie.

-Co wy wygadujecie?! -krzyczał delikatnie kiwając się do przodu. -Co wy najlepszego mówicie?! Nigdy nie przestane was kochać. Nawet kiedy skończy się świat! Wtedy też i o jeden dzień dłużej! Nigdy nie możecie wątpić w moją miłość do was! Nigdy! -spojrzał dziewczynkom w oczy, jednocześnie ściskając ich rumiane policzki. -Jesteście dla mnie najważniejsze! Przebrniemy przez to razem, ok?- dzieci wtuliły się w niego i dopiero wtedy po policzku Jima spłynęło kilka łez. Wziął głęboki oddech i zaczął szeptem powtarzać, zdawało by się, do siebie samego. – Przebrniemy przez to! Przebrniemy! Boże, dam radę!

 

 

Paddy spędził cały dzień w towarzystwie swojego brata Johna. Szybko zjedli obiad i albo siedzieli w ogrodzie albo spacerowali po okolicy. Jednocześnie cały czas rozmawiając. Chociaż w większości czasu to Paddy mówił i opowiadał o swoim życiu a John jedynie słuchał z uwagą, okazując emocje tam gdzie powinno było je okazać. Porozmawiali odrobinę o Jimie, jednak tutaj Paddy trochę się hamował, pilnując czy nie powie za dużo.

-Myśle, John, że powinnieneś sam z nim pogadać, jak wóci.

-A właśnie, gdzie on jest?

-Nie wiem. Może z dziećmi. Napisze do niego. – wysłał wiadomość: „wszystko ok?” i już po kilku sekundach dostał odpowiedz „ok”.- Chyba dzisiaj nie możemy na niego liczyć.

-I dobrze! -John poklepał Patricka po plecach. – Idź wcześniej spać. Jutro czeka nasz mała podróż. – Uśmiechnął się tajemniczo.

- Co znowu kombinujesz? Gdzie mnie zabierasz? – wolnym krokiem zmierzali do domu Angelo.

- Nie ciebie a was! – założył ręce za siebie- Odbędziemy małą podróż.

-John! Gdzie?

-W przeszłość! – przyspieszył kroku, wyprzedzając Paddiego.

 

 

Wrócił późno do domu. Po cichu ściągnął ubranie i wszedł pod prysznic, chcąc zmyć to straszne uczucie, które nie opuszczało go przez resztę tego przykrego dnia. Wciąż miał przed oczami łzy Maire i smutną minkę Aimee. Skrócił prysznic do minimum, otworzył piwo i położył się na łóżku. Puścił cicho jakąś nocną muzykę w radiu, chcąc skupić na czymkolwiek uwagę. Nie potrafił sobie z tym poradzić. Smutek jego dzieci przerastał go. Wiedział, że nawet dla dobra dzieci nie może wrócić do Meike. Nie dlatego, że go zdradziła a być może, w dalszym ciągu zdradza, ale dlatego,że najzwyczajniej w świecie jej nie kochał. Gdzieś po drodze ich miłość zbutwiała, wypaliła się, zestarzała i umarła niezauważona. Nie myślał o niej. Próbował sobie przypomnieć kiedy ostatnio to robił… i nic. Nie potrafił. Meike stała się dla niego nawet nie przyjaciółką a bardziej koleżanka, z którą chwilowo jest się skłóconym. Nie zależało mu. Z dnia na dzień, z godziny na godzinę coraz częściej to do niego docierało i jeszcze coś. Zamknął oczy. Zobaczył przed sobą duże, sarnie oczy, piękne wydatne usta, przypomniał sobie jak smakowały… jak maliny w środku lata nagrzane od słońca i zebrane w samo południe.

Zdeterminowany chwycił telefon w dłoń. Szybko kciukiem przeszukał listę kontaktów odszukując jej imię. Nacisnął zieloną słuchawkę lecz zanim uzyskał połączenie, rozłączył się. A jeśli śpi… a jak ją obudzi? A jak odbierze Filip? Wykręcił jeszcze raz. Wytrzymał sygnał połączenia i znowu się rozłączył. Wściekły i rozżalony przyłożył telefon do czoła i pochylił głowę. Z nią mógł o tym porozmawiać. Ona by zrozumiała, ona jedna zdawałoby się, wiedziała co czuje. Poczuł w dłoni natarczywe wibracje. Odchylił ekran od siebie. Na telefonie wyświetliło się jedno słowo: „Fiona”. Nie rozmawiał z nią od czasu policzka. Żadnej kobiety nie bał się tak, jak tej rozmowy. Jednak chęć usłyszenia jej głosu była silniejsza. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha. Nie odezwał się przy tym ani jednym słowem. Tak silne emocje skumulowane przez cały dzień skutkowały małą ścieżką łez, która popłynęła bezwiednie po jego policzku. Całą swoją siłą próbował zapanować nad oddechem. Próbował być spokojny.

-Jim? – Fiona odezwała się po kilku minutach ciszy.- Jesteś tam?- dalej cisza. -Rozumiem, że nie chcesz rozmawiać.Pozwól mi jedynie coś powiedzieć. – usłyszał głośne westchnienie, zamknął oczy i z telefonem przy uchu opadł na poduszkę. -To… to wszystko co się wydarzyło między nami…nie powinno się stać. Ja… Jim, nie mogę rozwalić rodziny, małżeństwa, dwunastu lat życia dla tego uczucia. Była bym… jestem bardzo złym człowiekiem. Będę musiała z tym żyć… – łzy płynęły coraz mocniej po policzku Jima, wstrzymywał oddech i zacisnął szczęki nie chcąc, żeby cokolwiek usłyszała.- Żyć z tym co zrobiliśmy i z tym uczuciem, które we mnie rozbudziłeś bo…. – wzięła głęboki oddech. Warzyła każde słowo, mówiła powoli z wielkim wysiłkiem. – bo ja coś czuje do ciebie Jim…i nie wiem co to jest! I boje się tego… cholernie się boje. Jest mi źle z tym, na górze śpi mój mąż a ja…. – nastąpiła chwila ciszy, Jim usłyszał pociągnięcie nosem. Fiona płakała. – a ja przyznaje sie do uczucia do innego mężczyzny, uczucia które mnie przerasta. Nie mogę zrobić tego dzieciom. Nie wiem czy mnie słyszysz w ogóle. Czy czujesz to samo, czy może to dla ciebie błahostka jak przy innych panienkach.Ale ja tak nie potrafię, nie mam tyle siły. Jeśli czujesz coś do mnie, jeśli darzysz mnie przyjaźnią i choć odrobiną szacunku to proszę, pomóż mi to zakończyć…

-Fiona…. tęsknię za tobą.- jedyne co zdołał powiedzieć.

-Ja za tobą też ale… to już nie ma znaczenia. Dobranoc Jim. – rozłączyła się. Nie pamiętał kiedy zasnął.

 

 

Dzień budził się osnuty welonem mgły i porannej rosy. Było już wczesne południe, kiedy zaspany Paddy zszedł do kuchni. Nastawił czajnik, nasypał kawę do kubka i zrobił sobie kilka kanapek. Usiadł przy stole i czekając na wodę skupił się na odgłosach domu. Przez uchylone okno dobiegły go śmiech dzieci i jakaś rozmowa. Odchylił zasłonkę i zobaczył swoje rodzeństwo na tarasie. W promieniach słońca, delektując się kawą siedzieli John, Kira, Patricia i Jimmy zatopiony we własnych myślach. Niedaleko nich, na małym placu zabaw bawiła się grupka dzieci. Poczekał jeszcze na kawę i wyszedł do reszty.

-O, śpiąca królewna! A gdzie masz siedmiu krasnoludków? -Patricia kipiała dobrym humorem.

-Właśnie patrzę na część z nich. Zróbcie mi miejsce. -Siadając, Paddy na ułamek sekundy złapał spojrzenie Jima. – A pan domu gdzie? Czy miałaś go w końcu dość i zakopałaś w ogródku? Nie będziemy mieć pretensji Kira! – Puścił jej oczko.

-Trochę nas jest! Jeden w tą czy w tamtą! -John dodał i wszyscy roześmiali się na cały ogródek.

-Angelo jest w piwnicy. -Kira kroiła kawałek ciasta.

-Aha! A jednak go do piwnicy. Powiedz kochana? Masz w planach go zamurować w ścianie? -Paddy odchylił się na oparcie krzesła.

-Nie, świrze z zapędami sadystycznymi! Daje w gary! I mówię tu o perkusji a nie o jakimś Bóg wie, kociołku z trucizną na ciebie. Chociaż…. nie byłby to głupi pomysł.

-Widzisz! Jeden w tą czy w tamtą! Potwierdza się! -John pogroził mu palcem. – Chodź Paddy po niego. -John z Paddy zaopatrzeni w kubki z kawą skierowali się do domu- A ty Jim szykuj się powoli. Za pół godziny jedziemy.

-Nigdzie z wami nie jadę. Chcę być sam! -Odwrócił twarz od reszty.

-Ja cię nie pytam o zdanie James! Za pół godziny jedziemy. Albo z tobą po dobroci albo na siłę. Przemyśl to!

Zeszli do piwnicy. Za zamkniętymi drzwiami dochodził ich stłumiony hałas. Otworzyli drzwi. Angelo siedział tyłem do nich przy ogromnej perkusji i cały mokry od potu, uderzał w bębny z całej siły. John z Paddym stali chwilę w drzwiach nic sobie z tego nie robiąc i popijając spokojnie kawę. Czekali aż brat wyrzuci z siebie to co w nim siedziało.

-Aaaa no kurwa nie mogę no!- Angelo wykrzyczał przy ostatnich uderzeniach w bębny i talerze. Wytarł rękawem pot z czoła i sięgnął po butelkę wody stojącą niedaleko. Pijąc obrócił się i dopiero wtedy zobaczył braci stojących spokojnie w drzwiach piwnicy. -Zgłupieliście?! Tak ludzi straszyć?!

-A ty tą perkusją chciałeś szatana przywołać czy jak?

-Nie przeboleje tego! Z mężatką?! Z mężatką! Kurwa mać!

-A, Jim. Już łapię!-Paddy machnął dłonią.

-Też mam żonę. Nie potrafię zrozumieć tego idioty!- Angelo usiadł na zniszczonym fotelu.

-Bierzesz pod uwagę, że mógł się zakochać? -Paddy drapał się po głowie.

-Nie. Nie mógł się zakochać! Nie w kimś zajętym! -Angelo kipiał złością.

-Ale to jest twój brat! -John zabrał w końcu głos – Kochamy go i postaraj się go zrozumieć a nie oceniać. A poza tym Angi, to nie do końca twoja sprawa. -uśmiechał się ciepło.

-Ale jak nie moja?! Jest moim bratem i pierdoli sobie życie! Przecież nie ma z nią przyszłości!!- rzucał spojrzenie na braci. – No chyba nie bierzecie tego pod uwagę?!

-To jego życie! Jego sprawy! Zrobi jak będzie chciał! A my mamy go wspierać! – John podniósł głos. – Masz 10 minut. Przebież się. Czekamy w aucie.

cats

Jechali dość długo. Nikt się nie odezwał przez całą drogę. Po jakimś czasie John wjechał na teren dużego placu, który wydawał się jakby złomowiskiem, cmentarzem starych samochodów.Powoli zaczynali rozumieć po co tu przyjechali. Potulnie poszli za Johnem, który skierował się za niewielki budynek. Cała czwórka stanęła jak wryta. Przed nimi stal ich autobus z lat dzieciństwa. Ten sam, którym jeździli na koncerty, w którym się wychowali. Z którym mieli tyle wspomnień. Autobus był bardzo zniszczony, rdza zjadała poszczególne elementy. Reflektory od dawna były wybite. Brakowało kilku szyb. Był to bardzo smutny i przygnębiający widok.

-Boże! -Paddy zatkał usta dłonią.

-Po co nas tu przywiozłeś? – Jimowi pulsowały szczęki.

-Musicie coś zrozumieć! Chodźcie!

-Gdzie? Do środka?! -Angelo krzyknął za Johnem wchodzącym do autobusu. Spojrzeli na siebie i również weszli do środka. Usiedli na resztkach foteli i jakiś skrzynkach.

-Tutaj spędziliśmy większość naszego dzieciństwa. – John czule pogładził ścianę. – To stąd pochodzimy. To tu jest nasze dziedzictwo. Zobaczcie co się z tym stało? Lada moment rozpadnie się…. My nie możemy się rozpaść jak ten autobus. Rozstaliśmy się, rozdzieliśmy się jako bracia na długie lata. To błąd. Nie dbaliśmy o siebie, to błąd.- John spoglądał każdemu w oczy. – Rodzeństwo jest po to, że kiedy rodziców braknie, zostajemy sami sobie. Zapomnieliśmy o tym. A tego nie możecie robić! Nie możecie zapomnieć skąd pochodzicie i czego jesteście częścią! Tu jest wasza rodzina. Tu jest wasze miejsce, które zawsze znajdziecie, kiedy wasze drogi się zgubią… – pokazał na swoje serce. – Angelo, masz niesamowicie utalentowane dzieci. Często z nimi muzykujesz, jedź w trasę z rodziną. Tak jak robili to rodzice. Propaguj dalej nasze dziedzictwo. Rodzice byliby z ciebie dumni! – ścisnął ramię najmłodszego brata. – Paddy… drogi Paddy…. zgubiłeś się. Zapomniałeś o nas  na bardzo długi czas…. Ale wróciłeś… dla niej… Twoje życie znowu schodzi na właściwy tor, mam nadzieję, że wiesz co robisz? Wracaj, wracaj na scenę! Muzyka jest twoją drugą miłością i nie możesz bez niej żyć! Wracaj i nieś w sercu muzykę rodziny i myśl o naszych rodzicach. Co do niej… Chcecie zakładać rodzinę. Nie bez ślubu. Nie w ten sposób! Zaczynasz tresę, wchodzisz do studia… zostawisz ją samą, w ciąży w dodatku bez ślubu?

ae58a584f9e2dd7ec14817cb9dbd40aa

-Heh… skoro o tym wspomniałeś- Paddy prychnął śmiechem i położył na skrzynce pod piwa małe, czarne, aksamitne pudełeczko.

-Oświadczasz się? – Angelo klasnął w dłonie.

-Pokaż!- Jimmy otworzył pudełeczko. -W środku nic nie ma! Jaja sobie robisz?

-Zaczynam o tym poważnie myśleć ale nie kupie pierścionka bez jednej osoby, która stała się dla mnie ważna prawie tak samo jak wy. – posmutniał i wspomnieniem uciekł gdzieś daleko. – Bez Pawła… – uśmiechnął się sztucznie- Póki co mam tylko pudełko.

-Debil! – Jim rzucił w Patricka pudełeczkiem co lekko rozluźniło atmosfere.

-Jimmy, co do ciebie…

-Nie chcę tego słuchać!

-Ale posłuchasz!

-Nie bedziesz mnie oceniać!

-Nie mam zamiaru. Usiądź! Siadaj, Jim! – John wziął głęboki oddech. – Nie kochasz Meike. Nigdy tak po prawdzie jej nie kochałeś. Ożeniłeś się z nią bo bardzo mocno chciałeś wpasować się w poprawność rodziny. Bo trzebabyło. Teraz wszyscy widzimy, że to błąd.

-Nikt mnie do tego nie zmuszał!

-Wiem. Ale czy ty czułeś, że robisz dobrze?- Jim spuścił wzrok i kopał w skrzynkę na której siedział. -No właśnie… – John odgarnął włosy z czoła. – Rozwiedź się, Jim. Nie rób sobie i jej więcej krzywdy. Jeszcze macie oboje szanse na ułożenie sobie życia na nowo z kimś innym…- szybko spojrzał na Patricka. -Jim, bracie, chcę ci powiedzieć jedną rzecz. Nie będę ci mówić, że to kobieta nie dla ciebie. Że ma męża i dzieci bo ty doskonale o tym wiesz. Powiem ci jedynie, że jeśli ona cię kocha to wcześniej czy później będzie twoja. Musisz być tylko cierpliwy. A póki co, skup się na ułożeniu swojego życia na nowo. Samemu… zrozumiesz wtedy czego chcesz i czego oczekujesz. Skończ sprawę z Meike, skup się na dzieciach i poszukaj swojego miejsca na ziemi. Tu w Kolonii czy w Warszawie, koło Paddiego. Nie spiesz się. – Położył Jimowi dłoń na ramieniu a ten mocno ją uścisnął.

-Dziękuję John.- głos mu się złamał odrobinę.

-Mam coś dla ciebie, Paddy. – John wyciągnął z torby zniszczony dziennik. – Pamiętasz?

-Mój notatnik!

-To w nim zapisywałeś swoje myśli i swoje refleksje, dzięki którym powstało tyle pięknych piosenek. – sięgnął do tylnej kieszeni. – a tu jest coś specjalnego.

-Pierwszy tekst „An Angel”! Pamiętam jak to pisałem… Pamiętam tamte emocje… pamiętam…

-Mamę? – Angelo dokończył.

-Tak, mamę… – pogładził czule zniszczone kartki. – Skąd masz to wszystko John.

-Mówiłem. Ja nie zapomniałem skąd pochodzimy.

 

 

Pod warszawski dom podjechała taksówka. Wysiadła z niej blondynka na niebotycznie długich szpilkach. W ręce trzymała dużą, metalową walizkę. Wstukała kod i weszła do środka. Nie pukając, przekroczyła próg domu. Na kanapie leżał Pierre okładając twarz lodem.

-Tak ładnie cię załatwili!No No!  - chwyciła w dłonie twarz Pierra, oglądając z bliska pęknięty łuk brwiowy i inne mniejsze rany. -To będzie trzeba zszyć, bo ci się będzie syfić. -strzeliła balonem z gumy do żucia.

-Mnie tez miło cię widzieć, Gwen! Możesz przestać ściskać moją szczękę? Trochę mnie boli.

-A wybacz! – puściła twarz Pierra. – Gdzie delikwent? Chyba nie zostaąłam wezwana do twoich małych ranek? Niania liczy sobie sporo za godzinę.

-W piwnicy. Z Łukaszem i Alexem. Zmieniamy się. Oni wyglądają nie lepiej.

-Pięknie! Były i złodziej w jednym pomieszczeniu. – wyciągnęła z walizki opalarkę do drewna. Zrobiła kolejnego balona z gumy i schodząc do piwnicy krzyknęła – Dowiedzmy się, gdzie jest ta cholerna kasa!

-Cześć Gwen. – Łukasz odsunął się na bok.

-Cześć chłopczyki. Co jest, do brudnej roboty wzywacie laskę? Nie wstyd wam?!

-Góra cię wezwała. Nie my. – Alex był lekko speszony. -Nie ukrywamy, że jak ty sie nim zajmiesz to my trochę odpoczniemy.

-Dobra dawajcie tego kotka. – pochyliła się nad związanym, ledwo przytomnym mężczyzną.-Witaj mój drogi. Jeśli sądzisz, że oni są niemili to jeszcze się nie poznaliśmy. I to czego powinieneś się bać to nie oni a…. ja!-uśmiechnęła się odsłaniając szpaler śnieżnobiałych zębów-  A teraz skoro przedstawiłam się to przejdźmy do konkretów. Gdzie jest kasa?

-Pierdol sie!

-A to później. Teraz pogrillujmy odrobinę! -sięgnęła po opalarkę i ściągnęła mężczyźnie buty i skarpetki, odsłaniając gołe stopy….

-Wychodzę. Nie mogę na to patrzeć. -Łukasz z obrzydzeniem wyszedł z piwnicy.

- Tylko nie krzycz za mocno! – Alex z uśmiechem też zaczął wychodzić.

-Sejf w hotelu. Tu macie namiary. – Po 15 minutach Gwen wyszła z piwnicy. Podała kartkę Łukaszowi. – Wieczorem ktoś po niego przyjedzie i zostanie przewieziony do Francji. Stary się ucieszy. – chowała swój sprzęt do metalowej walizki. – No to na mnie już pora. Trzymajcie się suczki. – puściła oczko i wyszła z domu.

-Czekaj Gwen! – Alex wybiegł za nią. -Wiem, że jak widzieliśmy się ostatnio, zachowałem się trochę jak dupek.

-Zaskoczyłam cię. Nie mam pretensji. Na twoim miejscu zrobiłabym pewnie to samo. -Stała przy zaparkowanej taksówce.

-Moglibyśmy się spotkać. Z daleka od tych tam?

-Moglibyśmy…- z uśmiechem zamknęła drzwi.

-Nie mam namiarów na ciebie! Nawet numeru.

-Alex… przecież dla ciebie to nie problem, prawda?

 

 

Pola siedziała sama w pracy. Od dwóch dni nie było Pierra ani Łukasza w redakcji. Zaczynała się martwić więc postanowiła wieczorem odwiedzić Pierra i trochę pomóc mu wyjść z choroby, która go skutecznie zatrzymała w domu.

-Cześć kochanie! Zajęta?

-Adaś! Nie no co ty! W końcu w pracy jestem! Jak mogę być zajęta!

-Dobra już! Uspokój się! Mogę cię porwać na kilka chwil? Dominika już siedzi w aucie.

-Ok… Ale gdzie?

-Niespodzianka. Chodź! – pociągnął ją za rękę.

-Cześć Edzia! – Adam pomachał do kobiety za biurkiem

-Wychodzę. Wrócę pewnie za jakąś godzinę, o ile ten psychopata mnie nie porwie!

-Ok! – Edyta krzyknęła za nimi- I nie mówcie do mnie Edzia!

-Gdzie jedziemy?- obie kobiety siedziały w samochodzie.

-Mam lokal! – Adam włączył się do ruchu. Po kilku chwilach podjechali pod budek z napisem „do wynajęcia”. – Mam klucze, chodźcie. Weszli do środka.

-Adaś, tu jest… super! – Pola z Dominiką rozglądały się po lokalu.

-Zajebiście tu jest!

-Czyli zdecydowałeś się? Otwierasz swoje? Brawo!

-Chcę spróbować. Trzeba trochę odmalować i postawić kilka ścianek działowych ale widzę potencjał!

-Stać cie?

-Mam sporo kasy odłożonej. Jak nie to postaram się o kredyt.

-Do dupy z kredytem! My ci damy!

-Zrobimy zrzutkę! I wkupimy się z udziałami! – dziewczyny śmiały się na całego. W pewnym momencie Pola dostała wiadomość. Mimochodem odczytała.

-Cicho! Słuchajcie, wiadomość od Fiony: Będę ratować to małżeństwo dla dobra dzieci. One nie zasługują na coś takiego. Wykupiłam 10 dni wakacji dla mnie i Filipa. Lecimy w połowie sierpnia.

- Co ona wyprawia!

-Cokolwiek zrobi mamy ją wspierać! Pamiętacie?!-Pola schowała telefon do kieszeni.

 

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii, kelly Familly, miłość, opowiadania, paddy kelly, romans | Otagowano , , , | 1 komentarz

49. Homerun

b45e29a0-58f5-463d-8b8a-cdcbbfaf0e83Świat przesłoniła ściana deszczu, kiedy Alex podjechał pod dom Łukasza. Był już późny wieczór. Postawił kołnierz kurtki i szybko wstukał kod na bramie wejściowej. Wiedział gdzie ich szukać. Nie był to pierwszy raz. Tym razem jednak coś się zmieniło. W głowie dźwięczały mu słowa Gwen: ” to twój syn”. A teraz, schodząc do piwnicy Łukasza, czuł niepokój, strach. Nie o siebie się bał, a o to, że mogłoby go braknąć. Że go więcej nie zobaczy. Na jego nieszczęście, nie miał innego wyjścia i mimo iż chciał być jak najdalej stąd, to musiał być z nimi. Musiał być w tej piwnicy. Odsunął na bok złe myśli i skupił się na zadaniu. Zawsze był skupiony. Teraz to było najważniejsze. Od niego,w dużej mierze zależało życie jego przyjaciół. Na prowizorycznym stole siedział Pierre i czyścił swojego glocka. Niedaleko Łukasz zakładał kamizelkę kuloodporną. Alex położył na stół czarną, matową walizkę i zaczął skręcać pistolet oraz zakładać uprząż na udo.

- Czemu zawsze na udo? – Pierre mówił z papierosem w ustach.

-Czemu bez tłumika co, Pierre?

-Dla efektu! Nie wiesz?!-uśmiechnął się szyderczo- Zobacz tego… kamizelka! Starzejesz się, powtarzam ci to co chwile!-Pierre rzucił w Łukasza pustą puszką po piwie.

-I przez to nie robię się coraz młodszy! Pamiętaj!-odrzucił puszkę w stronę przyjaciela.-Ty też załóż kamizelkę!

-Widziałem Gwen… – Pierre czyszcząc broń skupił uwagę na reakcji Alexa. – Minęło już trochę od waszego rozstania…- dodał z udawaną obojętnością.

-Taaaa… -Alex ładował magazynek. -Ja to nie tylko ją widziałem ale nawet z nią rozmawiałem!

-Jaki cię zaszczyt kopnął! -Łukasz usiadł z kubkiem kawy w ręce. -Nigdy za nią jakoś nie przepadałem.

-Bo z łatwością sięga z półobrotu butem do twojej twarzy, to zazdrosny jesteś! A co u niej? Gdzie pracuje?

-A u nas, jak się okazuje! – Alex zapinał kamizelkę. -U niej.. chyba dobrze! Nie jest sama! – uniósł kąciki ust.

-Ma kogoś? A stary wie? Ktoś od nas?- mężczyźni zerwali się na równe nogi.

- Ma syna… trzyletniego. – z czystą satysfakcją przebiegł spojrzeniem między Łukaszem a Pierrem. Dosłownie widać było trybiki na ich skroniach.

-Nieeee!!!!- Łukasz pierwszy wpadł na to co Alex próbuje przekazać.

-Co? -Pierre aż wstał.

-Myśl baranie! -Łukasz nie odrywał spojrzenia od Alexa – Myśl!

-O kurwa! Nie mów, że zrobiłeś dzieciaka Gwen?!

 

Trzech mężczyzn ubranych na czarno, z niewielkimi torbami, pod osłoną nocy wsiadało do samochodu.

-I co? Teraz będziesz popierdalał z wózkiem jak przykładny mąż i ojciec?

cats

-Nie wiem! Zostawmy ten temat. – Alex uciął wszelkie komentarze. Wyjechali poza obręb miasta i zatrzymali się w środku niewielkiego lasu, przez środek którego biegła lekko zaniedbana szosa. Skręcili na wcześniej upatrzoną polanę, odbezpieczyli broń i czekali.

-Jesteś pewien, że tędy będą jechać?-Alex rozglądał się nerwowo.

-Tak.-Pierre uśmiechnął się szyderczo- Czas wybić kilka kundli!

-Szychę zostawiamy, pamiętajcie! Trzeba dowiedzieć się kilku rzeczy. Zdechły nam nie powie.

-Jadą! -z tym słowem wypowiedzianym przez Pierra, wydarzenia nabrały tempa…

Słysząc samochody, a spodziewali się dokładnie dwóch, Pierre wyszedł na środek drogi, stając równolegle z jej biegiem. Patrząc w asfalt powoli dogasił papierosa jednym przyciśnięciem buta.Nie podnosząc wzroku uśmiechnął się szyderczo, złośliwie. Wyciągnął zza skórzanej kurtki dwa pistolety typu glock i skierował w stronę nadjeżdżającego samochodu.Zmrużył oczy. Był skupiony, stał nieruchomo.Przypominał dzikie zwierzę przed skokiem na ofiarę. Wyczekał moment, kiedy nie był jeszcze widoczny w świetle reflektorów a oni byli już w zasięgu broni i oddał dwa strzały. Pierwszy trafił kierowce między oczy. Auto zgasło i zataczając koła zatrzymało sie w poprzek, koło stóp Pierra. Drugie zahamowało tuż obok. Z tyłu wyszli Łukasz i Alex. Z  drugiego samochodu wyskoczyło czterech, napakowanych mężczyzn. Po jednym zabił bądź zranił Łukasz z Alexem. Dwóch pozostałych zdążyło do nich dobiec i zaczęła się szarpanina z tyłu drugiego auta. Padało coraz mocniej, jedynie światła reflektorów oświetlały to co ma się zdarzyć.

-Chodźcie gnoje! Zobaczymy jak kundle potrafią skomleć! – z tymi słowami padł strzał i  Pierre lekko osunął się na kolana. Poczuł tępy ból w okolicy lewego barku.Kula utknęła w kamizelce. Przez chwile nie czuł władania w ręce i pistolet wypadł mu na ziemię. Przeciwnik wykorzystał moment i podskoczył do niego. Pistolet kopnął na bezpieczną odległość i wymierzył potężny cios w szczękę Pierra. Drugi mężczyzna unieruchomił mu ręce na plecach.Nie miał już broni przy sobie. W jego brzuch i klatkę piersiową padały kolejne ciosy. Poczuł metaliczny posmak.  Ciepła, świeża krew lała mu się kącikiem ust. Czuł, że powoli traci przytomność. Tamci nie odpuszczali i bili z jeszcze większym zaangażowaniem. Alex z Łukaszem próbowali do niego dotrzeć, jednak kolejne ciosy mierzone w nich, skutecznie im to uniemożliwiały. Dostawał kolejne razy na twarz. I znowu. Krew lała się po twarzy Pierra tworząc, zdawałoby się, przerażający widok.

-Kundle jednak potrafią pogryź! Co teraz powiesz, chłoptasiu?

-Kurwa! Bijesz jak ciota! Serio, nikt cię nie nauczył?- Pierre opluł krwią przeciwnika. Gwałtownie odbił się od ziemi i zrobił salto nad mężczyzną, który trzymał jego ramiona. W ten sposób uwolnił się z uścisku. Jednym kopnięciem i ostatkiem sił,  ściął większego faceta z nóg i uderzył go w miejsce gdzie styka się obojczyk z szyją . Kolejny, szybki cios wymierzony był w skroń. Łuk brwiowy pękł i twarz przeciwnika zalała się krwią. Z otwartej dłoni uderzając w klatkę piersiową spowodował duszności u wielkoluda, który go wcześniej trzymał. Wyszarpał z jego dłoni pistolet i wstając szybko na nogi, przyłożył lufę do czoła drugiego napastnika. -A teraz skoml jak kundel! Piszcz psie! -odbezpieczył magazynek. – Gdzie jest wasz szef?-przetarł twarz z napływającej krwi- Nie patrz na tamtych. Oni zapewne zaraz umrą. Gdzie on jest!? – Pochylił się nad nim, wciskając mu pistolet w czoło.-Gdzie kurwa!?-wykrzyczał

-Tutaj. – Z samochodu wyszedł mężczyzna w garniturze. – Domyślam się, że ludzie Artura?

-Przydupas Marka. Jak miło. – Pierre strzelił do mężczyzny, nad którym się pochylał, rozwalając mu czoło. – Musimy chyba pogadać. Masz nasze dwa miliony i tak się kurwa składa, że jesteśmy do nich przyzwyczajeni. Więc zapytam grzecznie. Gdzie one są?

-Idź do diabła!

-Dlaczego każdy cię tam wysyła? – Za Pierrem stał Alex.

-Nie wiem… grzeszę czy jak!- splunął na bok.

-Oddawaj telefon! -Łukasz przeszukał mężczyznę i zabrał mu wszystkie potrzebne przedmioty. Alex wymierzył mu cios w twarz i skutego zamknął w bagażniku swojego auta.

-Po co go jebłeś? Współpracował przecież!

-No nie przekonał mnie! -Alex wzruszył ramionami.-No co?

-Źle wyglądasz!

-Pierre, widziałeś siebie? Ty o w ogóle odczuwasz ból?-Alex kręcił głową

-Rzadko. – odpalił papierosa. – Do wesela się zagoi. – prychnął śmiechem. -Mojego zapewne.

-Masochista! Co z ciałami? Zostawiamy?-Alex rozejrzał się.

-Pewnie. Zwierzyna zrobi swoje. A jak nie, to zaś zrzucą to na gangi i będzie spokój. Jedźmy! -Łukasz wycierał twarz.

-No zjadłbym coś, fakt!  Może coś włoskiego?

-Pierre jak ja cie kurwa nie cierpię!-Łukasz prowadził i szybko odjechali z miejsca zdarzenia.

 

 

02f8b5c5219e914bfd380ed1571ab960

-I co zrobisz Fiona? – trzy młode kobiety leżały w poprzek na łóżku, przytulając się do siebie. Pola głaskała Fionę po włosach a Dominika jadła żelki.

-Jestem tak pijana, że nawet żelki smakują mi whisky!

-Bo jesz tą, która ci wcześniej do szklanki wpadła.- Pola zamknęła oczy i wypuściła głośno powietrze. -Tęsknię za Pawłem.

-Mnie nawet o to nie pytaj! Nie mogę przestać o nim myśleć! A jak Iglesias nie będzie nas pamiętać? – Dominika patrzyła w sufit

-Jak kurwa, nie bedzie pamiętać?Co ty wygadujesz?! -Pola również zawiesiła wzrok na suficie. -Nie bój się kochanie! – ścisnęła dłoń przyjaciółki – To mu się przypomnimy na nowo! – Poczuła ścisk drugiej dłoni.

Trzy przerażone, młode kobiety leżały w poprzek łóżka, trzymając się za dłonie. Każda z nich bała się czegoś innego. Każda nosiła w sobie demona, z którym walczyła. Wiedziały, ze dopóki mają siebie, wszystko jakoś się ułoży. Bo przecież nie może być wiecznie źle.

-Co ja mam zrobić, dziewczyny?-Fiona nie poruszyła się i dalej ściskała dłoń Poli. -Odpowiedziała jej głucha cisza.- Poważnie się pytam!

-Przecież ci nie odpowiemy!

-Dlaczego?!

-Bo po pierwsze, ty musisz wiedzieć czego chcesz!- Pola spojrzała na przyjaciółkę. -My nie weźmiemy za coś takiego odpowiedzialności!Przekreślić małżeństwo? Dla innego? Nie wiem… A może to twoja szansa być szczęśliwą? Dojdź do ładu z własnymi emocjami i uczuciem. Czy chcesz dalej prowadzić życie przy Filipie, którego znasz jak samą siebie, pytanie tylko czy jesteś z nim szczęśliwa… Chcesz być z Jimem? Ledwo go znasz!

-Pytanie czy on chce być z nią…- Pola z Fiona podniosły się na łóżku i wbiły spojrzenie w Dominikę. – No co? Może tylko ją przeleciał? Tak na raz? Fiona, jesteś laska na raz? -Uśmiechnęła się i puściła oczko do dziewczyn

-Jakie na raz?! Co ty mi tu!!! – rzuciła w Dominikę poduszką.

-A skąd wiesz co on sobie myśli?- Odrzuciła z impetem poduszkę, przez co Fiona spadła z łóżka, wybuchając śmiechem.

-Z czego się śmiejesz, kretynko?

- Z własnego pieprzonego losu! To co się teraz dzieje to jakaś absurdalna komedia!!

-Absurdalna? -Pola z Dominiką spojrzały na siebie- Trzeźwieje! Szybko, przynieś flaszkę! -gospodyni zerwała się na nogi i chwiejnym krokiem wyszła z sypialni po kolejną butelkę.

-Haaa! A łykniecie Paddiego?- chichotała w kuchni

-Ja go potrafię ledwo przełknąć i ciężkostrawny bywa! Czasami!

-A ja tam go lubię. – Fiona usiadła na łóżku.

-Mówię o whisky! Łajzy! A nie o… -głos jej się złamał – … Paddym.

-Tęsknisz, co? – Dominika pojawiła się w kuchni

-Trochę. – uśmiechnęła się cierpko i trochę na siłę- Ale dzisiaj nie o mnie. Nie przejmuj się!- już miały wrócić do sypialni kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Zdziwione spojrzały na siebie i zerknęły na zegarek. Było po północy.

-Fiona tak pieprznęła z tego łóżka, że sąsiadka z dołu przybiegła na skargę! Mówię ci!

-Spokooo!- Pola machnęła ręką, lekko się potykając- Znosi gitarę i śpiew Paddiego więc nic ją nie ruszy. – Wzięły się pod rękę- Powoli, przy ścianie!

-Jezu, dawno nie byłam tak pijana! Dochodzę do wniosku, że mamy problem z alkoholem! -Dominika beknęła.

-Bez alkoholu też mamy problemy! – podeszły do drzwi i stojąc ramię w ramię otworzyły.

-Edyta?!

-Jechałam i zobaczyłam, że się świeci u ciebie w każdym pokoju to pomyślałam, że jeszcze nie śpisz i…

-Kochaniutka! My tu mamy problemy egzystencjalne a ty używasz takich długich zdań! – Dominika pociągnęła jej dłoń. – Właź! Później będziesz tłumaczyć

- A gdzie Fiona? – Dziewczyny usiadły w salonie.

- Zasnęła! – Pola cicho zamknęła drzwi.

-Bo ja to przyszłam w jednej sprawie…

-Nie! Najpierw pij! – Dominika podstawiła Edycie szklankę z whisky.

-Poważnie? Pijecie whisky Paddy? – zauważyła przy drugim drinku. – Wiesz, że to już obsesja?

-Tak tęsknimy, że sobie zastępstwo zorganizowałyśmy, w płynie! Paddy instant- Dominika spływała z kanapy ze śmiechu. -Pola tylko miałaby problem z seksem w takim wydaniu ale jakoś to upłynni! Oooo, popłakałam się!

-Nie słuchaj jej! Ona nie jest normalna! Własna matka nawet nie chce jej znać! -Pola machnęła dłonią. -To po co przyszłaś, Edyta?

-Rozmawiałam z Pierrem i uświadomił mi, że moje zachowanie wobez Paddiego było odrobinę nie na miejscu. Wybacz… nie taki był mój zamiar – zwiesiła głowę

-I bardzo dobrze się stało! – klepnęła Edytę w plecy

-Słucham? Nie jesteś zła? – Edyta wyzerowała szklankę.

-Co ty! O co! Paddy po wieczorze z tobą obrósł w piórka i dodało mu to bardzo dużo pewności siebie a to jest mu teraz potrzebne na reaktywowanie się…- zatkała dłonią usta. – Co ja powiedziałam? Ciężkie słowo, powiedziałam na głos?

-Reaktywowanie się. No na głos – Edyta uśmiechała się serdecznie.

-O nie! Trzeźwiejemy. Pij Edyta! – Pola nalała po całej szklance

-A mogę mówić ci Edzia? -Dominika wtrąciła – Zresztą… i tak będę tak do ciebie mówić.

3 nad ranem….

-A zobacz jakie on tu miał włoski!

-Też bym takie chciała.Ale ten w niebieskim ma lepsze! – Dominika z Polą nic już nie piły i jednym okiem oglądały koncert Paddiego z dawnych czasów.

-To John. Brat Paddiego. Jeszcze go nie poznałam.

-A ten? I ten? O i jeszcze tamten? – Edyta wskazywałą palcem na telewizor

-To ten sam! Opiłaś się Edzia! A ten i ten i ten to Joey. Nie zbyt go lubię. -machała dłonią- w sensie, nie umiem do niego trafić. Mało mówi, skryty taki. Rozmawiał z Kathy głównie i trochę z Angelo. No może kiedyś…

-Faceci są beznadziejni! Nie widzą jak ktoś jest dla nich miły i w ogóle… -odłożyła szklankę połowę wylewajac. – Masz takie szczęście z tym Paddym. Świata poza tobą nie widzi!

-Edzia a ty co?- Dominika wychyliła się zza Poli – Nieszczęśliwie zakochana?

-No coś koło tego! Mój jest bardzo głupim i opornym przypadkiem!

-Bo widzisz Edzia, jej przstojniak nie wie jeszcze, że jest jej. Właściwie to ona głupia chyba też nie do końca o tym wie! – Pola zatykała usta Dominice- A i jest w śpiączce!

-Ja cie kocham a ty śpisz! No jak w filmie! Ale obudzi się? W sensie czy tak go platonicznie kochasz? -pomachała szklanką. – Dolej!

-Nie no Domi kocha! – pola odwróciła się do przyjaciółki – Kochasz nie?

-Wiem jedno! Ciebie już coraz mniej! – opróżniły trzecią butelkę i wszystkie trzy zasnęły, przytulone do siebie przy akompaniamencie kolejnych utworów.

Obudziła się w sypialni przyjaciółki. Ale miała wrażenie, że trafiła do własnego, prywatnego piekła. Powieki były ciężkie i sklejone od zaschniętych łez. W ustach czuła cierpki smak alkoholu a w gardle potworną suchość. Nie to jednak było największym problemem. Kac, który prostował jej korę mózgową był tylko dodatkiem. Zaczynał się kolejny dzień i w dalszym ciągu był w nim Filip i był Jimmy…. problem nie rozwiązany… bo jak można rozwiązać problem z własnym sercem? Przetarła oczy, rozmazując resztki makijażu i nie wierzyła własnym uszom. Usłyszała Jima, jego śpiew. Nie myliła się. To był on…nie przyznawała się ale jego głos rozpozna wszędzie… Rozsądek podpowiadał jej, że to nie może być prawdziwe. Jim jest w Kolonii, rozwodzi się.

-Rozwodzi się… – powiedziała na głos, trochę jakby upewniając samą siebie co właśnie dzieje się w okół. Sięgnęła do torebki, chcąc wyciągnąć chusteczki, w jej ręce wpadł portfel a w nim zdjęcie Filipa z chłopczykami. Cała trójka była na nim wesoła, szczęśliwa….- Fiona, ogarnij się. Rozbijasz rodzinę.Może jeszcze będzie dobrze? – pytała samą siebie i co chwilę zerkała na drzwi od salonu. – Cholera czy on musi tak się wydzierać?! – warknęła i z impetem weszła do salonu.- Wstawać baby! Nie będę sama umierać! – Fiona ściągnęła koc z trzech, śpiących na kanapie kobiet.

Po niecałej godzinie wszystkie cztery siedziały w kuchni i modliły się nad dzbankiem parującej kawy.

- Może gdzieś z nim wyjechać? Sami? Spróbować naprawić to małżeństwo? – pukała paznokciami w porcelanowy kubek. – O Jimie powinnam… muszę zapomnieć. Tak będzie… – odchrząknęła- najrozsądniej.

-Cokolwiek nie zrobisz, będziemy z tobą. – Dominika położyła jej dłoń na ramieniu.

-A ja nie wiem o co chodzi, ale tez mogę być z tobą, jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej. Edyta podpierała czoło otwartą dłonią. – Po co ja do was przyszłam. Dawno nie miałam takiego kaca!

-Masz! Łyknij. Ibuprom. – Pola położyła pudełeczko leków i każda z kobiet wzięła po dwie tabletki. – O cholera! Zapomniałam! -poderwała się szybko i z telefonem przy uchu odeszła kawałek na bok.

-Gdzie dzwonisz?

-Do Pierra. Mieliśmy się dzisiaj spotkać ale chce to przełożyć. Nie mam dzisiaj…Halo? Pierre?Oj co tak źle brzmisz?- Pola zmarszczyła brwi przy ogólnym zainteresowaniu pozostałych kobiet. -Na co chory? A przeziębiony? A podobno złego diabli nie biorą no popatrz! -Pola roześmiała się do telefonu- Wzięli i oddali z powrotem?!Oj Pierre, nawet w piekle cie nie chcą? No dobra to kuruj się. Zjedz rosołek czy coś a my widzimy się jutro. Buziaki. Pa. – rozłączyła się i zwróciła do dziewczyn.-Nasz twardziel ma kaszelek. A to oznacza, że mogę położyć sobie awokado na twarz i udawać, że jestem gwiazdą wielkiego formatu!

-Tobie to nie awokado a botox się należy. Wisi ci to i owo.

-Wisieć to ty będziesz za chwilę. Jedz już do siebie! – wszystkie wybuchły szyderczym śmiechem.

 

 

 

KOLONIA.

-Wejdź chociaż się przywitać! -Paddy wysiadał pod domem Angelo.

-Później. Jadę do dzieci. Przyjadę pewnie wieczorem.

-Jimmy! -Paddy pochylił się nad otwartym oknem – Tylko proszę cię, nie rób głupstw!

-Paddy! Przecież mnie znasz!- Z impetem ruszył przed siebie nie żegnając się z bratem.

-No właśnie znam. -Odprowadził go wzrokiem, pokiwał smutno głową i wszedł do domu Angelo.

-Paddy, bracie! Jak miło cię widzieć! -Blondyn przywitał brata mocnym uściskiem jednocześnie rozglądając się na boki. – Przyjechałeś sam? Sądziłem…

-Pojechał do dzieci. Powiedział, że wieczorem zjedzie do nas ale wiesz  jak z nim jest. – Paddy zacierał ręce – Mogę liczyć na kawę

-A ty co? I może jeszcze o ciepłą strawę poprosisz? Chodź, mam kilka rzeczy do zrobienia na zewnątrz, pomożesz mi!

-W czym?

-Ma porąbać drewno na jesień do kominka. Witaj Paddy! -Kira ucałowała szwagra w policzek. – Dobrze wyglądasz, miłość ci służy. -podała mu kubek gorącej kawy i obaj bracia wyszli z domu.

 

-Jak ci się układa z Polą? -Angelo machnął siekierą.

-Bardzo dobrze. Ale nie o niej chcę teraz rozmawiać. – Paddy usiadł na pieńku blisko brata. Popijając kawę, obserwował wyczyny Angelo. -Coś wiesz o tym rozwodzie?

-Nic. Nie otwierałem tych papierów! Nie jestem dupkiem! – złapał spojrzenie Patricka – Aż tak wielkim!

-To ty nawet nie wiesz, kiedy jest pierwsza rozprawa? Angi kurde!

-No co? Przecież nie mogłem otworzyć! Mógł powiedzieć to bym się dowiedział. Poza tym Kira mi nie pozwoliła,

-Pantofel!

-Kozak się kurwa znalazł! – Przerąbał pieniek na pół.

-Napisze do Jima. Jest teraz u Meike więc może coś się dowiedział. -Paddy wystukał kilka słów. Po pięciu minutach dostał odpowiedz. „zobacz w papierach. Nie mam ochoty z nią rozmawiać! Jestem z dziećmi na placu zabaw.”- Gdzie są te papiery Angi?

-Kira!- Angelo sapiąc krzyknął w stronę drzwi tarasowych.

-Co chcesz? – z okna wychyliła się głowa brunetki

-Mogłabyś przynieś papiery Jima?

-Czy ja wyglądam jak twoja służąca?

-I piwo! – uśmiechnął się szyderczo, kiedy Kira warcząc zniknęła za firaną.- Uwielbiam takie życie. Proste, względnie wiejskie. Bez pośpiechu, bez nerwów!

-Masz te swoje cholerne piwo! – Kira wcisnęła mu butelkę do ręki. – A tu kopertę z papierami. -uśmiechnęła się do Paddiego i usiadła koło niego. – Czego szukacie.

-Dokładnej daty. Jim mówił, że Meike wniosła o rozwód. Ale kiedy to już sie od tego dupka nie dowiesz!

-Sądziłam, że przyjechaliście właśnie na niego. -Kira zmarszczyła brwi.

14876477_1773258776271310_110826150630483187_o

-Tez tak sądziłem ale ostatnio… nie można się z Jimem dogadać. -Paddy czytał dokumenty, lekko przy tym mrucząc. Wbił spojrzenie w datę, wyciągnął telefon upewniając się co do dat. – W ten piątek!- Angelo wbił siekierę w palik i usiadł na trawie wycierając pot z czoła. Paddy czytał dalej. – Nie jest to pozew z orzekaniem o winie! Meike się z tego wycofała.

-Świetna wiadomość. -Kira klasnęła w dłonie.

-Nie do końca. Pierwsza sprawa będzie mieć charakter godzący. – Paddy upił łyk kawy.

-Co to znaczy? – Angelo złapał spojrzenie żony. – No co? Nie rozwodziłem się nigdy!

-I obyś nie musiał!

- Sąd będzie próbował ich pogodzić. Potem czeka ich kolejna, o ustalenie opieki nad dziećmi i ustalenie alimentów. Ostatnia będzie orzekająca. -Ręce Patricka opadły bezwiednie, dalej trzymając papiery sądowe. – Ma mało czasu…- myślał na głos. Musi się przygotować.

-Zadzwonie do znajomego prawnika. -Kira zniknęła w domu.

-Czemu nie powiedział. Czemu aż tak olewa ten rozwód? – Angelo znowu zaczął rąbać drewno. -Może byś mi jakoś pomógł, bracie kochany? – Dodał z przekąsem.

-E tam! Dobrze ci idzie! Wytopisz to i owo… grubasku! – schował papiery do koperty. – A Jim… nie wiem czemu. Może faktycznie ma gdzieś ten rozwód…-Paddy kopał  kępkę trawy unikając spojrzenia brata.

-Brzmi to tak, jakby kogoś miał. – Blondyn prychnął śmiechem i spojrzał na brata. Tamten nie śmiał się a poważna mina nie schodziła mu z twarzy. -Ale to przecież bzdura, prawda, Paddy?Prawda?! -wbił siekierę w trawę. – To inaczej zapytam, kim ona jest? Bo widząc twoją minę męczennika, śmiem przypuszczać, iż znam tą niewiastę!

-Nie kpij! I bez tego to niezły kabaret.

-Gadaj kto to!

-Fiona. -Paddy wstał i zaczął krążyć wokół Angelo.

-Jaka Fiona?

-Kurwa, ta od Shreka! Skup się Angelo!

-Nie! Proszę, tylko mi nie mów, że to ta koleżanka Poli?

-No to ci nie powiem, że to właśnie ta koleżanka! -rozłożył bezradnie ręce.

-Ale przecież ona ma… – zasłonił usta dłonią.

-Tak wiem…

- I dwójkę małych…

-Też wiem!

-Jak mogłeś do tego dopuścić?! Miałeś do pilnować w Polsce?!

-Angi, czy ty już zidiociałeś do reszty przy tych dzieciach? Jak miałem go pilnować cały czas! Przecież to dorosły facet, zapomniałeś?!

-Ile to trwa?

-Trwa, nie wiem. Podobno raz spali ze sobą.

-Kurwa nie wierze! -Blondyn rozłożył ręce na boki i wybuchnął śmiechem. – Mój brat bzyka mężatkę!

-Który brat? Trochę ich mamy? -Usłyszeli za swoimi plecami ciepły, aksamitny głos. Ten głos zawsze w dzieciństwie ich uspokajał. Oboje obrócili się.

-John! – W oczach Patricka stanęły łzy. – Boże, John!

-Tyle lat! – rzucili się sobie w ramiona. Oboje już nie hamowali łez.

 

 

Kilka kilometrów od Paryża mieści się niewielkie, jak na francuskie realia, miasteczko Villepinte. Na jego przedmieściach stoi duży dom. Nie rzuca się niczym szczególnym w oczy. Ot dom, jak każdy inny w sąsiedztwie. Był duży, zadbany, z dopracowanym ogrodem. Tak mało osób znało to miejsce, że mógł sobie pozwolić na minimalną ochronę. Tutaj był naprawdę sobą. Nie udawał ale też nie dzielił się swoją wiedzą z otaczającymi go ludźmi. Ucałował swoją piękną żonę i udał się do swojego gabinetu. Zamknął drzwi na klucz i ze schowka za szafą, wyjął pierwszą z setek nagranych płyt i włączył cicho. Starszy, elegancki  mężczyzna o niebieskich oczach odchylił głowę do tyłu zaciągając się cygarem i słuchał.

- Podaj mi swoje pełne imię i nazwisko.- zabrzmiał z nagrania ciepły męski głos.

-Ale po co to panu? Musi pan nagrywać?

-Muszę wiedzieć kogo przesłuchuje podczas diagnozy. Nie martw się, to są materiały wyłącznie dla mnie. Możemy kontynuować? – nastąpiła dłuższa pauza. – Ok, w takim razie jeszcze raz. Jak masz na imię?

-Michael Patrick Kelly ale mówią na mnie Paddy.

-Po co do mnie przyszedłeś, Paddy?

-Potrzebuję twojej pomocy, doktorze? Tak się chyba mówi na psychologów, prawda?

Opublikowano paddy kelly | 2 komentarzy

48. Double morality

WTOREK:

Nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Kolejny kubek kawy nie pomagał. Krążyła od okna do biurka. Niby próbowała coś napisać ale nie szło jej to wcale. Tępo gapiła się w migający kursor na ekranie. Czerwonymi paznokciami stukała w blat biurka. W myślach analizowała kłótnie z dzisiejszego poranka. Paddy nazwał ją hipokrytką. Ona jego ignorantem, który widzi maślane oczy a mimo wszystko nic nie robi. On jej zarzucił spoufalanie się z Pierrem na co ona zaczęła krzyczeć i zarzucać Paddiemu brak zaufania. Ilekroć wracała do tej kłótni, robiło jej się niedobrze. Musiałą siedzieć w tej głupiej redakcji i pisać jakiś głupi artykuł a tak bardzo chciała być teraz w domu, z nim. Przeprosić, wytłumaczyć. Czuła się winna. Próbowała się skupić i napisać chociaż jeden akapit. Jej wzrok mimowolnie skupiał się na znajomych oknach. Jim… Co się działo w jego życiu? Co się działo między nim a Fioną? Do czego doszło? Oboje milczeli jak zaklęci. Spojrzała na zegarek. Wybijał dokładnie godzinę 14. A może wyjdzie wcześniej…. Cały dzień nie widziała ani Pierra ani Łukasza. Przecież nic się nie stanie. Wyjdzie wcześniej. Tak postanowiła, szybko wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy. Kucnęła przy biurowej szafce, szukając jednej teczki z notatkami.

-Mogę? – Paddy stał w drzwiach jej gabinetu i pukał w futrynę.- Nie potrafię się w toba kłócić. – Wzrok miał wbity w podłogę.

-Paddy… – wstała i dłońmi wyprostowała fałdy na swojej spódnicy.Nie podnosząc wzroku podeszła do niego- Paddy, ja… -spojrzała w głęboki granat jego oczu- Przepraszam cię! – rzuciła mu się w ramiona. On zamknął ją w uścisku tak silnym jakby bał się, że zaraz mu ucieknie.

-Też cię przepraszam! Ufam ci, bezgranicznie!

-Nie jesteś ignorantem. Przesadziłam, wybacz.

-Pola! – ujął ją za ramiona i odsunął od siebie. -Wierzysz mi? Ufasz?

-Oczywiście, ze tak! -głaskała jego policzek.

-Nigdy cię nie skrzywdzę. Jesteś dla mnie jedyna! Patrze na inne kobiety ale widzę tylko ciebie. – spojrzał na spakowaną torebkę. – wychodziłaś gdzieś?

-Chciałam wyjść wcześniej. Nie potrafiłam się skupić przez tą naszą kłótnię. A ty czemu przyjechałeś?

-Zabieram cię na obiad. -Objął Polę ramieniem i wyszli z gabinetu. Zatrzymali się koło biurka Tomka.

-Nie wiesz gdzie jest Pierre i Łukasz? Cały dzień ich nie widziałam.

-A znasz taki wynalazek jak telefon? Dotarłaś już do tej epoki? -Tomek nawet nie podniósł wzroku znad komputera.

-Nie odbierają…-Pola zamyśliła się.

-Widziaąłm się dzisiaj z Pierrem rano – Edyta wyjrzała ze swojego pomieszczenia i po chwili dodała – W parku! Nie, że rano w sensie w łóżku! Źle się wyraziłam! – czuła jak zalewa ją pąsowy rumieniec. -Piliśmy kawę…. – zmarszczyła brwi po czym doddała- Pola możemy chwilę porozmawiać? Na osobności?- spojrzała lodowato na Tomka.

-Wybacz Edyta ale mam coś ważniejszego do zrobienia.- Na ton jej wypowiedzi zza rogu wyłonił się niesmiało Paddy, lekko machając na przywitanie.

-O Paddy! Nie zauważyłam cię, wybacz. – poprawiła dłonią opadającą grywkę – Rozumiem to w takim razie…

-Edyta to może poczekać. Porozmawiamy jutro, ok? Musimy już iść. Jak Pierre się pojawi to niech do mnie zadzwoni. Narazie. -Ujęła dłoń Patricka i wyszli z redakcji.

Jak zazwyczaj, tak i w tym roku koniec czerwca okazał się bardzo ciepły, wręcz upalny. Postanowili się przespacerować. Szli powoli, niespiesznie. Przyglądając się wystawom sklepowym i dyskutując na różne tematy. Nie spodziewanie Paddy kazał Poli usiąść na pobliskiej ławce a sam zniknął w sklepie spożywczym. Pola zaczęła nerwowo się rozglądać. Paddy nie wychodził dobrą chwilę. Mijały kolejne minuty i słońce dawało o sobie znać skórze Poli. Nagle Paddy pojawił się jej oczom. Szedł w jej kierunku. W ręku trzymał ogromny koszyk piknikowy. Złapał jej spojrzenie i oboje uśmiechnęli się. Uniósł zawadiacko jedną brew i zza siebie wyciągnął, trzymanego w drugiej ręce ogromnego, czerwonego maka. Jednego, a jakże ważnego.

-Skąd to wszystko?! -Pola zajrzała do koszyka.

-Zrobiłem! A pani Krysia przechowała to dla mnie. Przemiłe kobiety pracują w tym sklepie. Chodź już! – PociągnąłPolę za rękę i udali się nad staw znajdujący się w środku dużego parku. Przez chwilę krązyli wokół, szukając odpowiedniego miejsca. Ich oczom ukazała się ogrmona wierzba płacząca, delikatnie pochylająca się nad  brzegiem jeziora a swoimi gałązkami delikatnie muskająca taflę wody. Miejsce wydawało się idealne na popołudniowy piknik. Podeszli bliżej. O pień drzewa opierał się ogromny bukiet czerwonych maków. Obok leżała mlecznobiała koperta przewiązana karminową długą wstążką, która powiewała na delikatnym wietrze. Chwile stali zamurowani tym widokiem, bojąc się otworzyć list i przeczytać zawartość.

-Pola… – Paddy wskazał palcem na napis który odsłoniła wstążka. Czarnymi, misternymi literami widniało na kopercie imię „Pola”.

-Nie… nie chcę! Boje się przeczytać. Ty to zrób! – ścisnęła mocniej dłoń Patricka.

-Poczekaj. – odłożył kosz piknikowy, puścił dłoń kobiety i schylił się po kopertę. Powoli i delikatnie otworzył. Na małym bileciku napisane było jedynie lakoniczne:

„ Już czas aby zacząć żyć…”

-Co to ma znaczyć? – Wpatrywała się w te kilka liter. – Kto nam to wysyła? Boję się! – usiadła pod drzewem, przytuliła w zamyśleniu bukiet maków. W dłoniach dalej przekładała mały bilecik.

-Nie to mnie zastanawia a to ile to będzie trwało jeszcze? -Paddy rozkładał mały kocyk w cienistym schronieniu.

-I tak nic?! Nie przejmujesz się tym?! -wbiła w niego zdziwione spojrzenie. – Nie denerwujesz się?

-Absolutnie nie! –  wyciągnął pudełko z pieczonym kurczakiem, butelkę wina, mini bagietki połamał na mniejsze kawałki.

-Jak ty to robisz?

-Po prostu! I tak się nie dowiemy! – ugryzł kawałek bagietki – Dopóki ta osoba nie bedzie chciała sie ujawnic to nic nie zrobimy wiec po co zawracać sobie tym głowę?! – wzruszył ramionami. – Pola, cieszmy się z tego co mamy. A ten liścik… zacząć żyć? To chyba nie taka zła przepowiednia?

-Właściwie nie. – Powoli rozchmurzała się i po kilku gryzach i paru łykach wina po napięciu i nerwach nie było śladu.

-Martwię się o Jima. Rozwodzi się. Dawno nie widział dzieci. – Paddy kręcił z dezaprobatą głową. – I ta sprawa z Fioną… Za cholerę nie chce powiedzieć!

-Jedziecie na noc więc może uda ci się coś z niego wyciągnąć. – spojrzała na spokojną tafle jeziora. – Myślisz, że mają romans?

-Kto?! Jim z Fioną?-Paddy prychnął śmiechem – Musiałby być skończonym idiotą! Romans z Fioną? Ale wymyśliłaś!

-Ale co jest z Fioną nie tak? Nie rozumiem twojego oburzenia! Koślawa jest czy co? Podaj kurczaka!

- Pola! Zastanów się! Udko? – podał kobiecie kawałek mięsa i dolał wina – Fiona ma męża! MĘŻA!Nie będzie romansować z Jimem, którego ledwo zna!

-A to ty nie wiesz, że ludzie miewają romanse i mogą zdradzić?

-I to według ciebie jest w porządku?-Paddy robił coraz większe oczy

-Absolutnie nie! Oczywiście uważam, że jest to złe. Niemniej jednak musisz przyznać, że takie rzeczy się zdarzają! – wzruszyła ramionami.

-Ale nie Jimowi! Fiona zresztą też nie jest taka głupia!

-Mam nadzieję, że nie jest. Cieżkie czasy teraz u niej. Kłóci się z Filipem. – spotkała zdziwione spojrzenie Patricka – No co?! Twierdzę, że jest podatna.

-A ty jesteś podatna? – uniósł zawadiacko brwi. Ku jego zaskoczeniu Pola zwiesiła głowę i mocno spoważniała. Nie takiej reakcji się spodziewał. – Powiedziałem coś nie tak? – wyzerował kieliszek wina- Ostatni na dzisiaj! Pola co jest?

-Muszę o czymś z tobą porozmawiać. – Potarła dłońmi policzki. -Tylko nie wiem jak mam ci to powiedzieć.

-Powiedz mi w jakikolwiek sposób bo oszaleje! – kobieta wyciągnęła z jego dłoni pusty kieliszek i mocno je ścisnęła. Nabrała głęboko powietrza i na jednym oddechu jednocześnie podnosząc wzrok powiedziała.

-Chciałabym mieć z tobą dziecko. Chcę iść się zbadać i jestem gotowa poddać się leczeniu jeśli będzie to konieczne. – wypuściła powietrze z wyraźną ulgą. Paddy z poważną miną wypuścił dłonie Poli, wstał i chwilę krążył w milczeniu. Wrócił do koca i zaczął bez słowa zbierać wszystko do koszyka. Kwiaty dał Poli i chwycił jej dłoń. – Nic nie powiesz?! Paddy!

-Ze szczęścia odebrało mi mowę! A teraz chodź! Zróbmy to dziecko! – roześmiał się na cały park i mocno ja pocałował.

 

 

Kawiarnia, niedaleko centrum, miała swój urok. Na zewnątrz ozdobiona ażurowymi krzesłami przy małych, okrągłych stolikach. Potoki kwiatów skutecznie odgradzały gości od nachalnych spojrzeń przechodniów. Zaparkował z przyzwyczajenia odrobinę dalej i nie wiedząc czego się spodziewać, udał się na umówione spotkanie. Gwen niespiesznie popijała latte zagryzając kawałkiem jabłecznika. Obok niej, w wózku, spał mały, niespełna trzyletni chłopczyk. Miał rumiane policzki i blond włoski opadające na czoło. Jedną rączką przytulał małego misia a druga swobodnie opadała mu wzdłuż ciała.

10887e8b31bf6025c8006dd10d988f68

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przekroczył próg kawiarni. Jak dzikie zwierzę, nieufnie wyszedł do ogrodu. NIe potrafił zrozumieć czemu znowu pojawiła się w jego życiu? Zniknęła. Kiedyś byli nierozłączni. Razem w pracy i w życiu. Gwen… była tak bardzo podobna do Dominiki. Pyskata blondynka idąca przebojem przez życie. Jego oczom ukazał się czarny, spacerowy wózek i blond główka wyłaniająca się z pod zadaszenia. Nie dopuszczał jednej myśli do siebie. Tej myśli, która gdzieś w nim kiełkowała i próbowała wydostać się na zewnątrz. Nie mógłby obudzić się w tej nowej rzeczywistości. Nie teraz! Jedno jej zdanie i wszystko się zmieni….

-Mogłabyś chociaż raz ubrać się normalniej!?

-Mógłbyś choć raz nie być takim dupkiem?! – mierzyli groźne spojrzenia by po chwili rzucić się sobie w ramiona. -Alex, piękny jak zawsze!

-Gwen… szczera do bólu! Co cię tu sprowadza?-rozpromienił sie- Wracasz do pracy?- zerkał na dziecko w wózku.

-Nigdy nie odeszłam. Byłam na, powiedzmy, urlopie macierzyńskim.

-A właśnie! Gratuluje syna! Przystojny facet! – wysilił się na uśmiech. Bał się dalszej rozmowy. -Zostajesz w Polsce?

-Nie wiem jeszcze. Jestem zależna od starego. Póki co mam małe zadanie tutaj. No i chciałam się z tobą zobaczyć. -bawiła się torebką cukru. – Jestem ci winna przeprosiny Alex. – skupił wzrok na czerwieni jej ust. Zawsze taki nosiła. Uwielbiał rozmazywać jej tą szminkę podczas miłosnych uniesień. Nic się nie zmieniła, dalej była śliczna, zgrabna i tak pociągająco arogancka. Była taka sama jak widział ją ostatni raz, cztery lata temu. Cztery lata temu… docierało do niego powoli. – Wyjechałam tak nagle. Powiedziałam ci, że to sie nie uda. Bo nie mogło się udać! Wiem, że mineło kupe lat i teraz moje przeprosiny…

-Cztery!- szczęki mimowolnie zaciskały się coraz mocniej. -Cztery lata, Gwen.

-Co? A tak, cztery. Masz rację, wtedy cię rzuciłam. Chcę cię teraz przeprosić. Choć nie wiem, czy to ma jeszcze sens… – odwróciła wzrok. Alex nie spuszczał oka z chłopczyka w wózku.

-Jak ma na imię? -Alex nie słuchał przeprosin Gwen.

-Aron. – odpowiedziała krótko i nic już nie dodała. Wstrzymała oddech i czekała na reakcję mężczyzny.

-Jak mój ojciec…

-Alex…on…

-Czy on jest mój?! – oczy mu zaszkliły  w oczekiwaniu na odpowiedź. -Powiedz prawdę!

 

Gorgeous Dean gif

-Tak. – zamknęła oczy i odwróciła wzrok.

-Boże! Jak mogłaś! Cztery lata! Jak mogłaś mi to zrobić, Gwen?- pięści zaciskały się coraz mocniej. – Mogłaś zadzwonić, napisać maila! Wysłać kurewski list! Mogłaś zrobić cokolwiek! A ty…

-Byłeś na misji! Nie mogłam, rozumiesz! Nie mogłam! Dałbyś się zabić głupku!

-Kiedykolwiek chciałaś mi powiedzieć? Czy teraz ktoś cię zmusza do prawdy?

-Chciałam jak najszybciej ci powiedzieć.

-Kurwa nie wierze! – Alex schował twarz w dłonie.

-Stary płacił za moje życie ostatnie 4 lata. Nic mu nie brakowało.-poprawiła Aronowi włoski.

-Poza ojcem! – dodał z przekąsem.

-Alex, wiem jak sie czujesz…

-Gówno tam wiesz! Właśnie dowiedziałem się, że mam dziecko! – dalej chował twarz.

-Nie zmuszam cię do niczego i niczego też nie oczekuje od ciebie. Zrobisz jak będziesz chciał.

-Póki co, nie wiem czego chcę. – skończył zdanie i rozdzwonił się jego telefon. Westchnął widząc, że dzwoni Dominika.Odebrał. -Coś pilnego? Dobrze. Za niedługo przyjadę. – rozłączył się.

-Jest kimś ważnym?

-Ale nie najważniejszym. – wstał i przeczesał włosy dłonią. – Zresztą ja dla niej też nie. – odsuwając krzesło obudził chłopczyka, który natychmiast zaczął wołać mamę. Wtulając się w Gwen, uspokoił się i bacznie obserwował otoczenie. Alex pogłaskał go po policzku i ujął jego małą dłoń. – Wybacz, muszę iść.

-Zadzwonisz?

Nie wiem…- szybko wyszedł z kawiarni. Przez dobrą godzinę jeździł po mieście bez celu. Próbował się uspokoić. Nie potrafił uwierzyć w to co się właśnie stało. W głowie krążyło mu jedno, jedyne pytanie: ” i co teraz?”.

Podjechał pod blok Dominiki dopiero wczesnym wieczorem. Wziął jeszcze kilka głębokich oddechów, kilkanaście mniejszych i wszedł do mieszkania kobiety. Dominika zmieniła się przez te kilka dni. Cera jej poszarzała. Schudła jeszcze bardziej. Alex przypomniał sobie, nie widział żeby w szpitalu jadła cokolwiek. Włosy miała zawsze w nieładzie ale teraz jej fryzura przypominała gniazdo dla ptaków. Nie słysząc nikogo w mieszkaniu, zrobił kilka kroków w kierunku pokoju i zapukał w ścianę. Siedziała przy niskim stoliku wpatrzona w laptopa czytając coś i  jednocześnie notując.

-Przeszkadzam? – Nie miał siły na uprzejmości. Nie miał siły na nic.

-Alex! – spojrzała na niego. – Co się stało?Jezu! Siadaj!

-Aż tak źle wyglądam?- skrzyżował dłnie na piersi.

- Jakbyś miał wybitnie zły dzień. Piwo?

- Nie. Daj coś mocniejszego. – odchylił głowę na oparcie fotela. – Ale tylko jednego. Czeka mnie jeszcze jedna sprawa do załatwienia.

-Przełóż! – Dominika postawiła whisky i dwie szkalnki na stole.

-Nie mogę. Za ważna rzecz i nie ode mnie to zależy.- wypił połowę drinka i skupił wzrok na Dominice. -Chodź tu do mnie. – poklepał krawędź fotela. Kobieta niepewnie usiadła koło niego a on mocno ją w siebie wtulił. Objęła go w pasie i przytuliła twarz do jego klatki piersiowej. Słyszała jak bije mu serce. Szybko, chaotycznie, nerwowo. Przytulał ją mocno, wdychając zapach jej perfum.

Zamknął oczy. Wyobraźnią widział oczy swojego synka. Widział mężczyzn, których zabił. I poczuł strach przed tymi, których nie dał rady zlikwidować. Coś ścisnęło go w żołądku, miał wrażenie, że się dusi.Alex zaczął się bać… Ostatkiem spokoju pogłaskał włosy Dominiki i od niechcenia zapytał.

-Czego szukałaś w laptopie, jak przyszedłem?

-Psychiatrów dla Pawła. Dzwoniłam tez po neurologach. Chcę jakoś pomóc.

-Domi… – odsunął ją od siebie. – Kochasz go?-pytanie zawisło miedzy nimi.

-Alex ja… – spuściła wzrok i zaczęła nerwowo skubać brzeg fotela. – Nie chcę cię skrzywdzić. Ostatnią rzeczą jaką chcę to zobaczenie cię smutnego i przygnębionego. Ale… -dwie samotne łzy zatańczyły na jej policzku.

-Ciii… – pokiwał głową ze smutnym uśmiechem i kciukiem wytarł jej mokrą twarz. – Wiem,że go kochasz. Ja to widzę Dominika i sądzę, że ty też, doskonale to widzisz! -pogłaskał jej twarz- Hej, hej! Nie płacz. Tak ma być. Nie trać siebie na niewłaściwą miłość. To tak nie działa. Nie możesz być ze mną na siłę. Kochanie, ty musisz być z nim! Zrozum!

- Dlaczego… – rękawem swetra wytarła twarz – Jesteś taki miły dla mnie? Rozstajemy się i powinnam czuć się podle a tak nie jest. Co ty robisz Alex?

-Uświadomiłem sobie dzisiaj jedno. Trzeba zawsze działać w zgodzie z samym sobą. Nie rób nic na modłę innych. Jesteś dla mnie bardzo ważna i nie zostawię cię, Dominika.

-Ty dla mnie też jesteś ważny, pamiętaj o tym. Zawsze. Ujęła jego dłoń.

-Ale nie najważniejszy, co? – uniósł kąciki ust i delikatnie pocałował ją w usta.

-Pójdę przemyć twarz.- Dominika zniknęła w łazience. Alex podszedł do okna. Zaczynał padać letni, ciężki deszcz. Niedobrze, pomyślał. W tej samej chwili dostał wiadomość. ” Już czas, czekamy. Ł”

-Dominika. -wszedł do łazienki- Obiecaj mi, że cokolwiek się stanie bedziesz zawsze na siebie uważać i nie dasz sobie zrobić krzywdy! Obiecaj!

-Dlaczego tak mówisz? Alex co się dzieje?

-Obiecaj! Masz uważać na siebie i Pawła, rozumiesz?!

-Rozumiem. Obiecuje ale wytłumacz mi do cholery!- krzyknęła.

-Nie mogę.Przepraszam… za wszystko! – gwałtownie przytulił ją do siebie i mocno ścisnął. Dominika pod swoją ręką poczuła rękojeść pistoletu na plecach Alexa. Nie zdążyła jednak zapytać bo mężczyzna natychmiast wyszedł zostawiając ją samą z tysiącem pytań.

 

cats

 

-Jak ty to robisz, że przychodzisz zawsze kiedy mamy siadać do jedzenia?- Paddy wpuszczał do mieszkania Jima.

-Mam w domu taki radar z lampkami. Na jedzenie zapala się zielona, jak śpicie to żółta a jak masz zbereźne i zboczone myśli to czerwona.-wyszczerzył zęby- No i czerwona przepala się co dwa dni. – rzucił torbę na podłogę.- Co jemy?

-Ty nic!

-Paddy, nie bądź niegrzeczny. Wchodź Jim. dawno cię nie widziałam. Unikasz mnie?

- Zajęty byłem. Wybacz. – Pocałował Polę i policzek. – Rozpadało się…

-Widziałem. – Paddy kończył jeść. — Napijmy sie kawy i jedziemy! Nie ma na co czekać. Nie zanosi się, że przestanie padać.

-Masz wszystko?

-Wszystko to ma Patka. O nic się nie martw kochanie.

-Telefon masz? Ładowarkę do auta? Dokumenty? – Pola  nerwowo krążyła wokół Paddiego i Jima.

-A tej co? Polka, masz ciężkie dni czy jak?- Jim dostał w tył głowy. – Ała! Za co to?!

-Boś głupi, za to! -Paddy śmiał się na całego. – Nic się nie martw skarbie! Wszystko mam spakowane. Będę pisać z trasy ok?

-Wiem, wiem! Tylko, że czuje jakiś niepokój. Mam złe przeczucie. – Usiadła z nimi i napiła się kawy.

-A może ty w ciąży jesteś? -Jim wypalił. Na co Pola spontanicznie prawie opluła kawą Patricka.

-Po pierwsze nie pyta się kobiety o takie rzeczy a po drugie miej kurwa trochę taktu Jimmy! -Zaczynali się zbierać. Pola założyła cieplejszy sweter i zeszła ich odprowadzić. Słońce już zaszło i panował mrok. Jim szybko wrzucił na tylne siedzenie torbę i odszedł kawałek odpalając papierosa.

-Poradzisz sobie beze mnie?

-Tyle lat sobie radziłam jakoś.  Paddy, poradzę sobie! Nadrobię papierologie w pracy. spotkam się z dziewczynami. Zleci i za tydzień będziesz ze mną znowu. -pocałowała go.

-Nie chcę się z tobą rozstawać!

-Paddy, to twój brat… – szepnęła.

-I nienawidzę go za to, w tym momencie.

-Nie żartuj! Jedźcie! – pocałowała go jeszcze raz. Paddy usiadł za kierownicą i zanim Jim wsiadł, zdążył dodać.

-A może jakiś seks przez telefon? -Puścił jej oczko.

-Angelo będzie podsłuchiwać. Uwielbia takie gierki. -Jimmy wtrącił beznamiętnie.

-Aww…. Fuj! Odechciało mi się wszystkiego! Pa kochanie! Uważaj na siebie. Kocham cię! – Auto ruszyło i powoli włączało się w ruch uliczny. Pola stała na chodniku i lekko machała im na pożegnanie. Widziała jeszcze auto Jima, kiedy usłyszała dzwonek telefonu w kieszeni swetra.  Dzwoniła Fiona. Zegarek pokazywał 21.40.

-No co jest?- W momencie Poli zszedł uśmiech z twarzy. W słuchawce usłyszała szloch Fiony. Po kilku minutach gdzie jedna płakała a druga tylko słuchała Fiona odezwała się.

-Nie radzę sobie rozumiesz? Polka musisz mi pomóc! Nie radze sobie z tym, kurwa! Brakuje mi oddechu!Duszę się! – dyszała. – Nie radze sobie! Nie radzę! – powtarzała nieprzytomnie jak mantrę.

-Fiona, uspokój się.

-Nie potrafię się uspokoić! Mam chyba atak paniki.-płakała- Pola błagam cię, pomóż mi! Pomóż mi proszę cię! -Pola słyszała i czuła, ze jest na prawdę źle. Musiała być jak najszybciej z nią.

-Gdzie jesteś?

-U siebie w łazience. Zabierz mnie stąd! Zabierz mnie jak najszybciej. -szepnęła do telefonu.

-Jadę. Około 30 minut. – rozłączyła się i pobiegła do mieszkania po kluczyki od samochodu i dokumenty. W windzie zawiązywała trampki i spinała włosy gumką. Wsiadła do auta i połączyła sie z Dominiką.

-No co jest? O tej godzinie to tylko na wódkę dzwonisz prawda?-Dominika ziewnęła.

-Domi! Fiona. Poważnie!

-Co jest?!

-Alarm czerwony. Czerwony jak twoje majtki ze studniówki! Jadę po nią! Coś się stało!

-Wsiadam w auto! Widzimy się pod domem Fiony. -Dominika rozłączyła się. Pola wcisnęła pedał gazu do samego końca.

 

Podjechały prawie jednocześnie. Szybkim krokiem Pola weszła pierwsza a za nią Dominika. Na korytarzu pojawił się wystraszony Filip.

-Może wy coś wiecie? Nie otwiera od godziny. Siedzi tam i ryczy!

-Nie, ale zabieram ją i si dowiem skoro ty nie potrafisz! -Pola warknęła.

-Jak to zabierasz? A dzieci?- rozłożył ręce oburzony.

-Mają jeszcze ojca, prawda? – Dominika klepnęła Filipa w plecy czym odwróciła uwagę od kroczącej naprzód Poli. Po drodze zgarnęła grubo tkany szary pled i zapukała do łazienki. Drzwi momentalnie otworzyły się. Pola zniknęła w środku. Po dziesięciu minutach wyprowadziła otuloną w koc zapłakaną Fionę, która wtulała się ufnie w kobietę.

-Fiona! Co się kurwa dzieje?! Gdzie zabieracie moją żonę?!

-Teraz, to ona jest bardziej naszą siostrą niż twoją żoną!- Dominika stanęła między kobietami wsiadającymi do auta a Filipem. – Zostaw to, dobrze ci radzę. Będzie z nami. Nic jej się nie stanie. Zajmij się dziećmi i firmą.

-Ale jak? Tak bez Fiony?

-Ona potrafi to wszystko bez ciebie! Kurwa mać! – Dominika nie wytrzymała. Obróciła się na piecie i wyszła z domu.

cats

W kompletnej ciszy weszły do domu. Fiona owinięta w szary koc, umościła się na fotelu Poli i podkurczyła kolana pod siebie. Patrzyła tępo przed siebie, za okno. Oczy miała opuchnięte a na twarzy widać było resztki makijażu. Pola zaparzyła dzbanek mocnej, aromatycznej kawy. Ujęła dłoń Fiony ale ta nie reagowała. Kilka minut później pojawiła się Dominika z torbą pełną alkoholu i jakiś niezdrowych przekąsek, zakupionych w podrzędnym sklepie nocnym.Obie usiadły koło Fiony i wypiły kilka łyków kawy. Kobieta dłuższą chwilę wpatrywała się w parujący, ciepły napój. Spokojnym ruchem odłożyła go na stół, przeczesała dłonią włosy, poprawiła koc pod którym dalej chowała się i na jednym wydechu oświadczyła.

-Przespałam się z Jimem. – dopiero wtedy spojrzała w oczy przyjaciółkom. Zapadła długa, ciężka, gęsta cisza. Słychać było jedynie tykanie zegara i psa sąsiadów.

-Pojebało cię?  Że się tak wyrażę!

-Domi! Hamuj się!

-Ona ma rację. Chyba mnie pojebało! -schowała twarz w dłonie.-Czuje się jak dziwka!

-Bo tak się zachowałaś! – Dominika zaciskała szczęki. -Nie! To się na kawę nie nadaje! – wyciągnęła z torby dwie butelki whisky. Pola przyniosła szklanki.

-Dobra, ej kurwa! Co się robi!? – Pola wplotła dłonie we włosy i krążyła po salonie. – Zdradziłaś Filipa…nawet nie mogę ci powiedzieć, że nie jest źle.

-Stara, jest fatalnie! -Dominika wtrąciła. – Chociaż sądzę, że ona to już wie. -Fiona milczała.

-I z Jimem…Z Jimem?! Tym Jimem? Kurwa, Fiona!!

-I to ja mam się hamować!

-Powiedz nam. Tak żebyśmy to chociaż trochę zrozumiały. Czym się kierowałaś? Bo jak mi powiesz, że to nie ty to wódka to ci wyrwę nogi przy samej dupie! -Pola z Dominiką wbiły spojrzenie w przyjaciółkę.

- Nie mogę przestać o nim myśleć… – mówiła spokojnie. – Wlazł mi pod skórę i tak już tam siedzi. -pokiwała głową. -Filip ostatnio nawet mnie nie przytula. Nie dotyka mnie. Unika.Krzyczy na mnie przy każdej okazji. jest nerwowy i rozdrażniony. Kiedy ja wchodzę do pokoju on wychodzi pod jakimkolwiek pretekstem. Wieczorami znika, spotyka się z kolegami.

-On ma innych kolegów poza nami?

-Okazuje się, że tak. – uśmiechnęła się cierpko – Nie kochaliśmy się od dawna. Nawet we Francji.  A Jim… – zamyśliła się. – On na mnie tak patrzy… Poszłam do niego do pokoju, raz w Saint Tropez. -Fiona upiła pół szklanki jednym haustem.

-We Francji? -Obie krzyknęły.

-I wiecie co robił?

-Nie! Nie chcemy tego wiedzieć. Nie opowiadaj!- Dominika schowała głowę między kolanami.

-Przytulał mnie. Pół nocy pozwalał się w siebie wtulać i głaskał mnie po włosach. – mimowolnie odgarnęła kosmyk z policzka. – A potem wyszłam.

-Jak cię zaciągnął do tego łóżka?- Dominika zainteresowała się. -Nie jest to łatwe. Mężatkę. A bardziej żonę kolegi chyba.

-Nie kop leżącego, proszę Dominika! -westchnęła- Pokłóciłam się z Filipem. Znowu. Znikał coraz częściej. Na mojej głowie zostało wszystko i w gratisie jeszcze szpital i Paweł. Jedyne o co teraz Filip dba to dzieci. Ja się przestałam dla niego liczyć. A w ten wieczór zrobił mi awanturę o brudne naczynia w zmywarce.-wzruszyła ramionami. – Przelało mi się.

-Pierdolisz? – Dominika aż wstała.

-Cicho! Nie przerywaj! -Pola machnęła ręką.

-A ja zamiast myśleć o małżeństwie, o Filipie. O przyszłość. Myślałam jedynie o Jimie. O tym, jak było mi dobrze, kiedy mnie przytulał i całował. Wsiadłam w taksówkę i pojechałam do niego. Zasadniczo, to ja go zaciągnęłam do łóżka.- wodziła palcem wokół szklanki. -Nie wiem co mam teraz zrobić. Nie potrafię żyć z Filipem, obok Jima… A on….

-Właśnie się rozwodzi… -Pola zatkała usta dłonią.

-Powiedział, że wróci… do mnie. -Fiona uniosła ostrzegawczo palec. – Nie kurwa! To nie jest romantyczne! Dałam mu w twarz. -zobaczyła zdziwione spojrzenie na sobie. – Musiałam go tak potraktować. Rozumiecie? Musiałam!

-Ja rozumiem. -Pola opadła na oparcie. – Jak dostał w twarz i mu nagadałaś to istnieje szansa, że będzie trzymał się od ciebie z daleka.

-Urażona męska duma. Będzie ci łatwiej.

-Fiona ale ty tego chcesz?

-Dziewczyny, nie ważne czego ja chcę. Ja muszę ratować swoje małżeństwo.

-Seks z Jimem zapewne bardzo  ci w tym pomógł.

-Fiona… – Pola spojrzała na przyjaciółkę bardzo uważnie. – Kochasz Jima?

- Nie wiem…

 

 

- Puść głośniej! Dobry kawałek! – Jechali długą drogą wśród pól. Jedyne światło jakie im towarzyszyło to blask księżyca i gwiazd na niebie. Kawałek w radiu zastąpiła spokojna, romantyczna piosenka. Jim z Paddym zamyślili się i chwilę jechali każdy w innym świecie.

-Przeleciałem Fionę. – Jim patrzył przez szybę samochodu. Do Patricka dotarła informacja dopiero po chwili. Jedyne co potrafił zrobić przez kilka minut to mrugać i kręcić z niedowierzaniem głową.

Gwałtownie zahamował. Wysiadł z auta trzaskając z całej siły drzwiami. Chwilę krążył wokół, kopiąc w złości małe kamyki. Obszedł auto i jednym szybkim ruchem wyciągnął Jima na zewnątrz. Pięści zacisnął na jego koszuli i rzucił nim o maskę. Jim nie reagował. Pozwalał bratu na wybuch złości. Wiedział, że w pewnym sensie zasłużył na to.

-Jak mogłeś?! Pojebało cię?!- Paddy przyciskał brata do auta coraz mocniej.

-Stało się kurwa! No stało się! – odrzucił dłonie Paddiego i poprawił koszulę.

-Coś ty sobie myślał? Albo pewnie nie myślałeś, jak zwykle! Jim, kurwa, mężatkę?! No nie wierzę! Posuwasz mężatkę! Przechodzisz sam siebie! – Paddy ze śmiechem odwrócił sie i zaczął krążyć wokół Jima.

-To stało się tylko raz.-dodał cicho

-To ci kurwa medal dam, ze tylko raz! Jak do tego doszło? Albo nie! Nie chcę tego wiedzieć!

-Przyszła do mnie! Chciała tego rozumiesz?

-A ty co? Nie panujesz nad rozporkiem? Ale mam ochotę dać ci w pysk! Kretyn!

- Czuje coś do niej Paddy. Bez przerwy o niej myślę.

-A nie mogłeś powiedzieć jej „nie”? Nie zwalaj na nią winy! Jesteś taki sam. Mogłeś odmówić.Mogłeś kurwa Jimmy!  Wiesz, ze Fiona teraz jest podatna na takie zagrywki i chyba, drogi bracie, najnormalniej w świecie wykorzystałeś ją. I nie myślisz o niej tylko o jej ciele! Dupek!

-Skąd możesz to wiedzieć? Moralista pieprzony!

-Co się działo pod restauracją?

-Powiedziałem, że przyszła prosić abym ją przeleciał.

-Dosłownie taki dobór słów?-Paddy dyszał ze złości.

-Tak… – Jim dodał cicho i usiadł na ziemi chowając twarz w dłonie. -Powiedziałem, że po rozwodzie do niej wrócę.

- Do męża i dzieci też? Romantyk pieprzony! – Paddy usiadł obok Jima.

-Za to dostałem od niej w pysk.

- Brawo! Może mózg wróci ci na swoje miejsce, bo póki co chyba w spodniach wylądował.

-I co teraz?

-Nie wiem kurwa! Nie wiem Jimmy! Ale wyjdziemy z tego. – poklepał go po kolanie. -zabezpieczyłeś się?

- Yhy. – odpalił papierosa.

-No to jakoś wyjdziemy z tego… bracie! – ostatnie słowo wysyczał przez zęby.

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii, kelly Familly, miłość, opowiadania, paddy kelly, romans | 3 komentarzy